19.06.2024, 12:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.06.2024, 14:12 przez Charlotte Kelly.)
– Koszmarem? Jestem najsłodszym ze snów – oburzyła się Charlotte, udawanie czy szczerze. Ale nie wydawała się naprawdę zła. Gdyby była naprawdę zła, być może rzuciłaby ta butelką w głowę Selwyna, a tak wypiła tylko kolejny łyk. I kolejny. I odpaliła następnego papierosa.
Zapewne picie w takim tempie nie było zbyt rozsądne, biorąc pod uwagę, że miała w tej chwili ciało nastolatki, nienawykłe tak do alkoholu.
– Ale na całe szczęście, moje dzieci nauczyły się, żeby nie dawać sobą pomiatać. Zwłaszcza Rita – dodała, odchylając głowę do tyłu i przymykając nieco oczy. – Proszę, niech to tylko nie będzie coś w stylu tej okropnej, mugolskiej sztuki, Romeo i Julia. Znajomi w USA zmusili mnie, żebym z nimi na to poszła i wyszłam okropnie zirytowana. Wszyscy byli tam absolutnymi kretynami. Czy naprawdę nie prościej było uciec oknem niż zażywać jakieś trucizny?
A to był tylko jeden z wielu jej zarzutów wobec tej sztuki. Romeo zmienił obiekt westchnień wybitnie szybko i Charlotte jakoś wątpiła, aby szesnastoletni chłopiec był doskonałym kandydatem na męża, który zadba o czternastoletnią żonę po ucieczce. Och, ona by już im wszystkim tam pokazała!
– Uchowaj Merlinie! – przeraziła się, aż otwierając oczy, gdy wspomniał o cofaniu się o dziesięć lat. Dzieci miały wtedy jakieś jedenaście, szykowały się dopiero do pójścia do Hogwartu, a ona musiała ogarniać je i pracę. A kiedy wszystkie poszły do szkoły, najpierw okropnie tęskniła, a potem z kolei odetchnęła z ulgą, bo jakby… odzyskała trochę własnego życia. Niemniej wciąż musiała dbać o ich potrzeby i wychowanie, i o to, żeby wujkowie nie zepsuli ich doszczętnie.
Może chciała powiedzieć coś jeszcze, ale w drzwiach salonu stanął jakiś mężczyzna.
– Panie Selwyn, skrzat prosił, żebym poczekał, ale to sprawa nie cierpiąca zwłoki, ambasador Francji… – zaczął, a potem zamilkł, gdy jego wzrok padł na kanapę. Prosto na szesnastoletnią Charlotte Kelly, która siedziała tam boso, w kusej sukience, z butelką szampana w jednej ręce, z papierosem w drugiej i policzkami różowymi od trunku.
– Co się gapisz? – spytała słodko i wydmuchała kłąb dymu, gdy rozpoznała w mężczyźnie jednego ze stażystów ministerialnych.
Zapewne picie w takim tempie nie było zbyt rozsądne, biorąc pod uwagę, że miała w tej chwili ciało nastolatki, nienawykłe tak do alkoholu.
– Ale na całe szczęście, moje dzieci nauczyły się, żeby nie dawać sobą pomiatać. Zwłaszcza Rita – dodała, odchylając głowę do tyłu i przymykając nieco oczy. – Proszę, niech to tylko nie będzie coś w stylu tej okropnej, mugolskiej sztuki, Romeo i Julia. Znajomi w USA zmusili mnie, żebym z nimi na to poszła i wyszłam okropnie zirytowana. Wszyscy byli tam absolutnymi kretynami. Czy naprawdę nie prościej było uciec oknem niż zażywać jakieś trucizny?
A to był tylko jeden z wielu jej zarzutów wobec tej sztuki. Romeo zmienił obiekt westchnień wybitnie szybko i Charlotte jakoś wątpiła, aby szesnastoletni chłopiec był doskonałym kandydatem na męża, który zadba o czternastoletnią żonę po ucieczce. Och, ona by już im wszystkim tam pokazała!
– Uchowaj Merlinie! – przeraziła się, aż otwierając oczy, gdy wspomniał o cofaniu się o dziesięć lat. Dzieci miały wtedy jakieś jedenaście, szykowały się dopiero do pójścia do Hogwartu, a ona musiała ogarniać je i pracę. A kiedy wszystkie poszły do szkoły, najpierw okropnie tęskniła, a potem z kolei odetchnęła z ulgą, bo jakby… odzyskała trochę własnego życia. Niemniej wciąż musiała dbać o ich potrzeby i wychowanie, i o to, żeby wujkowie nie zepsuli ich doszczętnie.
Może chciała powiedzieć coś jeszcze, ale w drzwiach salonu stanął jakiś mężczyzna.
– Panie Selwyn, skrzat prosił, żebym poczekał, ale to sprawa nie cierpiąca zwłoki, ambasador Francji… – zaczął, a potem zamilkł, gdy jego wzrok padł na kanapę. Prosto na szesnastoletnią Charlotte Kelly, która siedziała tam boso, w kusej sukience, z butelką szampana w jednej ręce, z papierosem w drugiej i policzkami różowymi od trunku.
– Co się gapisz? – spytała słodko i wydmuchała kłąb dymu, gdy rozpoznała w mężczyźnie jednego ze stażystów ministerialnych.