18.06.2024, 02:36 ✶
Thomas daleki był od oceniania innych przez pryzmat zachowania ich rodziny, dlatego też Geraldine startowała u niego z czystą kartą, może z drobną dozą nieufności, po tym numerze jaki wykręcił jej brat, ale za to dość szybko go zmazywała. Im dalej w rozmowę szli, tym bardziej przekonywał się, że była dość konkretna i zdawała się być taką, która nie da sobie w kaszę dmuchać - nawet własnej rodzinie.
Uniósł ręce w geście wycofywania się, nie zamierzał narzucać się ze swoją "pomocą" nie ważne jak bardzo ciekawiły go wszelakie klątwy i runy, to jednak dobrze wiedział, ze im bardziej by napierał na to, że jej pomoże, tym gorszy efekt by osiągnął. Jeszcze nie spotkał się z przypadkiem by upór i bezpardonowe dążenie do narzucenia swojej pomocy dało efekt jakikolwiek.
- Tylko mówię, gdyby okazało się że potrzeba złamać jakąś klątwę lub nałożyć ochronne runy - wykonał nieokreślony ruch dłonią, co miał powiedzieć? "Ślij sowę"? Dość durnie przechodził teraz z kwestii jej brata do oferowania pomocy - jego wewnętrzny łowca przygód budził się jednak częściej niż się tego spodziewał - a myślał, że udało mu się go stłumić dość skutecznie odkąd zamieszkał z Norą.
Podrapał się po brodzie, faktycznie zaczynało robić się problematycznie, ale też nie zakładał, że cały ten Thoran nie będzie osiągalny - westchnął i zaciągnął się po raz wtóry papierosem. Musiał to przemyśleć i to dość szybko - nawet nie wiedział w którym momencie zawiesił spojrzenie na twarzy Geraldine, myślami odpłynął daleko dlatego nie był świadom gdzie patrzy, ani tego że kobieta oparzyła się swoim papierosem.. Wreszcie odzyskawszy kontakt z rzeczywistością zmieszany odwrócił wzrok na swój kubek i jednym haustem dopił pozostały czarny trunek ze swojego naczynia.
- Myślę - zaczął gasząc swój papieros jak i ona wcześniej i wypuścił ostatnie kłęby dymu przez nos. - Że to będzie właśnie najlepsze rozwiązanie, skoro Thoran jest nieosiągalny, to myślę, że rozmową z tobą i zapewnienie o rozwiązaniu jego problemu pozwoli nam uzyskać efekt zadowalający wszystkie ze stron - zerknął na nią niepewnie, to by oznaczało, że będzie ją ciągał na kolejne spotkanie, bo przecież nie wyjdą i nie udadzą się do siedziby Matek Brytyjek w tej chwili. Prawda? Teraz trochę w to zwątpił, może jednak pojechanie tam natychmiast to właśnie najlepszy sposób rozwiązania tej dziwnej draki. - Bo chyba nie myślałaś o tym, żeby teraz się tam udać? - wyraził na głos swoje przemyślenia, jakby szukając potwierdzenia u Geraldine - takie nagłe pojawienie się u nich mogło dać dobry efekt, problemem było to, że nadal było dość wcześnie i mogli nikogo nie zastać.
Uniósł ręce w geście wycofywania się, nie zamierzał narzucać się ze swoją "pomocą" nie ważne jak bardzo ciekawiły go wszelakie klątwy i runy, to jednak dobrze wiedział, ze im bardziej by napierał na to, że jej pomoże, tym gorszy efekt by osiągnął. Jeszcze nie spotkał się z przypadkiem by upór i bezpardonowe dążenie do narzucenia swojej pomocy dało efekt jakikolwiek.
- Tylko mówię, gdyby okazało się że potrzeba złamać jakąś klątwę lub nałożyć ochronne runy - wykonał nieokreślony ruch dłonią, co miał powiedzieć? "Ślij sowę"? Dość durnie przechodził teraz z kwestii jej brata do oferowania pomocy - jego wewnętrzny łowca przygód budził się jednak częściej niż się tego spodziewał - a myślał, że udało mu się go stłumić dość skutecznie odkąd zamieszkał z Norą.
Podrapał się po brodzie, faktycznie zaczynało robić się problematycznie, ale też nie zakładał, że cały ten Thoran nie będzie osiągalny - westchnął i zaciągnął się po raz wtóry papierosem. Musiał to przemyśleć i to dość szybko - nawet nie wiedział w którym momencie zawiesił spojrzenie na twarzy Geraldine, myślami odpłynął daleko dlatego nie był świadom gdzie patrzy, ani tego że kobieta oparzyła się swoim papierosem.. Wreszcie odzyskawszy kontakt z rzeczywistością zmieszany odwrócił wzrok na swój kubek i jednym haustem dopił pozostały czarny trunek ze swojego naczynia.
- Myślę - zaczął gasząc swój papieros jak i ona wcześniej i wypuścił ostatnie kłęby dymu przez nos. - Że to będzie właśnie najlepsze rozwiązanie, skoro Thoran jest nieosiągalny, to myślę, że rozmową z tobą i zapewnienie o rozwiązaniu jego problemu pozwoli nam uzyskać efekt zadowalający wszystkie ze stron - zerknął na nią niepewnie, to by oznaczało, że będzie ją ciągał na kolejne spotkanie, bo przecież nie wyjdą i nie udadzą się do siedziby Matek Brytyjek w tej chwili. Prawda? Teraz trochę w to zwątpił, może jednak pojechanie tam natychmiast to właśnie najlepszy sposób rozwiązania tej dziwnej draki. - Bo chyba nie myślałaś o tym, żeby teraz się tam udać? - wyraził na głos swoje przemyślenia, jakby szukając potwierdzenia u Geraldine - takie nagłe pojawienie się u nich mogło dać dobry efekt, problemem było to, że nadal było dość wcześnie i mogli nikogo nie zastać.