To nie było dla niej wcale takie proste. Musiała jednak go chronić, nie chciała znowu zawieść brata. Myśl o tym, że ponownie mogła go stracić rozdzierała jej serce. Może nie był do końca żywy, jednak nadal był obecny w jej życiu, może jego ciało nie było takie ciepłe jak kiedyś, ale istniał, a to było najważniejsze. Nie straciła go, chociaż było bardzo blisko, chociaż przeżyła jego śmierć, jakby wydarzyła się naprawdę, jakby straciła go na zawsze. Nie znosiłaby ponownie tego uczucia. Na całe szczęście udało jej się dzisiaj wygrać z Thoranem, udało jej się ocalić Astarotha.
Ona pewnie nie uznałaby tego, co robi za egoistyczne, bo przecież chciała go chronić. Chciała zająć się wszystkim sama, żeby on nie musiał ryzykować, bo już przeżył sporo, los z nich zakpił. Astaroth stał się tym, na co polowali, nie, żeby zmieniło to coś w jej postrzeganiu chłopaka, bo nadal pozostawał tym młodszym bratem, którego musiała chronić. Tym razem jednak nie mogła sobie pozwolić na żadne błędy, bo już raz go straciła, to nie mogło się powtórzyć. Nie mogła pozwolić na to, aby ryzykował dla niej. Nie, musiała poradzić sobie ze wszystkim sama. Wiedziała, że to może się wydawać nierozsądne, jednak musiała działać w ten sposób, nie mogła dopuścić do tego, żeby coś mu się stało. Nie wybaczyłaby sobie tego.
Nie chodziło o to, że się dla niej nie liczył, było zupełnie przeciwnie. W ten durny sposób, odsuwając go od wszystkiego chciała mu pokazać, że jest dla niej ważny. Nie wpadła na to, że może to być odebrane dwojako, że Astaroth może czuć się pominięty.
- To nie takie proste, jak ci się wydaje. - Dostrzegła jego obojętność. Wkurzyło ją to, bo wydawało jej się, że sugeruje jej opieszałość w działaniu. Nie mogła sobie pozwolić na jeden, najdrobniejszy błąd, musiała mieć pewność, że jest gotowa, że pozbędzie się problemu. Zazwyczaj działała szybko, nie do końca przemyślanie, zbyt wiele jednak teraz mogła stracić, aby działać w ten sposób.
- Wiem, wiem, że jesteś, tylko nie chcę, żebyś ryzykował dla mnie, rozumiesz? - Zbyt wiele osób ostatnio o to prosiła, kończyło się to różnie, nie mogła znieść myśli, że komuś z nich mogłaby się stać krzywda, zbyt wiele dla niej znaczyli. Musiała dać jakoś radę temu wszystkiemu, wiedziała, że może mieć problem, aby sobie sama z tym poradzić, bo potrzebowała kogoś kto jej pomoże, kogoś kto będzie w stanie zakląć naczynie, jednak niekoniecznie widziała w tym swojego brata. Wolała go trzymać z dala od problemu, mieć pewność, że akurat on jest bezpieczny. Nie chciałaby, żeby jej rodzina straciła w tym samym momencie swoje trzy latorośle, jakby nie patrzeć matka pewnie poczuje też stratę Thorana nawet, jeśli był wyimaginowany, co dopiero jeśli przy okazji zginą i ona i Astaroth? To byłoby zbyt wiele.