05.01.2023, 22:33 ✶
- Żartujesz sobie? Wasz obrońca b o i się kafla - prychnęła Mackenzie. No dobrze, może wyolbrzymiała. Troszeczkę. Ale jakoś dziś trzy razy przerzuciła ten kafel tuż koło niego bez żadnych problemów, prawda? Poza tym, o ile w sytuacjach towarzyskich jej pewność siebie oscylowała w okolicach zera, a na historii magii czy OPCM była czasem jak zagubione dziecko we mgle, tak w przypadku quidditcha jej przekonanie o własnych umiejętnościach było tak solidne, że jeszcze trochę i można by je wykorzystywać w roli tarana. Czemu zresztą zaraz dała wyraz, kontynuując. - A drugi ścigający zdaje się tego kafla wypuszczać, kiedy tylko widzi, że lecę w jego stronę... Może mu powiem, że zwaliłam cię z miotły celowo, bo nie oddałeś kafla, to w następnym meczu sam mi go rzuci…
Posłusznie znosiła to całe świecenie w oczy i poruszanie palcami, chociaż od tego jeszcze bardziej kręciło się jej w głowie. Z trudem powstrzymała prychnięcie, gdy Lovegood został zapytany, ile to jest trzy plus trzy i padła taka odpowiedź. Co poradzić, dziewczyna nigdy nie należała do tych najbardziej sympatycznych, a teraz dodatkowo niepokoiła się o wynik meczu.
- Ale... niech pani da mi eliksir, a to złamanie po prostu zaleczy! Nie potrzebuję środków przeciwbólowych! - zawołała Mackenzie za kobietą, gdy ta ruszyła do drzwi, po drodze machnięciem różdżki zamykając okno. Pielęgniarka albo nie usłyszała, albo udała, że nie słyszy. Zrezygnowana Greengrass opadła na łóżko.
Nie oberwała w głowę tak mocno jak Theodore. Była pewna, że parę łyków eliksiru wystarczy, aby znowu mogła wsiąść na miotłę. Złamanie przecież dało się wyleczyć w parę minut! Skoro wytrzymała ból łamanej kości, na pewno wytrzyma też ból zrastanych, prawda? Po co to przedłużać jakimś znieczulaniem...
Wszelkie nadzieje o powrocie na boisko umarły jednak brutalnie zmiażdżone, kiedy pielęgniarka zamknęła za sobą drzwi.
- Na pewno mogłaby to zaleczyć w pięć minut. Chce nas tu przetrzymać, żebyśmy nie wrócili na boisko - powiedziała ponurym tonem. Po czym, wbrew wszelkim zaleceniom, znów usiadła. Porzuciła już myśl o przyłączeniu się do gry, bo nawet ona wiedziała, kiedy sytuacja była przegrana, ale skoro już musiała tutaj zostać, mogła przynajmniej pozbyć się tych zabłoconych butów. Zaczęła walczyć z nimi prawą ręką, co jakiś czas przeklinając pod nosem. Nie tylko z powodu tego, że tak podstawowa czynność była ciężka, kiedy do dyspozycji miałeś jedną dłoń, a w twojej głowie coś boleśnie się obijało od środka. Bardziej ze względu na ogólne zdenerwowanie: obrażeniami i tym, że ostatecznie nie miała wpływu na wynik meczu. Ze złością cisnęła butem o podłogę, już trochę ubrudzoną jej wcześniejszymi wycieczkami w tę i z powrotem.
@Theodore Lovegood
Posłusznie znosiła to całe świecenie w oczy i poruszanie palcami, chociaż od tego jeszcze bardziej kręciło się jej w głowie. Z trudem powstrzymała prychnięcie, gdy Lovegood został zapytany, ile to jest trzy plus trzy i padła taka odpowiedź. Co poradzić, dziewczyna nigdy nie należała do tych najbardziej sympatycznych, a teraz dodatkowo niepokoiła się o wynik meczu.
- Ale... niech pani da mi eliksir, a to złamanie po prostu zaleczy! Nie potrzebuję środków przeciwbólowych! - zawołała Mackenzie za kobietą, gdy ta ruszyła do drzwi, po drodze machnięciem różdżki zamykając okno. Pielęgniarka albo nie usłyszała, albo udała, że nie słyszy. Zrezygnowana Greengrass opadła na łóżko.
Nie oberwała w głowę tak mocno jak Theodore. Była pewna, że parę łyków eliksiru wystarczy, aby znowu mogła wsiąść na miotłę. Złamanie przecież dało się wyleczyć w parę minut! Skoro wytrzymała ból łamanej kości, na pewno wytrzyma też ból zrastanych, prawda? Po co to przedłużać jakimś znieczulaniem...
Wszelkie nadzieje o powrocie na boisko umarły jednak brutalnie zmiażdżone, kiedy pielęgniarka zamknęła za sobą drzwi.
- Na pewno mogłaby to zaleczyć w pięć minut. Chce nas tu przetrzymać, żebyśmy nie wrócili na boisko - powiedziała ponurym tonem. Po czym, wbrew wszelkim zaleceniom, znów usiadła. Porzuciła już myśl o przyłączeniu się do gry, bo nawet ona wiedziała, kiedy sytuacja była przegrana, ale skoro już musiała tutaj zostać, mogła przynajmniej pozbyć się tych zabłoconych butów. Zaczęła walczyć z nimi prawą ręką, co jakiś czas przeklinając pod nosem. Nie tylko z powodu tego, że tak podstawowa czynność była ciężka, kiedy do dyspozycji miałeś jedną dłoń, a w twojej głowie coś boleśnie się obijało od środka. Bardziej ze względu na ogólne zdenerwowanie: obrażeniami i tym, że ostatecznie nie miała wpływu na wynik meczu. Ze złością cisnęła butem o podłogę, już trochę ubrudzoną jej wcześniejszymi wycieczkami w tę i z powrotem.
@Theodore Lovegood