05.01.2023, 21:47 ✶
Thomas był idiotą. Przynajmniej wtedy, bo miał cichą nadzieję, że trochę udało mu się na przestrzeni lat wyrobić. Prawdy wolał nie znać.
Długo jednak nie potrafił osiągnąc dojrzałości emocjonalnej, która pozwalałaby mu na coś więcej niż końskie zaloty. Czy pluł sobie za to w brodę? Może. Czy jednak wyszło muu to na złe? Tego swtwierdzić nie mógł, tak więc trzymał się tej mysli i szedł dalej, nie roztrząsując tego co było. Przynajmniej do dziś, bo wspomnienia przyniosły za sobą różne myśli, także te z serii “co gdyby?”
Uśmiechnął się szerzej gdy otaksowała go wzrokiem, wiedząc, że ma rację. Trudno było kiedyś ją dogonić, a jeszcze trudniej przed nią uciec, o czy przekonał się nie raz.
- Wiesz, gonienie kieszonkowców i te sprawy, prowadzę pościgi zawodowo, toteż mam gdzie się wprawiać. Choc podejrzewam, że niektóre stworzenia też wymagają czasem wzięcia nogi w zapas. Przynajmniej w moim miemaniu o ile pamiętam jako tako podręczniki do opieki nad magicznymi stworzeniami. - Uniósł brwi, przypominając sobie niektóre ilustracje i opisy. Tak, zdecydowanie z niektórymi istotami lepiej było nie zadzierać. Ger pewnie sądziła inaczej, była jednak zawodowcem. A im najlepiej zostawić niektóre kwestie.
- W takim razie koniecznie muszę do ciebie napisać, gdy tylko uda się zorganizować kolejny mini mecz. Czasem bierze mnie na wspomnienia tych naszych wspólnych treningów i wrzasków, które kierował do nas kapitan. Aż łezka się w oku kręci na wspomnienie tego, jak wyzywał mnie od imbecyli. - Udał, że ociera łezkę wzruszenia, zaraz znów spojrzeć na Ger, proieniejąc jakąś coż, szczenięcą radością. Którą lekko peszący komplement jedynie wzmocnił.
- Serio, dzięki, jeszcze chyba nie słyszałem by ktoś mi prawił tyle komplementów gdy jestem w stroju służbowym. Chociaż nie, jakaś staruszka kiedyś mówiła, że jestem bardzo miłym i przystijnym młodzieńcem i wyglądam bardzo dobrze w swoim mundurze, ale cóż, jakos od ciebie milej to słyszeć - stwierdził, pesząc się jeszcze bardziej. - Bo wiesz, nie jesteś staruszką, nie żeby to była jedyna zaleta, ten, no. - Sam też się zaplątał, przez co przez chwilę nie wiedział co powiedzieć, pozwalają na zapadnięcie dziwnej, lekko niezręcznewj ciszy.
- To świetnie, że udało ci się skończyć robiąc to, co lubisz! Choć rozumiem, że może to męczyć. Sam czasem czuję się przytłoczony tym wszytskim co niesie ze sobą służba w BUM, wiem jednak, że chyba lepszej ściezki o prostu dla mnie nie było. A wiesz, nigdzie nie jest idealnie. Myślę, że praca gdzieś typowo za biórkiem wykończyłaby mnie znacznie bardziej. - W końcu zawsze wolał działać niż siedzieć nad pergaminem i piórem. Ba, nawet teraz raporty były dla niego katorgą i złem koniecznym, a wolał pracować typowo w terenie. a roboty papierkowej tylko przybywało zbiegiem lat.
Trochę zaskoczyło go jej pytaniem, szybko więc pzeanalizował, czy miał jakiekolwiek plany na wieczór po pracy, mając szerą nadzieję, że nie. Coż, nawet jeśli, to własnie w tej chwili o nich zapomniał, celowo lub nie. Bo taka okazje rzeczywiście nie zdarzała się zbyt często.
- Wiesz co, po ósmej wieczorem jestem już chyba wolny i szczęśliwy. Jesli ci to oczywiście pasuje. Wiesz że jestem wolny. W sensie, że juz wtedy nie pracuje - dodał szybko, mając ochotę przywalić sobie w czoło pliczkiem do wypisywania mandatów, przed czym jednak powstrzymał się chcąc zachowac jakieś resztki pozorów normalności.
Długo jednak nie potrafił osiągnąc dojrzałości emocjonalnej, która pozwalałaby mu na coś więcej niż końskie zaloty. Czy pluł sobie za to w brodę? Może. Czy jednak wyszło muu to na złe? Tego swtwierdzić nie mógł, tak więc trzymał się tej mysli i szedł dalej, nie roztrząsując tego co było. Przynajmniej do dziś, bo wspomnienia przyniosły za sobą różne myśli, także te z serii “co gdyby?”
Uśmiechnął się szerzej gdy otaksowała go wzrokiem, wiedząc, że ma rację. Trudno było kiedyś ją dogonić, a jeszcze trudniej przed nią uciec, o czy przekonał się nie raz.
- Wiesz, gonienie kieszonkowców i te sprawy, prowadzę pościgi zawodowo, toteż mam gdzie się wprawiać. Choc podejrzewam, że niektóre stworzenia też wymagają czasem wzięcia nogi w zapas. Przynajmniej w moim miemaniu o ile pamiętam jako tako podręczniki do opieki nad magicznymi stworzeniami. - Uniósł brwi, przypominając sobie niektóre ilustracje i opisy. Tak, zdecydowanie z niektórymi istotami lepiej było nie zadzierać. Ger pewnie sądziła inaczej, była jednak zawodowcem. A im najlepiej zostawić niektóre kwestie.
- W takim razie koniecznie muszę do ciebie napisać, gdy tylko uda się zorganizować kolejny mini mecz. Czasem bierze mnie na wspomnienia tych naszych wspólnych treningów i wrzasków, które kierował do nas kapitan. Aż łezka się w oku kręci na wspomnienie tego, jak wyzywał mnie od imbecyli. - Udał, że ociera łezkę wzruszenia, zaraz znów spojrzeć na Ger, proieniejąc jakąś coż, szczenięcą radością. Którą lekko peszący komplement jedynie wzmocnił.
- Serio, dzięki, jeszcze chyba nie słyszałem by ktoś mi prawił tyle komplementów gdy jestem w stroju służbowym. Chociaż nie, jakaś staruszka kiedyś mówiła, że jestem bardzo miłym i przystijnym młodzieńcem i wyglądam bardzo dobrze w swoim mundurze, ale cóż, jakos od ciebie milej to słyszeć - stwierdził, pesząc się jeszcze bardziej. - Bo wiesz, nie jesteś staruszką, nie żeby to była jedyna zaleta, ten, no. - Sam też się zaplątał, przez co przez chwilę nie wiedział co powiedzieć, pozwalają na zapadnięcie dziwnej, lekko niezręcznewj ciszy.
- To świetnie, że udało ci się skończyć robiąc to, co lubisz! Choć rozumiem, że może to męczyć. Sam czasem czuję się przytłoczony tym wszytskim co niesie ze sobą służba w BUM, wiem jednak, że chyba lepszej ściezki o prostu dla mnie nie było. A wiesz, nigdzie nie jest idealnie. Myślę, że praca gdzieś typowo za biórkiem wykończyłaby mnie znacznie bardziej. - W końcu zawsze wolał działać niż siedzieć nad pergaminem i piórem. Ba, nawet teraz raporty były dla niego katorgą i złem koniecznym, a wolał pracować typowo w terenie. a roboty papierkowej tylko przybywało zbiegiem lat.
Trochę zaskoczyło go jej pytaniem, szybko więc pzeanalizował, czy miał jakiekolwiek plany na wieczór po pracy, mając szerą nadzieję, że nie. Coż, nawet jeśli, to własnie w tej chwili o nich zapomniał, celowo lub nie. Bo taka okazje rzeczywiście nie zdarzała się zbyt często.
- Wiesz co, po ósmej wieczorem jestem już chyba wolny i szczęśliwy. Jesli ci to oczywiście pasuje. Wiesz że jestem wolny. W sensie, że juz wtedy nie pracuje - dodał szybko, mając ochotę przywalić sobie w czoło pliczkiem do wypisywania mandatów, przed czym jednak powstrzymał się chcąc zachowac jakieś resztki pozorów normalności.