19.06.2024, 14:23 ✶
— O Morfeuszu i Jonathanie już wspomniałaś — zaczął powoli, zastanawiając się nad listą potencjalnych kandydatów do ich nowego projektu. — Tomaszkowie? — Musiał zaprosić swojego partnera z Brygady Uderzeniowej i brata swojej najlepszej przyjaciółki? — Hades McKinnon? — Uniósł wymownie brwi. — Zastanowiłbym się też nad młodym Carrowem. Wydaje się dosyć przyjemny dla oka. Ah, no i oczywiście obniżyłby średnią wieku. To też jest dosyć istotne.
Oczywiście, nie były to jedyne osoby, o jakich myślał. Teoretycznie mogliby spróbować wystarać się o zarezerwowanie terminu dla swoich dawnych znajomych pokroju Castiela, jak i sięgnąć po kontakty z wyższej półki. Elliott, Perseusz, Giovanni czy nawet Vakel Dolohov. Każdy z nich mógł potencjalnie sporo wnieść do kalendarza i przyciągnąć inny rodzaj publiki, która z początku mogłaby się nawet nie zainteresować zakupem. Nie mówiąc już o tym, że nie były to kompletne niewiadome pod względem sławy czy niesławy.
— Tak samo, jak podczytywałaś komiks, kiedy jechaliśmy pociągiem do dziadków Aveliny, a potem prawie rozbiłem się traktorem na twoich oczach? — rzucił zaczepnie, nadzwyczaj dumny z siebie, że nawet ten incydent szło teoretycznie podpiąć pod jego młodszą siostrę. — Wiesz, nie mówię, że ty czy twoja aura mieliście cokolwiek z tym wspólnego, ale wiesz... Ciekawy przypadek. Może świat wówczas nie wytrzymał tego, że siedzisz w bezruchu i postanowił sprawdzić, czy na pewno wszystko u ciebie w porządku?
Cóż, każde z nich miało swoje talenty. Erik nie wyobrażał sobie, aby kiedykolwiek był w stanie zająć miejsce u boku Brenny czy Patricka w hierarchii Zakonu Feniksa. I to nie dlatego, że się się do tego nie nadawał; wieloletni staż pracy w Brygadzie Uderzeniowej wskazywał, że radził sobie całkiem nieźle z planowaniem obowiązków innych i posyłaniem ich tam, gdzie najbardziej się przydadzą. Chyba po prostu nie miał w sobie tego konkretnego rodzaju stanowczości, jakiego wymagało prowadzenie tajnej organizacji. Skoro więc mógł wyręczać siostrę przy wielkich przemowach i kwiecistych monologach, to... Było to poświęcenie, na które był gotów.
— Oby nam wszystkim jutro sprzyjał los — podsumował cicho, zarzucając rękę na ramię Brenny i ściskając ją lekko.
Przeżyli razem wiele mniej lub bardziej niefortunnych zdarzeń. Ostatnie miesiące tylko ten stan nasiliły, podrzucając im na próg coraz to nowe problemy, które z poczucia obowiązki odpakowywali i... po prostu próbowali sobie z nimi poradzić. Pierwsze dni po Beltane Erik spędził przede wszystkim w atmosferze żałoby po Derwinie i oczekiwania na kolejny atak Śmierciożerców. Ten jednak nie nadszedł. Jeszcze nie. A jednak takie drobne chwile, jak ta krótka chwila przypominały mu, że powinien być wdzięczny za ten dodatkowy czas. Nigdy w końcu nie wiadomo, kiedy dobiegnie on końca, czyż nie?
Poklepał dziewczynę po ramieniu, przyglądając się rozpalonym świeczkom. Koniec końców jednak jego wzrok zwrócił się ku drzwiom tarasowym prowadzących na podwórku. Skoro już zobowiązał się do tego, żeby wciągnąć tego stracha na wróble na drzewie, to musiał się tym zająć. Inaczej Brenna zrobi to za niego, a potem będzie mu to wypominała. A co jak co, ale nie miał zamiaru dawać jej do ręki kolejnych argumentów. A już na pewno nie za darmo. Westchnął przeciągle, uśmiechając się przy tym leniwie.
— Idę szukać tego twoja manekina — zapowiedział, puszczając siostrę i kierując się powoli w stronę wyjścia. — Potem cię zawołam do ogrodu. Nie chcę znowu słyszeć pretensji, że coś było nie tak!
Oczywiście, nie były to jedyne osoby, o jakich myślał. Teoretycznie mogliby spróbować wystarać się o zarezerwowanie terminu dla swoich dawnych znajomych pokroju Castiela, jak i sięgnąć po kontakty z wyższej półki. Elliott, Perseusz, Giovanni czy nawet Vakel Dolohov. Każdy z nich mógł potencjalnie sporo wnieść do kalendarza i przyciągnąć inny rodzaj publiki, która z początku mogłaby się nawet nie zainteresować zakupem. Nie mówiąc już o tym, że nie były to kompletne niewiadome pod względem sławy czy niesławy.
— Tak samo, jak podczytywałaś komiks, kiedy jechaliśmy pociągiem do dziadków Aveliny, a potem prawie rozbiłem się traktorem na twoich oczach? — rzucił zaczepnie, nadzwyczaj dumny z siebie, że nawet ten incydent szło teoretycznie podpiąć pod jego młodszą siostrę. — Wiesz, nie mówię, że ty czy twoja aura mieliście cokolwiek z tym wspólnego, ale wiesz... Ciekawy przypadek. Może świat wówczas nie wytrzymał tego, że siedzisz w bezruchu i postanowił sprawdzić, czy na pewno wszystko u ciebie w porządku?
Cóż, każde z nich miało swoje talenty. Erik nie wyobrażał sobie, aby kiedykolwiek był w stanie zająć miejsce u boku Brenny czy Patricka w hierarchii Zakonu Feniksa. I to nie dlatego, że się się do tego nie nadawał; wieloletni staż pracy w Brygadzie Uderzeniowej wskazywał, że radził sobie całkiem nieźle z planowaniem obowiązków innych i posyłaniem ich tam, gdzie najbardziej się przydadzą. Chyba po prostu nie miał w sobie tego konkretnego rodzaju stanowczości, jakiego wymagało prowadzenie tajnej organizacji. Skoro więc mógł wyręczać siostrę przy wielkich przemowach i kwiecistych monologach, to... Było to poświęcenie, na które był gotów.
— Oby nam wszystkim jutro sprzyjał los — podsumował cicho, zarzucając rękę na ramię Brenny i ściskając ją lekko.
Przeżyli razem wiele mniej lub bardziej niefortunnych zdarzeń. Ostatnie miesiące tylko ten stan nasiliły, podrzucając im na próg coraz to nowe problemy, które z poczucia obowiązki odpakowywali i... po prostu próbowali sobie z nimi poradzić. Pierwsze dni po Beltane Erik spędził przede wszystkim w atmosferze żałoby po Derwinie i oczekiwania na kolejny atak Śmierciożerców. Ten jednak nie nadszedł. Jeszcze nie. A jednak takie drobne chwile, jak ta krótka chwila przypominały mu, że powinien być wdzięczny za ten dodatkowy czas. Nigdy w końcu nie wiadomo, kiedy dobiegnie on końca, czyż nie?
Poklepał dziewczynę po ramieniu, przyglądając się rozpalonym świeczkom. Koniec końców jednak jego wzrok zwrócił się ku drzwiom tarasowym prowadzących na podwórku. Skoro już zobowiązał się do tego, żeby wciągnąć tego stracha na wróble na drzewie, to musiał się tym zająć. Inaczej Brenna zrobi to za niego, a potem będzie mu to wypominała. A co jak co, ale nie miał zamiaru dawać jej do ręki kolejnych argumentów. A już na pewno nie za darmo. Westchnął przeciągle, uśmiechając się przy tym leniwie.
— Idę szukać tego twoja manekina — zapowiedział, puszczając siostrę i kierując się powoli w stronę wyjścia. — Potem cię zawołam do ogrodu. Nie chcę znowu słyszeć pretensji, że coś było nie tak!
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞