A woda szumiała i melodia grała. Grała też tam wtedy muzyka, pamiętasz ją jeszcze? Jeden z nowych twórców muzyki klasycznej, za którym Isabella przepadała. Chyba tylko cudem nie ściągnęła tutaj artysty z całą orkiestrą, ale przecież miało być kameralnie. Tylko kilka osób, tylko kilka par oczu, tylko kilka ust, z których płynęły rozmowy, zachwyty szczere i te całkowicie nie. Był i on - wybranek serca! Wybranek pieniądza i wpływów, ale przecież to były normy naszego społeczeństwa. Nie miałaś się dobrze bawić - miałaś dobrze wyglądać. Pasować do wystroju, bo byłaś jednym z urozmaiceń, przecięć stylistycznych. Siedząc pod bogatym kryształem żyrandolu, na tych starannie wyszywanych poduszkach, z tą falbaną przepływającą po łydce zakończonej zgrabnym bucikiem błyszczałaś. Diament oszlifowany, gotowy do tego, żeby ktoś go odebrał z rąk jubilera. Nie pierścionek, nie żaden wisiorek - mogłaś zostać przyozdobiona złotem, ale nie w niego wkuta. Zbyt piękna, żeby być byle ozdobnikiem... Wystarczająco piękna, żeby był kartą przetargową. Czy można być szczęśliwym na szczycie? Tron ze złota to jak wieża z kości słoniowej - rozsypie się prędzej czy później, bo nie budujesz go na czymś prawdziwym i szczerym. Szczerość... prawda... Nie potrzeba jej tutaj. Tu, gdzie szumiała muzyka.
Potrzeba jej było tutaj, gdzie szumiała woda.
- Nie, nie wiem. Departament Tajemnic jest za to odpowiedzialny. - Odetchnął, biorąc od mężczyzny przy sobie podkładkę do pisania i obrócił się od wiatru, żeby zerknąć na dokumentację. Nic specjalnego, nic odbiegającego od norm - podpisał.
- Dziękuję, panie Bletchley. Do zobaczenia. - "Oby nie" - przeszło Cainowi przez myśl, ale przecież by tego nie powiedział. Zamiast tego uprzejmie się uśmiechnął i z lekką irytacją zagarnął włosy z twarzy, które latały po niej we wszystkie strony świata. Przeszedł się kawałek po plaży, kiedy mężczyzna od niego odszedł - naprawdę mały kawałek. Ostatni raz zerknął na prace, jakie się tutaj działy, a które miały na celu zabezpieczyć Perłę Morza - czy raczej to, co z niej zostało. Chciał się upewnić, że wszystko zostało zrobione i już nikt tutaj w sumie nie będzie potrzebował za dużo ich atencji. A może nawet wcale. Bo może to był faktycznie ten moment, w którym mogli zostawić to w rękach profesjonalistów, a Departament Tajemnic i tak dobierze się do tego. Właściwie to jesteśmy tu jak ochrona. I to był fakt. Taka ochrona w zetknięciu z takimi manifestacjami, jakie działy się na Perle, były jednak potrzebne. Nawet jeśli czyjeś wspomnienia wędrują w najgorsze strony.
Powoli zawrócił w kierunku Victorii, spoglądając, jak ta wpatruje się w morze. Sam aż w nie spojrzał. Ale on, w przeciwieństwie do niej, nie słyszał jego śpiewu.