Czas płynął zdecydowanie zbyt szybko. Dnie stawały się coraz krótsze, poranki zimniejsze, często spowite mgłą. Już niedługo pożegnają się z latem, które okazało się być w tym roku dla panny Figg naprawdę wyjątkowe. Nie spodziewała się, że przyniesie tyle zmian w jej życiu, że odwróci je do góry nogami, ale czasem tak bywa, że los szykuje coś takiego, czego nikt się nie spodziewa.
Była szczęśliwa. Tak po ludzku szczęśliwa, może nie był to odpowiedni moment, w końcu konflikt czarodziejów coraz bardziej mieszał im w życiach, jednak jej jakimś cudem udało się znaleźć szczęście podczas tego trudnego czasu. Miała wszystko, dosłownie wszystko, niczego jej w życiu nie brakowało. Nie spodziewała się, że kiedykolwiek ją to spotka. Dawno, naprawdę dawno nie czuła takiego spokoju.
Czy to w ogóle możliwe, żeby wszystko układało jej się w każdej dziedzinie życia? Czasem zastanawiała się, czym sobie zasłużyła na to, żeby fortuna jej tak służyła. Może to przez to, że wszystko było wyczekane, dostała to dzięki swojej cierpliwości, najbliżsi powtarzali jej w końcu, że kiedyś wszystko się ułoży i chyba właśnie nastało to przez wiele lat oczekiwane kiedyś.
Końcówka lata przyniosła jej wiele zmian. W końcu Sam znowu pojawił się w jej życiu i tym razem został w nim na dobre, a przynajmniej zakładała, że tak będzie. Oświadczył się jej. Najwyraźniej nie tylko ona czuła, że był jej przeznaczony, mimo tego, że nie gościli w swoich życiach przez wiele lat. Los skrzyżował ich drogi ponownie i tym razem postanowili zawalczyć o to, co ich do siebie przyciągało, może stracili sporo czasu, jednak każdy popełnia błędy, grunt, aby ich nie powtarzać.
Z Erikiem nie widziała się od kilku dni, nie mieli czasu, aby porozmawiać. Udało im się zerwać rytuał, a przynajmniej tak się jej wydawało, bo nie czuła już niepokoju, co przyniosło jej spokój, chociaż może też trochę lęk, bo przywykła do tego, że wie, kiedy jej przyjaciel jest w niebezpieczeństwie. Mimo wszystko tak chyba było zdrowiej, to co połączyło ich w Beltane przynosiło im niepotrzebne kłótnie, teraz nie musieli sobie wyrzygiwać najdrobniejszych potknięć.
Miała sporo pracy, bo był to moment, w którym zaczynała przygotować się do tych mniej łaskawych dla osób jak ona pór roku. Zajmowała się tworzeniem przetworów, które miały pomóc cukierni jakoś przetrwać zimę. Oczywiście, że w tym całym zamieszaniu znalazła czas na to, aby spotkać się z Erikiem.
Męczyło ją w tym wszystkim jednak sumienie, bo panna Figg miała pewne tajemnice, którymi nigdy się z nikim nie podzieliła, trochę martwiła się, co będzie, jak ujrzą światło dzienne. Wiedziała, że jest na tym świecie jedna osoba, która na pewno nie będzie jej oceniać, a wysłucha i doradzi, postawi się w jej sytuacji. Zastanawiała się, czy to nie jest odpowiedni moment, aby opowiedzieć Erikowi o tym, co mogło zabrać jej to szczęście, w którym teraz tonęła.
Pojawiła się w miejscu spotkania punktualnie. Ceniła sobie tę cechę. Ubrana w krótką sukienkę, w pomarańczowo - żółte kwiaty, sięgającą jej jakoś do ud, jej zwyczajny wybór. Do tego oczywiście buty na bardzo wysokich obcasach, też standardowy dla niej element garderoby. Weszła do baru i od razu wypatrzyła go przy stoliku. Z uśmiechem na ustach ruszyła więc, aby się przywitać. Przystanęła tuż przed mężczyzną i czekała, aż wstanie, aby przytulić się do niego, by odpowiednio celebrować moment spotkania. Stęskniła się za Erikiem, bo ostatnio nie mieli dla siebie zbyt wiele czasu. - Dobrze cię widzieć. - Powiedziała jeszcze cicho.