Zapewne idiotą Ger by go nie nazwała, takie przyjemne epitety zostawiała dla swojego brata bliźniaka. W Hogwarcie jednak brakowało jej nieco pewności siebie. Z czasem się to zmieniło, przestało jej przeszkadzać. Ten cholerny wzrost, który był jej znakiem charakterystycznym, aczkolwiek pamiętała jak się wtedy czuła. Przybierała obronną pozę, bo nie zamierzała nikomu pozwalać się nad sobą znęcać, niektóre słowa, które były kierowane w jej stronę traktowała jako atak, choć wcale nie powinna. Była przewrażliwiona, bo nie zamierzała pozwolić nikomu się nad sobą znęcać. Zapewne przez myśl by jej nie przeszło, że ktoś taki jak Thomas mógłby się nią zainteresować na poważnie. Nie zauważyłaby pewnie tych zalotów. Zresztą w szkolnych czasach raczej średnio interesowała się relacjami damsko - męskimi. Dużo bardziej ciekawiło ją to, czy uda im się dojechać Ślizgonów w kolejnym meczu.
- Czasem trzeba gonić zwierzynę, jednak obserwacja jest zdecydowanie dużo bardziej czasochłonna. Najczęściej biorę miotłę, bo jakbym tak miała siedzieć w krzakach, to pewnie bym zasnęła. Zdarzają się szybkie zwierzęta, wiesz jeden ruch i po Tobie, myślę jednak, że masz to samo. Czy nie jest tak, że w pewien sposób też polujesz, tyle że na ludzi? No, może ich nie zabijasz, ale łapiesz, ja mam podobnie, też niektóre łapię, no nie wszystkie, zdarza mi się też zabijać… - Może nie powinna aż tak wylewnie dzielić się z nim tym wszystkim? Wiedziała, że nie wszyscy lubią słuchać o mordowaniu magicznych stworzeń, jednak jakoś tak wyszło, że dostała przy nim słowotoku, nie panowała nad tym, co mówiła. Zapominała się. Uśmiech jednak nie schodził jej z twarzy, widać było, że to spotkanie naprawdę sprawiło jej radość. W końcu naprawdę miło jest powspominać, szczególnie o czasach, kiedy nie musieli się niczym martwić.
- Mam nadzieję, że o tym nie zapomnisz. Chętnie sprawdzę czy nadal jestem w stanie Was dogonić. Brakuje mi tej rywalizacji. Na samą myśl o treningach wracają przyjemne wspomnienia, tak właściwie, to większość czasu spędzaliśmy na boisku.- W końcu to drużyna była najważniejsza, musieli dokopać wszystkim innym pokazać, że Gryfoni rządzą, nie spodziewała się nawet, że tak wyśmienicie odnajdzie się w tym domu, w końcu cała jej rodzina należała do Slytherinu. - On wyzywał wszystkich jak leci, po kolei, bardzo był przejęty tą swoją rolą.- Trochę mu nawet współczuła, bo mało kto byłby w stanie zapanować nad taką bandą nastolatków, jakimi byli. Wcale nie tak łatwo było ich ułożyć, a niektórzy, jak Ger nadal miewali problem z okrzesaniem gorącego temperamentu.
Może i Thomas był speszony, jednak na policzkach Gerry pojawiły się rumieńce, coraz bardziej intensywne. Raczej rzadko kiedy zdarzało jej się prawić jakieś mężczyznom, a ten tutaj przed nią do tego wszystkiego to był Thomas, jej pałkarz. Co też w nią wstąpiło? Dlaczego w ogóle dopiero teraz zobaczyła, jaki jest uroczy, to było chyba odpowiednie słowo. Nie miała pojęcia. - Staruszka miała rację. Po co właściwie brnęła w to dalej? - Zresztą jeszcze trochę i ja już niedługo będę staruszką, jak widać mamy podobny gust, może już niedługo rzeczywiście dosięgnie mnie starość. - Piotra głupoty, nieco zagubiona w tej całej rozmowie. Czuła jednak dziwną radość, która rozchodziła się po jej całym ciele, ta rozmowa naprawdę sprawiała jej ogromną przyjemność.
Na chwilową ciszę, może nieco niezręczną zareagowała uśmiechem. - Wiesz jak jest, zawsze lubiłam za kimś gonić, zanudziłabym się wykonując jakąś papierkową robotę. Zresztą, Ciebie też nie potrafię sobie wyobrazić w jakiejś nudnej pracy. Za dużo energii w nas siedziało od zawsze. Dobrze widzieć, że jesteś zadowolony z tego, jak wybrałeś. Nie wszyscy mają tyle szczęścia.- Najwyraźniej każde z nich wylądowało w odpowiednim dla siebie miejscu, dobrze było wiedzieć, że Thomas był zadowolony z tego, czym się zajmował. Zawsze dobrze mu życzyła, pomimo tego, że nie do końca wpasowywał się w wizję przyjaciół, którymi powinna otaczać się Geraldine zdaniem jej rodziny. Nie przejmowała się tym jednak praktycznie wcale.
Sama była dość zaskoczona, że postanowiła go zapytać o to, kiedy kończy pracę. Nie było to dla niej normalnością, jednak w sumie, to przecież nie miała nic do stracenia. - Pasuje mi że jesteś wolny.- Powtórzyła za nim, może nieco zbyt szybko. - W sensie pasuje mi, że jesteś po pracy. Gdzie mam na Ciebie czekać? - Właściwie to już przyjęła do wiadomości, że się spotkają, także nie miał możliwości jej odmówić, no chyba, że ją wystawi, ale wtedy mogłaby się zdenerwować, a tego nikt by nie chciał.