20.06.2024, 09:54 ✶
W ogrodach zaczepia Mildred
Christopher może byłby skonfundowany zachowaniem Laurenta i Perseusa, i tym, że w ogóle znikli razem z wesela, gdyby był człowiekiem, który zwraca na innych choć trochę większą uwagę. Blacka ostatecznie praktycznie nie znał, a teraz skupiał się głównie na wkurwieniu o te przeklęte drinki i na tym, że bolało go podbite oko.
Niech wszystkie demony wezmą Perseusa Blacka, Vesperę Rookwood i ich podejrzane trunki.
Nie miał specjalnie ochoty wchodzić na salę balową i paradować tam z limem, które na pewno zupełnie nie pasowało mu do koszuli. Przyzwyczajony do dbania o pozory i jednak posiadający jakieś tak minimum przyzwoitości (absolutne minimum), nie chciał ulatniać się bez słowa do partnerki, która raczej nie przywykła do takich przyjęć. Ostatecznie zamierzał więc schwycić jakiegoś kelnera i zażądać (bo on nie prosił pracowników), aby przekazał wiadomość, znalazł się jednak przy wyjściu do ogrodów w samą porę, by zobaczyć Moody.
– Mildred – powiedział, podchodząc do niej. Zmarszczył nieco jasne brwi, bo wyglądała na niezbyt szczęśliwą, ale po tej scenie przed chwilą, nie mógł się temu dziwić – nie wiedział przecież, że odpowiada za to inny mężczyzna. Ze swoim charakterem nie miał prawa nawet o tym pomyśleć.
Zawahał się, przez moment bliski przeprosin. Ale Christopher Rosier nie przepraszał. Poza tym przecież to nie tak, że ta sytuacja to jego wina. To on dostał w twarz i to zupełnie za niewinność, a potem został wyprowadzony, jakby sam kogoś zaatakował. Jeśli czuł się głupio, to najwyżej przez jakieś piętnaście sekund.
– Muszę przyznać, że spodziewałem się tego wieczora wielu rzeczy, ale nie że ktoś spróbuje mnie pobić, bo chce z tobą zatańczyć – stwierdził w końcu. – Chcesz się stąd wynieść, czy wolisz jeszcze zostać?
Christopher może byłby skonfundowany zachowaniem Laurenta i Perseusa, i tym, że w ogóle znikli razem z wesela, gdyby był człowiekiem, który zwraca na innych choć trochę większą uwagę. Blacka ostatecznie praktycznie nie znał, a teraz skupiał się głównie na wkurwieniu o te przeklęte drinki i na tym, że bolało go podbite oko.
Niech wszystkie demony wezmą Perseusa Blacka, Vesperę Rookwood i ich podejrzane trunki.
Nie miał specjalnie ochoty wchodzić na salę balową i paradować tam z limem, które na pewno zupełnie nie pasowało mu do koszuli. Przyzwyczajony do dbania o pozory i jednak posiadający jakieś tak minimum przyzwoitości (absolutne minimum), nie chciał ulatniać się bez słowa do partnerki, która raczej nie przywykła do takich przyjęć. Ostatecznie zamierzał więc schwycić jakiegoś kelnera i zażądać (bo on nie prosił pracowników), aby przekazał wiadomość, znalazł się jednak przy wyjściu do ogrodów w samą porę, by zobaczyć Moody.
– Mildred – powiedział, podchodząc do niej. Zmarszczył nieco jasne brwi, bo wyglądała na niezbyt szczęśliwą, ale po tej scenie przed chwilą, nie mógł się temu dziwić – nie wiedział przecież, że odpowiada za to inny mężczyzna. Ze swoim charakterem nie miał prawa nawet o tym pomyśleć.
Zawahał się, przez moment bliski przeprosin. Ale Christopher Rosier nie przepraszał. Poza tym przecież to nie tak, że ta sytuacja to jego wina. To on dostał w twarz i to zupełnie za niewinność, a potem został wyprowadzony, jakby sam kogoś zaatakował. Jeśli czuł się głupio, to najwyżej przez jakieś piętnaście sekund.
– Muszę przyznać, że spodziewałem się tego wieczora wielu rzeczy, ale nie że ktoś spróbuje mnie pobić, bo chce z tobą zatańczyć – stwierdził w końcu. – Chcesz się stąd wynieść, czy wolisz jeszcze zostać?