20.06.2024, 14:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.06.2024, 09:52 przez Brenna Longbottom.)
Brenna też szła szybko, ale nie była przyzwyczajona do tego, aby tak się wysilać, by utrzymać tempo. Millie była niska. Brenna nagle zaczęła bardzo, bardzo współczuć wszystkim niskim ludziom na świecie.
– O czym ty mówisz? – spytała, marszcząc lekko nieswoje brwi. Buzia Millie przybrała teraz zapewne nieco nietypowy wyraz, gdy mina typowa dla Brenny zagościła nie na jej twarzy. – Bogowie, Millie, nie mam zamiaru cię udawać. Idziemy do niego, bo jest klątwołamaczem i uzdrowicielem i może sprawdzić, co się stało. Co jeżeli czas jest tutaj kluczowy? Jeżeli przez to pół godziny potem będzie za późno? Wiem, że jesteś ładniejsza ode mnie, ale ja całkiem lubię być sobą, poza tym to może mieć jakieś paskudne efekty uboczne jak… jak… na przykład że nagle zacznie nam się mieszać w głowach, bo oszaleją wspomnienia, albo zaczniemy się rozpadać, czy coś takiego.
Żadna z nich nie była klątwołamaczką, żadna z nich nie była dość dobra w rozproszeniu, aby się domyśleć, co się stało. I przez to Brenna była zaniepokojona. Denerwowała się nawet bardziej niż powinna, może dlatego, że jednak ciało Millie działało trochę inaczej: ta zamiana nie wystarczyła, żeby Longbottom przestała myśleć tak, jak robiła to zwykle, ale już sprawiła, że emocje były jakby… trochę trudniejsze do opanowania.
– Mils, gwiazdko, pośród naszych kolegów są aurowidzowie, jasnowidzowie i śledczy, a trwa wojna. Jak myślisz, jak szybko wrąbią cię do celi uznając, że jesteś śmierciożercą – metamorfomagiem albo zażyłaś wielosokowy? – westchnęła Brenna, ani na moment nie puszczając dłoni Millie. Może przeceniała tychże kolegów, ale sama od początku wojny z Voldemortem zwracała uwagę na różne drobiazgi niemalże obsesyjnie. – W wilka, znaczy się? – zdziwiła się, a potem zastanawiała przez moment. – Nie sądzę. To nie jest coś… coś jest sprawą samego ciała. W ciele jest niejako wypisane zaklęcie, po tym jak trzymałam ten cholerny liść madragory pod językiem, ale do tego potrzeba wprawy, zajęło mi prawie dwa lata, zanim udało mi się zmienić po raz pierwszy i jak nie wiesz, jak to robić, to w najlepszym razie się nie uda, w najgorszym utkniesz tak w połowie przemiany, a ja jednak nie chciałabym potem skończyć z wilczą głową czy coś… i nie jesteś paskudna – powiedziała. – Wchodzimy? – spytała, wskazując na drzwi.
– O czym ty mówisz? – spytała, marszcząc lekko nieswoje brwi. Buzia Millie przybrała teraz zapewne nieco nietypowy wyraz, gdy mina typowa dla Brenny zagościła nie na jej twarzy. – Bogowie, Millie, nie mam zamiaru cię udawać. Idziemy do niego, bo jest klątwołamaczem i uzdrowicielem i może sprawdzić, co się stało. Co jeżeli czas jest tutaj kluczowy? Jeżeli przez to pół godziny potem będzie za późno? Wiem, że jesteś ładniejsza ode mnie, ale ja całkiem lubię być sobą, poza tym to może mieć jakieś paskudne efekty uboczne jak… jak… na przykład że nagle zacznie nam się mieszać w głowach, bo oszaleją wspomnienia, albo zaczniemy się rozpadać, czy coś takiego.
Żadna z nich nie była klątwołamaczką, żadna z nich nie była dość dobra w rozproszeniu, aby się domyśleć, co się stało. I przez to Brenna była zaniepokojona. Denerwowała się nawet bardziej niż powinna, może dlatego, że jednak ciało Millie działało trochę inaczej: ta zamiana nie wystarczyła, żeby Longbottom przestała myśleć tak, jak robiła to zwykle, ale już sprawiła, że emocje były jakby… trochę trudniejsze do opanowania.
– Mils, gwiazdko, pośród naszych kolegów są aurowidzowie, jasnowidzowie i śledczy, a trwa wojna. Jak myślisz, jak szybko wrąbią cię do celi uznając, że jesteś śmierciożercą – metamorfomagiem albo zażyłaś wielosokowy? – westchnęła Brenna, ani na moment nie puszczając dłoni Millie. Może przeceniała tychże kolegów, ale sama od początku wojny z Voldemortem zwracała uwagę na różne drobiazgi niemalże obsesyjnie. – W wilka, znaczy się? – zdziwiła się, a potem zastanawiała przez moment. – Nie sądzę. To nie jest coś… coś jest sprawą samego ciała. W ciele jest niejako wypisane zaklęcie, po tym jak trzymałam ten cholerny liść madragory pod językiem, ale do tego potrzeba wprawy, zajęło mi prawie dwa lata, zanim udało mi się zmienić po raz pierwszy i jak nie wiesz, jak to robić, to w najlepszym razie się nie uda, w najgorszym utkniesz tak w połowie przemiany, a ja jednak nie chciałabym potem skończyć z wilczą głową czy coś… i nie jesteś paskudna – powiedziała. – Wchodzimy? – spytała, wskazując na drzwi.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.