20.06.2024, 18:05 ✶
Florence jak to Florence – nie oburzyła się przed laty o pomyłkę ani trochę, uznała raczej wtedy, że Perseus Black ma dziwaczne poczucie humoru (uznałaby, że ma pamięć jętki, ale wtedy chyba nie dostałby się na wymagające jednak zdolności przyswajania dużej ilości informacji studia uzdrowicielskie, założyła więc próbę żartu) i już godzinę później nie poświęcała sytuacji ani jednej myśli, zbyt skupiona na księgach o klątwołamaniu. Nie miała pojęcia, że młodemu Blackowi tak wstyd było za tę pomyłkę.
Cokolwiek zaś myślała w tej chwili o Perseusie Blacku, na pewno nie wpływał na to tamten incydent i zachowywała to dla siebie. Nie mieli w końcu ze sobą bardzo wiele do czynienia, by wyrobić sobie opinię, Bulstrode plotkowała bardzo rzadko, głównie skłoniona do tego przez okoliczności (albo wiedziona złością za skrzywdzenie najbliższych, jak to się stało w przypadku niejakiego Notta), a wobec większości ludzi, jak długo nie zaleźli jej mocno za skórę miała albo uprzejmość podszytą pewnym zdystansowaniem, albo odrobinę ironiczne podejście (za co zresztą czasem nazywano ją jędzą, a ona nie obrażała się o to ani trochę, a może nawet była do pewnego stopnia z tej opinii zadowolona).
– Witaj, Perseusie – przywitała więc go dokładnie tak, jak przywitałaby każdego innego, gdy drzwi sklepu na Pokątnej zamknęły się za nią i stanęła przed Blackiem. Poprawiła na ramieniu torebkę, do której ledwo chwilę wcześniej wsunęła kilka pudełeczek z herbatami i kawami, kupionymi, by uzupełnić zapasy w kuchennej szafce Bulstrodów. Torebka rzecz jasna dobrze pasowała do butów, a cały strój jak zwykle u Florence był bardzo schludny, dobrej jakości, bez zbędnych ozdób i utrzymany w neutralnej tonacji. – Skończyłam niedawno dyżur, a w domu wczoraj skończyła się kawa.
Mimo to nie było po niej znać zmęczenia: trochę już przywykła do takiego trybu życiu i spała zanim poszła do szpitala, a trochę mogło wynikać to z tego, że blada była z natury.
– Prywatna wizyta czy również zakupy? – zapytała, w ramach klasycznej, brytyjskiej wymiany uprzejmości dwójki przedstawicieli tych nieco wyższych sfer.
Cokolwiek zaś myślała w tej chwili o Perseusie Blacku, na pewno nie wpływał na to tamten incydent i zachowywała to dla siebie. Nie mieli w końcu ze sobą bardzo wiele do czynienia, by wyrobić sobie opinię, Bulstrode plotkowała bardzo rzadko, głównie skłoniona do tego przez okoliczności (albo wiedziona złością za skrzywdzenie najbliższych, jak to się stało w przypadku niejakiego Notta), a wobec większości ludzi, jak długo nie zaleźli jej mocno za skórę miała albo uprzejmość podszytą pewnym zdystansowaniem, albo odrobinę ironiczne podejście (za co zresztą czasem nazywano ją jędzą, a ona nie obrażała się o to ani trochę, a może nawet była do pewnego stopnia z tej opinii zadowolona).
– Witaj, Perseusie – przywitała więc go dokładnie tak, jak przywitałaby każdego innego, gdy drzwi sklepu na Pokątnej zamknęły się za nią i stanęła przed Blackiem. Poprawiła na ramieniu torebkę, do której ledwo chwilę wcześniej wsunęła kilka pudełeczek z herbatami i kawami, kupionymi, by uzupełnić zapasy w kuchennej szafce Bulstrodów. Torebka rzecz jasna dobrze pasowała do butów, a cały strój jak zwykle u Florence był bardzo schludny, dobrej jakości, bez zbędnych ozdób i utrzymany w neutralnej tonacji. – Skończyłam niedawno dyżur, a w domu wczoraj skończyła się kawa.
Mimo to nie było po niej znać zmęczenia: trochę już przywykła do takiego trybu życiu i spała zanim poszła do szpitala, a trochę mogło wynikać to z tego, że blada była z natury.
– Prywatna wizyta czy również zakupy? – zapytała, w ramach klasycznej, brytyjskiej wymiany uprzejmości dwójki przedstawicieli tych nieco wyższych sfer.