20.10.2022, 19:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.10.2022, 21:30 przez Brenna Longbottom.)
- Oczywiście, że opowiadam, ale nikt mi nie wierzy – oświadczyła Brenna w przerwach pomiędzy kolejnymi gryzami tosta. Czy była to prawda? Po części. Zażartowała w ten sposób raz czy dwa, mówiąc o tym tak, jakby Erik był Aniołem Zagłady Kuchennej, więc większość sądziła, że Longbottomówna wyolbrzymia albo, co jeszcze bardziej prawdopodobne, zmyśla w ramach żartu. A że żartowałam i opowiadała nieprawdopodobne historie dość często, większość to kupowała.
- Jeśli chcesz się znaleźć nie na trzeciej, a na pierwszej stronie, to oczywiście, że tak, paniczu Longbottom. To na pewno zagwarantuje ci podium w najnowszym plebiscycie najbardziej pożądanych kawalerów w Wielkiej Brytanii. Czekaj, z kim rywalizowałeś tam w głównej trójce ostatnio? Z młodym Blackiem? Czy z Yaxleyem? – zastanowiła się na głos. Jakby nie wiedziała. Brenna była tylko młodszą siostrą, ale czasem zachowywała się niemalże jak matka kwoka albo jak dumna matka. Większość artykułów o Eriku obie z mamą wycinały.
Może dlatego biedak nie miał jeszcze stałego związku. Wszystkim ciężko było wytrzymać konkurencję, gdy matka, siostra i kuzynka tak panoszyły się w jego życiu.
- No wiesz?! – obruszyła się, z wrażenia omal nie wypluwając kawałka tosta na podłogę. Spojrzała na Erika z oburzeniem wypisanym na twarzy. – Nigdy nie postawiłabym Królowej Mab w kącie! – oświadczyła, po czym wolną ręką trzasnęła Erika w ramię. – A do Nory się wybieram, obejrzeć jej lokal i zamówić te torty, więc przy okazji zobaczę Mabel.
Jej doba faktycznie zwykle miała niewiele godzin. Praca, działalność charytatywna, znajomi i to, że Brenna faktycznie była tą urodzoną ciocią, co na prawo i lewo rozdaje ciasteczka, i pierwsza biegnie, by się każdym zająć. Nawet jeśli ten ktoś był starszy od niej. Próbowała żonglować piłeczkami tak, aby żadnej nie opuścić. Na razie świetnie sobie z tym radziła. Po prostu mało spała. Chociaż oczywiście istniała szansa na to, że to się zemści po trzydziestce. Póki co jednak mogła sobie jeszcze na to pozwolić… Po prawdzie nie musiała pracować. Sama nie była pewna, ile ma galeonów w skrytce bankowej. Ruszyła ją głównie wtedy, kiedy kupowała prezenty chrześnicy, a pensja wpływała tam, i wpływała, podobnie jak środki dostawane czasem od rodziców, podczas gdy mieszkając tutaj, Brenna nie musiała wiele wydawać…
- Oj, trendy mugoli będą niebezpieczne. Nie to, że miałabym coś przeciwko wystrojowi prosto z „Hobbita”, ale jak chcemy zebrać dużo pieniążków na biedne dzieci i biedne psidwaki, to celujemy głównie w rody czystej krwi… Co nie znaczy, że tych półkrwi wykluczę z zaproszeń. Nie ma mowy. A w ogóle, co myślisz o adopcji psidwaka? – spytała. Mówiła szybko, trochę niewyraźnie, bo w międzyczasie przegryzała tosta. – Robimy licytacje na schroniska, a żadnego nie przygarnęliśmy. Dawno bym to zrobiła, ale sama jedna miałabym dla niego za mało czasu. Z drugiej strony, jak jesteś ty, ja i będzie Mav… bo właśnie, czy ja ci mówiłam? Mavelle też chce, żebyśmy ją przygarnęli. Znaczy się myślała, żeby tu zamieszkać.
- Jeśli chcesz się znaleźć nie na trzeciej, a na pierwszej stronie, to oczywiście, że tak, paniczu Longbottom. To na pewno zagwarantuje ci podium w najnowszym plebiscycie najbardziej pożądanych kawalerów w Wielkiej Brytanii. Czekaj, z kim rywalizowałeś tam w głównej trójce ostatnio? Z młodym Blackiem? Czy z Yaxleyem? – zastanowiła się na głos. Jakby nie wiedziała. Brenna była tylko młodszą siostrą, ale czasem zachowywała się niemalże jak matka kwoka albo jak dumna matka. Większość artykułów o Eriku obie z mamą wycinały.
Może dlatego biedak nie miał jeszcze stałego związku. Wszystkim ciężko było wytrzymać konkurencję, gdy matka, siostra i kuzynka tak panoszyły się w jego życiu.
- No wiesz?! – obruszyła się, z wrażenia omal nie wypluwając kawałka tosta na podłogę. Spojrzała na Erika z oburzeniem wypisanym na twarzy. – Nigdy nie postawiłabym Królowej Mab w kącie! – oświadczyła, po czym wolną ręką trzasnęła Erika w ramię. – A do Nory się wybieram, obejrzeć jej lokal i zamówić te torty, więc przy okazji zobaczę Mabel.
Jej doba faktycznie zwykle miała niewiele godzin. Praca, działalność charytatywna, znajomi i to, że Brenna faktycznie była tą urodzoną ciocią, co na prawo i lewo rozdaje ciasteczka, i pierwsza biegnie, by się każdym zająć. Nawet jeśli ten ktoś był starszy od niej. Próbowała żonglować piłeczkami tak, aby żadnej nie opuścić. Na razie świetnie sobie z tym radziła. Po prostu mało spała. Chociaż oczywiście istniała szansa na to, że to się zemści po trzydziestce. Póki co jednak mogła sobie jeszcze na to pozwolić… Po prawdzie nie musiała pracować. Sama nie była pewna, ile ma galeonów w skrytce bankowej. Ruszyła ją głównie wtedy, kiedy kupowała prezenty chrześnicy, a pensja wpływała tam, i wpływała, podobnie jak środki dostawane czasem od rodziców, podczas gdy mieszkając tutaj, Brenna nie musiała wiele wydawać…
- Oj, trendy mugoli będą niebezpieczne. Nie to, że miałabym coś przeciwko wystrojowi prosto z „Hobbita”, ale jak chcemy zebrać dużo pieniążków na biedne dzieci i biedne psidwaki, to celujemy głównie w rody czystej krwi… Co nie znaczy, że tych półkrwi wykluczę z zaproszeń. Nie ma mowy. A w ogóle, co myślisz o adopcji psidwaka? – spytała. Mówiła szybko, trochę niewyraźnie, bo w międzyczasie przegryzała tosta. – Robimy licytacje na schroniska, a żadnego nie przygarnęliśmy. Dawno bym to zrobiła, ale sama jedna miałabym dla niego za mało czasu. Z drugiej strony, jak jesteś ty, ja i będzie Mav… bo właśnie, czy ja ci mówiłam? Mavelle też chce, żebyśmy ją przygarnęli. Znaczy się myślała, żeby tu zamieszkać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.