19.06.2024, 14:59 ✶
- Pamiętaj, że kalendarz ma się sprzedać, jeżeli ma zarobić, muszą więc to być osoby popularne. Kusiłoby mnie faktycznie zaprosić Thomasa... ale wtedy wiele osób by go za to atakowało. Nie uważam, że narażanie go na coś takiego byłoby w porządku - powiedziała z pewnym zamyśleniem. Miała na myśli oczywiście Hardwicka, który był faktycznie przystojny, ale na pewno wylałyby się na niego wiadra pomyj ze strony tych bardziej konserwatywnych członków społeczności. Jeżeli szło o Figga - uroczy chłopak, ale nie dość znany w czarodziejskim społeczeństwie, aby przyciągnąć kupców. - Carrowa też nikt nie zna, obawiam się, że wybierając według klucza "kogo lubimy", skończy się na tym, że ja wykupię cały nakład.
Na propozycję Hadesa, Brenna aż otworzyła oczy szerzej, zwracając spojrzenie na brata.
- Żartujesz czy mówisz poważnie? - spytała z pewną podejrzliwością, a potem zaczęła odginać kolejne palce. - Ehem, wiesz, ja nawet go lubię, ale kalendarz charytatywny, dla dzieci? Ze zdjęciem mężczyzny, który mieszka na Nokturnie, znikł na parę lat w tajemniczych okolicznościach, rzuca się do bójek dużo częściej ode mnie, przeklina co drugie zdanie, jest mężem Borginówny i którego wujek zasłynął z tego, że uzależniał klientów od swoich produktów? Wiesz co, Erik, to ja wybiorę skład… może z wujem Morpheusem do społu - powiedziała, ale w jej głosie rozbrzmiewało coś na ślad rozbawienia. Chociaż Brenna podchodziła do takich inicjatyw poważnie i zdecydowanie nie chciałaby, aby do takiego kalendarza trafił ktoś tak... kontrowersyjny. Powieszono by ich przecież, musieliby wycofywać się z pomysłu i jeszcze przepraszać.
– I to nie moja wina, że jej kuzyn okazał się czarodziejem – dodała, wymierzając bratu żartobliwego kuksańca.
Brenna nie uważała, że jest odpowiednią osobą na stanowisku, które przypadkiem zajęła. Ale nie widziałaby na nim i brata, głównie dlatego, że był po prostu zbyt dobry i miał za dużo wiary w ludzi. W pracy radził sobie doskonale, ale pewne decyzje wymagały bezlitosności i w zbyt wielu przypadkach w takiej organizacji nie wolno było kierować się sercem.
Brenna wiedziała, że prędzej czy później dopuszczą do organizacji kogoś, kogo dopuszczać nie powinni, ale Erik aż nazbyt łatwo ufał innym.
Objęła brata krótko, zanim go puściła, a potem nieco teatralnie uniosła oczu ku sufitowi, kiedy oświadczył, że na pewno będzie miała pretensje, że coś nie tak. Później zaś... wróciła do swoich notatek o Salcie i Nokturnie. Ją i Heather w końcu tego wieczora czekała wycieczka. Chociaż teraz trochę trudniej było się skupić, bo oczywiście, że już układała odruchowo plany dotyczące tego całego kalendarza...
Na propozycję Hadesa, Brenna aż otworzyła oczy szerzej, zwracając spojrzenie na brata.
- Żartujesz czy mówisz poważnie? - spytała z pewną podejrzliwością, a potem zaczęła odginać kolejne palce. - Ehem, wiesz, ja nawet go lubię, ale kalendarz charytatywny, dla dzieci? Ze zdjęciem mężczyzny, który mieszka na Nokturnie, znikł na parę lat w tajemniczych okolicznościach, rzuca się do bójek dużo częściej ode mnie, przeklina co drugie zdanie, jest mężem Borginówny i którego wujek zasłynął z tego, że uzależniał klientów od swoich produktów? Wiesz co, Erik, to ja wybiorę skład… może z wujem Morpheusem do społu - powiedziała, ale w jej głosie rozbrzmiewało coś na ślad rozbawienia. Chociaż Brenna podchodziła do takich inicjatyw poważnie i zdecydowanie nie chciałaby, aby do takiego kalendarza trafił ktoś tak... kontrowersyjny. Powieszono by ich przecież, musieliby wycofywać się z pomysłu i jeszcze przepraszać.
– I to nie moja wina, że jej kuzyn okazał się czarodziejem – dodała, wymierzając bratu żartobliwego kuksańca.
Brenna nie uważała, że jest odpowiednią osobą na stanowisku, które przypadkiem zajęła. Ale nie widziałaby na nim i brata, głównie dlatego, że był po prostu zbyt dobry i miał za dużo wiary w ludzi. W pracy radził sobie doskonale, ale pewne decyzje wymagały bezlitosności i w zbyt wielu przypadkach w takiej organizacji nie wolno było kierować się sercem.
Brenna wiedziała, że prędzej czy później dopuszczą do organizacji kogoś, kogo dopuszczać nie powinni, ale Erik aż nazbyt łatwo ufał innym.
Objęła brata krótko, zanim go puściła, a potem nieco teatralnie uniosła oczu ku sufitowi, kiedy oświadczył, że na pewno będzie miała pretensje, że coś nie tak. Później zaś... wróciła do swoich notatek o Salcie i Nokturnie. Ją i Heather w końcu tego wieczora czekała wycieczka. Chociaż teraz trochę trudniej było się skupić, bo oczywiście, że już układała odruchowo plany dotyczące tego całego kalendarza...
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.