19.06.2024, 19:32 ✶
To było straszne tchórzostwo, ale tłumaczył sobie w głowie, że Nora zna tego dziwaka, on poniekąd chce ją chronić, ona nie wie jak mu wytłumaczyć rzeczy a Sam... cóż, jego podstawowym sposobem rozwiązywania problemów była transmutacja, ale bez różdżki nie było szans, żeby transmutował cokolwiek jakkolwiek.
Nie spodziewał się takiego powitania, w sumie w ogóle nie zakładał, że ktokolwiek będzie na niego reagował jakkolwiek, ale niestety no takie zdarzenia utwierdzały go tylko w przekonaniu, że Londyn był dla niego przeklętym miejscem. Dobiegł do góry, do łazienki, naciągnął w pośpiechu spodnie na tyłek (błogosławiąc duchy opiekuńcze tego domu, że podczas tej szamotaniny ręcznik nie postanowił odlecieć w kosmos), po czym och tak opuszkami dotknął kasztanowej gładkiej powierzchni i...
Pióra był bezpieczne. Był drobny, mógł spokojnie unosić się przy suficie, nawet jeżeli lawirowanie po domu było trudne. Pożegna się z Norą i teleportuje na wrzosowiska, to była chyba najlepsza opcja. Najbezpieczniejsza.
Śmignął z góry na dół, na powrót do kuchni, przeleciał nad głową Mabel i Thomasa, którzy nie wiedzieli że niepozorny krogulec jest w pewnym sensie prowodyrem całego zamieszania. Czy może skradziona tożsamość tego krogulca. Ciekawe czy taki Thoran też to potrafi. Co to za imię w ogóle! Beznadziejne.
Jak gdyby nigdy nic, jakby to było najnaturalniejsze na świecie, przysiadł na stoliku obok ramienia Nory, licząc na to że go nie wyda. Jego paciorkowate oczko padło na rękę pozbawioną nici, ale szczęśliwie ptasie emocje nie pozwoliły mu zapłakać nad tym faktem. Zamiast tego sięgnął dziobem do lewego skrzydła i chwilę przymajdrował przy lotkach tak, aby w dziobie podać jej swoje niebiesko-płowe piórko. Później poprosi o Brenne w wyborze czegoś bardziej trwałego, ale na razie bardzo nie chciał, by jego narzeczona myślała, że ten cały ambaras cokolwiek między nimi zmienia.
Nie spodziewał się takiego powitania, w sumie w ogóle nie zakładał, że ktokolwiek będzie na niego reagował jakkolwiek, ale niestety no takie zdarzenia utwierdzały go tylko w przekonaniu, że Londyn był dla niego przeklętym miejscem. Dobiegł do góry, do łazienki, naciągnął w pośpiechu spodnie na tyłek (błogosławiąc duchy opiekuńcze tego domu, że podczas tej szamotaniny ręcznik nie postanowił odlecieć w kosmos), po czym och tak opuszkami dotknął kasztanowej gładkiej powierzchni i...
Pióra był bezpieczne. Był drobny, mógł spokojnie unosić się przy suficie, nawet jeżeli lawirowanie po domu było trudne. Pożegna się z Norą i teleportuje na wrzosowiska, to była chyba najlepsza opcja. Najbezpieczniejsza.
Śmignął z góry na dół, na powrót do kuchni, przeleciał nad głową Mabel i Thomasa, którzy nie wiedzieli że niepozorny krogulec jest w pewnym sensie prowodyrem całego zamieszania. Czy może skradziona tożsamość tego krogulca. Ciekawe czy taki Thoran też to potrafi. Co to za imię w ogóle! Beznadziejne.
Jak gdyby nigdy nic, jakby to było najnaturalniejsze na świecie, przysiadł na stoliku obok ramienia Nory, licząc na to że go nie wyda. Jego paciorkowate oczko padło na rękę pozbawioną nici, ale szczęśliwie ptasie emocje nie pozwoliły mu zapłakać nad tym faktem. Zamiast tego sięgnął dziobem do lewego skrzydła i chwilę przymajdrował przy lotkach tak, aby w dziobie podać jej swoje niebiesko-płowe piórko. Później poprosi o Brenne w wyborze czegoś bardziej trwałego, ale na razie bardzo nie chciał, by jego narzeczona myślała, że ten cały ambaras cokolwiek między nimi zmienia.