20.06.2024, 17:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.06.2024, 17:34 przez Brenna Longbottom.)
Rzuty na losowe wydarzenia (i raz nic nie wybucha)
Jej aura malowała się jasną czerwienią, tą która świadczyła nie tyle o agresywności, ile energiczności i sile życiowej. Brenna nigdy nie umiała usiedzieć na miejscu, wszystko chciała robić od razu i chociaż świat – bardzo powoli, ale systematycznie – wbijał jej do głowy odrobinę rozsądku, głównie przez wzgląd na to, że martwiła się o innych, i musiała nauczyć się planowania, to w wielu sytuacjach reagowała raczej instynktownie niż z należytym namysłem.
– Wyjął pudełko, w pudełku było… coś i go zabiło? Albo uruchomiły się zaklęcia ochronne i one go wykończyły. Pojawić się tutaj mógł właściciel albo przypadkowa osoba, która spanikowała, jak zobaczyła trupa – dokończyła, próbując otrząsnąć się z zagubienia i emocji, której pochodzenia nie umiała teraz nawet zidentyfikować. Być może zdołałaby pochwycić trop jako wilk stąd albo przynajmniej zapamiętać zapach: gdy sprawdzała bliżej ciała, wszystkie wonie tonęły w smrodzie siarki i popiołu, składającego się na charakterystyczny zapach czarnej magii. – Może obejdzie się bez pamiętnika, jeśli znajdziemy coś tutaj albo tam, czego mogłabym dotknąć tak bez obawy, że od razu wyeksmituje mnie to na tamten świat – dodała, wskazując kciukiem na ciało. Czarnomagiczne pudełeczko albo nawet ubrania denata mogły dać trochę wskazówek w kręgu widmowidza, ale ta czerniejąca się na wodzie i cuchnąca dymem plama trochę zniechęcały ją do próbowania. Gdyby dała się tutaj zabić jakiejś smolistej mieszance, popsułaby urodziny Millie świeżo po tym, jak ta wyszła z Lecznicy Dusz i Alastor nigdy by jej tego nie wybaczył. To znaczy, byłaby martwa, więc niby wszystko jedno, ale pewnie wyrzucałby jej to nawet później w Limbo.
Na brzegu leżała paczka papierosów, może należąca do Teda, może do tej drugiej osoby, która musiała jednemu z nich wypaść z kieszeni. A kiedy Atreus zaczął czarować, Brenna odruchowo sięgnęła po różdżkę, spodziewając się, że jak nic coś zaraz walnie. Czy to jednak wszelkie zaklęcia i pułapki przestały działać, czy zaklęcie Bulstrode’a je usunęło – nie stało się zupełnie nic. Może poza tym, że bliżej skałek woń czarnej magii znów stawała się intensywna, tylko trochę mniej drażniąca niż w miejscu, w którym w plamie czerni leżał trup. Faktycznie znajdowała się tam skrytka, i mogło w niej wcześniej spoczywać pudełko. Wyglądało też na to, że zostało tam jakieś… pióro? Chyba trochę uszkodzone.
Jej aura malowała się jasną czerwienią, tą która świadczyła nie tyle o agresywności, ile energiczności i sile życiowej. Brenna nigdy nie umiała usiedzieć na miejscu, wszystko chciała robić od razu i chociaż świat – bardzo powoli, ale systematycznie – wbijał jej do głowy odrobinę rozsądku, głównie przez wzgląd na to, że martwiła się o innych, i musiała nauczyć się planowania, to w wielu sytuacjach reagowała raczej instynktownie niż z należytym namysłem.
– Wyjął pudełko, w pudełku było… coś i go zabiło? Albo uruchomiły się zaklęcia ochronne i one go wykończyły. Pojawić się tutaj mógł właściciel albo przypadkowa osoba, która spanikowała, jak zobaczyła trupa – dokończyła, próbując otrząsnąć się z zagubienia i emocji, której pochodzenia nie umiała teraz nawet zidentyfikować. Być może zdołałaby pochwycić trop jako wilk stąd albo przynajmniej zapamiętać zapach: gdy sprawdzała bliżej ciała, wszystkie wonie tonęły w smrodzie siarki i popiołu, składającego się na charakterystyczny zapach czarnej magii. – Może obejdzie się bez pamiętnika, jeśli znajdziemy coś tutaj albo tam, czego mogłabym dotknąć tak bez obawy, że od razu wyeksmituje mnie to na tamten świat – dodała, wskazując kciukiem na ciało. Czarnomagiczne pudełeczko albo nawet ubrania denata mogły dać trochę wskazówek w kręgu widmowidza, ale ta czerniejąca się na wodzie i cuchnąca dymem plama trochę zniechęcały ją do próbowania. Gdyby dała się tutaj zabić jakiejś smolistej mieszance, popsułaby urodziny Millie świeżo po tym, jak ta wyszła z Lecznicy Dusz i Alastor nigdy by jej tego nie wybaczył. To znaczy, byłaby martwa, więc niby wszystko jedno, ale pewnie wyrzucałby jej to nawet później w Limbo.
Na brzegu leżała paczka papierosów, może należąca do Teda, może do tej drugiej osoby, która musiała jednemu z nich wypaść z kieszeni. A kiedy Atreus zaczął czarować, Brenna odruchowo sięgnęła po różdżkę, spodziewając się, że jak nic coś zaraz walnie. Czy to jednak wszelkie zaklęcia i pułapki przestały działać, czy zaklęcie Bulstrode’a je usunęło – nie stało się zupełnie nic. Może poza tym, że bliżej skałek woń czarnej magii znów stawała się intensywna, tylko trochę mniej drażniąca niż w miejscu, w którym w plamie czerni leżał trup. Faktycznie znajdowała się tam skrytka, i mogło w niej wcześniej spoczywać pudełko. Wyglądało też na to, że zostało tam jakieś… pióro? Chyba trochę uszkodzone.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.