19.06.2024, 15:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 15:34 przez Brenna Longbottom.)
Ona sama po porannych wybrykach Thorana Yaxleya, nocnym dyżurze i wcześniej dziwnym nieco dniu, który nastąpił po potańcówce, ratowała się eliksirem Nory, który – na całe szczęście – działał świetnie. Zresztą, zdołała schwycić trochę snu. Za przez to, że była zajęta, żadne plotki z wesela Blacków jeszcze do niej nie dotarły, o listach nie miała pojęcia, i chwilowo mogła skupić się na jednym problemie na raz, czyli na trupie. To znaczy prawie, bo na moment rozproszyła się trochę, przypominając sobie inną plotkę, jaka niedawno do niej dotarła, i miała wielką ochotę spytać, czy Atreus naprawdę wsadził Philpowi Nottowi świeczkowego kutasa do nosa i musieli mu go wyciągać w szpitalu (bo w takiej wersji usłyszała ę historię), ale uznała, że przy fotografie i nad ciałem trochę nie wypada.
– Ktoś postanowił potraktować go jak skarb i zadbać, aby trafił do ziemi – mruknęła. Nie był to żart, a raczej trochę wisielcze poczucie humoru, bo nawet jeżeli nie stała płacząc nad martwym mugolem, to wciąż daleko było jej do wesołości i uważała, że absolutnie sobie na coś takiego nie zasłużył.
Poza tym to była czarna magia. Taka typowa paskudna, obliczona ewidentnie na to, żeby krzywdzić.
– Nie jestem pewna, chyba tak – powiedziała, trochę rozkojarzona, bo wspomnienie, przywołane przez dźwięki migawki i kroków, dobijało się do jej umysłu. W pierwszej chwili próbowała skupić się na nim: na trzasku zamykając się drzwi, a potem głosach rozbrzmiewających w głowie. To było tak cholernie dawno, w Hogwarcie, jakby w innym życiu – i choć wcześniej uczepiała się wspomnień, które wracały, nawet tego o śmierci babki, bo przecież stanowiły część jej samej, teraz zawahała się.
Czy naprawdę chciała o tym pamiętać?
A potem Atreus wypowiedział jej imię i wspomnienie uleciało, pozostawiając po sobie tylko jakąś dziwną melancholię i poczucie goryczy. I sama Brenna nie była pewna, czy to faktycznie auror odwrócił uwagę, czy ona pozwoliła strzępom pamięci umknąć w niebyt. W myślach przeklinając cholerne, zabierające i zwracające wspomnienia ognie, ujęła odruchowo jego rękę, chociaż tak naprawdę przecież podnieść mogłaby się sama.
– Przepraszam, zamyśliłam się. – Może nawet by powiedziała, że „a, znowu coś miesza mi w głowie”, skoro tych sensacji z tego, co wiedziała, doświadczali też on, Erik i Mavelle, ale niezbyt miała ochotę wspominać o tym w towarzystwie innego członka ekipy. Jeszcze ktoś zacząłby się zastanawiać, czy ludzie, którzy byli na Polanie Ognisk, w ogóle nadają się do służby. - Na oko schowek, może był wcześniej zabezpieczony zaklęciami, które straciły moc? To cholerstwo mogło tam zostać przez kogoś ukryte, a Ted je znalazł. Albo dowiedział się w jakiś sposób, że ktoś tutaj coś schował?
Ukrywanie czarnomagicznych przedmiotów bardzo źle się jej kojarzyło, z mglistymi mokradłami mianowicie. Ale też mogło być i tak, że skrytka była tutaj już pusta, a faktycznie Ted po prostu okradł kogoś i uciekł tutaj. Tak czy inaczej właściciel przedmiotu prawdopodobnie mugola martwego znalazł, odkrył, że przedmiot jest otwarty i się stąd ulotnił, zanim przybyli…
– Ktoś postanowił potraktować go jak skarb i zadbać, aby trafił do ziemi – mruknęła. Nie był to żart, a raczej trochę wisielcze poczucie humoru, bo nawet jeżeli nie stała płacząc nad martwym mugolem, to wciąż daleko było jej do wesołości i uważała, że absolutnie sobie na coś takiego nie zasłużył.
Poza tym to była czarna magia. Taka typowa paskudna, obliczona ewidentnie na to, żeby krzywdzić.
– Nie jestem pewna, chyba tak – powiedziała, trochę rozkojarzona, bo wspomnienie, przywołane przez dźwięki migawki i kroków, dobijało się do jej umysłu. W pierwszej chwili próbowała skupić się na nim: na trzasku zamykając się drzwi, a potem głosach rozbrzmiewających w głowie. To było tak cholernie dawno, w Hogwarcie, jakby w innym życiu – i choć wcześniej uczepiała się wspomnień, które wracały, nawet tego o śmierci babki, bo przecież stanowiły część jej samej, teraz zawahała się.
Czy naprawdę chciała o tym pamiętać?
A potem Atreus wypowiedział jej imię i wspomnienie uleciało, pozostawiając po sobie tylko jakąś dziwną melancholię i poczucie goryczy. I sama Brenna nie była pewna, czy to faktycznie auror odwrócił uwagę, czy ona pozwoliła strzępom pamięci umknąć w niebyt. W myślach przeklinając cholerne, zabierające i zwracające wspomnienia ognie, ujęła odruchowo jego rękę, chociaż tak naprawdę przecież podnieść mogłaby się sama.
– Przepraszam, zamyśliłam się. – Może nawet by powiedziała, że „a, znowu coś miesza mi w głowie”, skoro tych sensacji z tego, co wiedziała, doświadczali też on, Erik i Mavelle, ale niezbyt miała ochotę wspominać o tym w towarzystwie innego członka ekipy. Jeszcze ktoś zacząłby się zastanawiać, czy ludzie, którzy byli na Polanie Ognisk, w ogóle nadają się do służby. - Na oko schowek, może był wcześniej zabezpieczony zaklęciami, które straciły moc? To cholerstwo mogło tam zostać przez kogoś ukryte, a Ted je znalazł. Albo dowiedział się w jakiś sposób, że ktoś tutaj coś schował?
Ukrywanie czarnomagicznych przedmiotów bardzo źle się jej kojarzyło, z mglistymi mokradłami mianowicie. Ale też mogło być i tak, że skrytka była tutaj już pusta, a faktycznie Ted po prostu okradł kogoś i uciekł tutaj. Tak czy inaczej właściciel przedmiotu prawdopodobnie mugola martwego znalazł, odkrył, że przedmiot jest otwarty i się stąd ulotnił, zanim przybyli…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.