19.06.2024, 23:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2024, 21:03 przez Millie Moody.)
– Idziemy do Bazyliszka? Ale zajebiście. – Szła w chuj szybko, bo przyzwyczajona do tego, że musi nadrabiać tempem duże kroki swoich gigantycznych towarzyszy (od brata, przez Longbottomów po ewentualnych czyściuszkowych chłopaków), więc obecnie przemieszczała się ekstremalnie szybko. Świat z tej perspektywy. Był dziwny. Do końca nie wiedziała co zrobić ze swoim ciałem, wrażenie było surrealistyczne. Oczywiście pierwsze co zrobiła po przemianie, było wyciągnięcie z kieszeni swoich ciasnych jeansnów - znaczy z jeansów tego pyskatego konusa, który stał obok – karminową szminkę, żeby nadać twarzy Brenny odrobinę kolorów. Cmoknęła kilka razy w powietrze zadowolona z siebie.
– W ogóle wy jesteście już razem och wiem! Jak myślisz, jak szybko się domyśli, że jesteśmy w innych ciałach? Brenna plizka, udawaj mnie, ja będę udawać Ciebie. Myślę, że będzie potrzebował z pół godziny co najmniej. – wyszczerzyła się złośliwie, a potem zdała sobie sprawę, że Brenna się tak nie uśmiecha, więc spoważniała, a potem o mało nie potknęła się o własne nogi, bo jednak ciało było dziwne. Szkoda, że nie była blondynką... Wtedy Brenna nie miałaby szans znaleźć Millie zaraz po przemianie. – Poszłabym do ministerstwa i rozjebała mózgi naszym kolegom bumiarzom. W ogóle chcesz ryzykować czarowanie, jak nasze różdżki są połączone energetyczne z ciałem czy duszą, jak to działa? Myślisz, że coś się rozjebie? Jak myślisz ile to będzie trwało, bogowie, ale ja mam paskudny ryj. – skrzywiła się patrząc na Brennę w cudzym ciele. Nagle jej oczy zaświeciły się kolejnym Doskonałym Pomysłem – Myślisz, że mogłabym zamienić się w sama wiesz co? – Bo wilk, bo animag. To była umiejętność ciała czy duszy? Była zafascynowana tym zagadnieniem. Gdyby mogła, to jednak wcale by nie chciała tak szybko wracać do "siebie". W końcu udało jej się UCIEC od siebie. Od jej pojebanego mózgu. Z tym musiała się zmagać Brenna.