05.01.2023, 17:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2023, 18:15 przez Mackenzie Greengrass.)
- Przegrywaliście minutę temu. Te wrzaski teraz mogą być na waszą część – mruknęła. W końcu jeden gol był warty dziesięć punktów, więc jeżeli Puchonka zdołała strzelić (Mackenzie przeklinała w duchu własną niedyspozycję i to, że nie mogła przeszkodzić tej w zdobyciu tego punktu), Puchonom wystarczył jeszcze jeden strzał, by wyrównali… A tak się starała zapewnić im prowadzenie!
Nie wspominając o tym, że w tej pogodzie złapanie znicza było prawie cudem, nie dało się przewidzieć, kto to zrobi. Pewnie dlatego tak długo to wszystko trwało.
Jeżeli przegrają z Hufflepuffem w ten sposób, to chyba skoczę z tego okna, pomyślała Mackenzie z pewną rozpaczą. Tak, quidditch był dla niej absolutnie najważniejszy, a były członek drużyny, obecnie od paru miesięcy grający profesjonalnie twierdził nawet, że ta się z tego żyć, więc ku rozczarowaniu matki coraz mniej przykładała się do eliksirów i numerologii, a coraz bardziej do latania…
- I co to znaczy, że to niemożliwe? – oburzyła się nagle, gdy do jej nie do końca pracującej normalnie (a raczej: pracującej jeszcze mniej normalnie niż zwykle) głowy dotarła sugestia, że absolutnie nie powinni przegrywać. – Prowadzimy w tabeli!
Natychmiast pożałowała tego podniesienia głosu i zdrową ręką złapała się za głowę. Miała wrażenie, że bolą ją nawet cebulki włosów.
- Cudownie – zapewniła z poziomu podłogi, zastanawiając się, czy zwymiotuje, czy zemdleje, i czy jeżeli tylko zwymiotuje, to zdoła wspiąć się na parapet i znowu spojrzeć na boisko. Brzmiała jednak bardzo przekonująco, jakby faktycznie bycie połamaną, obitą i bliską utraty przytomności przez własną głupotę, było dokładnie takim stanem, jaki lubiła. – Wprost cudownie. Dawno nie czułam się lepiej. Siedź na łóżku, Lovegood, nie dam rady zebrać cię z podłogi.
Miała problem z zebraniem samej siebie, a on zdawał się ciągle na wpół zorientowany w czasie i przestrzeni. No naprawdę, tak od razu zakładać, że nie mogą przegrywać!
- Panno Greegrass! – okrzyk padł od strony przejścia w głąb skrzydła szpitalnego. W progu stanęła zziajana pielęgniarka, pewnie sprowadzona przez nauczycielkę. – Co panna wyrabia! Do łóżka, natychmiast. Panie Lovegood? Dlaczego pan nie leży, tylko siedzi? Na litość Merlina, od dawna mówię, że tego strasznego sportu należałoby zakazać…
- Quidditch to najwspanialszy sport na świecie – wyrzuciła z siebie Mackenzie, gdy pielęgniarka zbierała ją z podłogi. Jęknęła, kiedy ta, nieświadoma dokładnie obrażeń, ruszyła złamaną rękę. Kobieta pokręciła głową, kiedy odkryła to złamanie.
- Tak, złamane kości też na pewno są najwspanialsze na świecie. Panie Lovegood, co pana boli? – dopytywała pielęgniarka, ciągnąc Greengrass ku łóżku. Ta, o dziwo, nawet nie protestowała zbyt gorliwie, mimo tego, że oddalała się od okna i przez tę całą zawieję słyszała tylko pojedyncze słowa, wywrzaskiwane przez komentatora. Za mało, aby móc śledzić przebieg meczu.
Pielęgniarka, mrucząc coś pod nosem, zaświeciła jej różdżką w oczy, ledwo zdołała położyć dziewczynę z powrotem na łóżku.
- Wzrokiem za moim palcem, proszę… Te okropne tłuczki! Pewnie uderzyły was tłuczki, prawda? Tę grę wymyślił jakiś sadysta!
@Theodore Lovegood
Nie wspominając o tym, że w tej pogodzie złapanie znicza było prawie cudem, nie dało się przewidzieć, kto to zrobi. Pewnie dlatego tak długo to wszystko trwało.
Jeżeli przegrają z Hufflepuffem w ten sposób, to chyba skoczę z tego okna, pomyślała Mackenzie z pewną rozpaczą. Tak, quidditch był dla niej absolutnie najważniejszy, a były członek drużyny, obecnie od paru miesięcy grający profesjonalnie twierdził nawet, że ta się z tego żyć, więc ku rozczarowaniu matki coraz mniej przykładała się do eliksirów i numerologii, a coraz bardziej do latania…
- I co to znaczy, że to niemożliwe? – oburzyła się nagle, gdy do jej nie do końca pracującej normalnie (a raczej: pracującej jeszcze mniej normalnie niż zwykle) głowy dotarła sugestia, że absolutnie nie powinni przegrywać. – Prowadzimy w tabeli!
Natychmiast pożałowała tego podniesienia głosu i zdrową ręką złapała się za głowę. Miała wrażenie, że bolą ją nawet cebulki włosów.
- Cudownie – zapewniła z poziomu podłogi, zastanawiając się, czy zwymiotuje, czy zemdleje, i czy jeżeli tylko zwymiotuje, to zdoła wspiąć się na parapet i znowu spojrzeć na boisko. Brzmiała jednak bardzo przekonująco, jakby faktycznie bycie połamaną, obitą i bliską utraty przytomności przez własną głupotę, było dokładnie takim stanem, jaki lubiła. – Wprost cudownie. Dawno nie czułam się lepiej. Siedź na łóżku, Lovegood, nie dam rady zebrać cię z podłogi.
Miała problem z zebraniem samej siebie, a on zdawał się ciągle na wpół zorientowany w czasie i przestrzeni. No naprawdę, tak od razu zakładać, że nie mogą przegrywać!
- Panno Greegrass! – okrzyk padł od strony przejścia w głąb skrzydła szpitalnego. W progu stanęła zziajana pielęgniarka, pewnie sprowadzona przez nauczycielkę. – Co panna wyrabia! Do łóżka, natychmiast. Panie Lovegood? Dlaczego pan nie leży, tylko siedzi? Na litość Merlina, od dawna mówię, że tego strasznego sportu należałoby zakazać…
- Quidditch to najwspanialszy sport na świecie – wyrzuciła z siebie Mackenzie, gdy pielęgniarka zbierała ją z podłogi. Jęknęła, kiedy ta, nieświadoma dokładnie obrażeń, ruszyła złamaną rękę. Kobieta pokręciła głową, kiedy odkryła to złamanie.
- Tak, złamane kości też na pewno są najwspanialsze na świecie. Panie Lovegood, co pana boli? – dopytywała pielęgniarka, ciągnąc Greengrass ku łóżku. Ta, o dziwo, nawet nie protestowała zbyt gorliwie, mimo tego, że oddalała się od okna i przez tę całą zawieję słyszała tylko pojedyncze słowa, wywrzaskiwane przez komentatora. Za mało, aby móc śledzić przebieg meczu.
Pielęgniarka, mrucząc coś pod nosem, zaświeciła jej różdżką w oczy, ledwo zdołała położyć dziewczynę z powrotem na łóżku.
- Wzrokiem za moim palcem, proszę… Te okropne tłuczki! Pewnie uderzyły was tłuczki, prawda? Tę grę wymyślił jakiś sadysta!
@Theodore Lovegood