Udało jej się ostudzić zapał Leo, chociaż może nie do końca, nadal wyglądał jakby chciał komuś zrobić krzywdę. Nie spodziewała się, że będzie miał w sobie tyle determinacji. Nie słuchał jej wcale, nie docierały do niego jej słowa. Miała wrażenie, że mówi do ściany. Do tego wszystkiego zmienił się w kota, idealne rozwiązanie, żeby nie musieć tłumaczyć swojego zachowania. Szkoda, że i ona nie mogła się zmienić w cokolwiek i po prostu stąd uciec w pizdu.
Nie zdążyła nawet odpowiedzieć na zadane przez niego pytania. Wolał zmienić się w kota, jakby to było odpowiedzią na wszystko. Czuła gdzieś w głębi, że kot może nie być jej największym zmartwieniem.
Wtedy do kuchni weszła Mabel z Karlem i z Thomasem. Tylko ich brakowało w tym całym zamieszaniu. Nie miała pojęcia, co ma jej odpowiedzieć, bo najwyraźniej dziewczynka już na wejściu wyczuła, że coś jest nie tak.
- To Leo. - Nie miała pojęcia, czy Thomas i Mabel pamiętali o tym, że ich współpracownik jest kocim animagiem, wolała więc ich uprzedzić, jak wygląd sytuacja. - Sam jest na górze, poszedł się ubrać. - Mabel wiedziała kim jest Samuel, nie miała pojęcia, czy wspominała o nim swojemu bratu, chociaż chyba nie miała takiej sposobności. Zaczęła się denerwować coraz bardziej tym zamieszaniem. - Pokłócili się, Leo uważa, że Sam jest kimś, kim nie jest. - Wolała od tego zacząć, chociaż nie do końca umiała ubrać wszystkie myśli w słowa. - Leo myśli, że musi mnie bronić przed Samem i nic do niego nie dociera. - Widać było, że już chyba pogodziła się z tym, że nie znalazła wyjścia z tej sytuacji, bo po prostu usiadła sobie na krześle, czekając na to, co właściwie się wydarzy.