20.06.2024, 22:56 ✶
Cóż, w zasadzie to Patrick pytał Peregrinusa jak się czuje a nie o to czy często wybiera się na poszukiwania czarnomagicznych artefaktów ze zgrają mało znanych sobie ludzi. Choć odpowiedź „nie” dużo mu podpowiedziała na temat jego prawdopodobnego samopoczucia.
Posłał Sebastianowi rozbawione, choć bardzo zmęczone spojrzenie.
- Naprawdę sądzisz, że którekolwiek z nas robi to celowo? – zapytał tylko. To pewnie przez ogarniające go zmęczenie, ale nawet nie poczuł się tak zirytowany, jak właściwie powinien. Było mu raczej przykro. Ostatnie kilka godzin było na tyle okropnych, że najchętniej wróciłby do ośrodka, zamknął się w jednym z domków letniskowych, wziął szybki prysznic a potem runął na łóżko i przespał kilka godzin. Jeśli Sebastian naprawdę sądził, że wlazł do ogarniętych czernią ruin kościoła, bo lubił adrenalinę, to chyba ich znajomość była jednak dużo bardziej pobieżna, niż się Patrickowi wydawało. – Miałem fatalne ostatnie pół doby. Najpierw wpływała na mnie czerń wydobywająca się z tej przeklętej czaszki. Byłem przekonany, że ktoś kogo bardzo cenię i szanuję, chce mi wbić nóż w plecy. Potem razem z Atreusem przedzierałem się przez las, kopałem w ziemi, wysłuchiwałem szeptów o tym jaki jestem beznadziejny i jak bardzo wszystkim by ulżyło, gdybym nie wyszedł z Limbo. A teraz, kiedy szepty ucichły i udało nam się wyciągnąć tę przeklętą czaszkę z ziemi i być może przerwać to szaleństwo, zjawiasz się ty i najpierw każesz mi się umyć a teraz sugerujesz, że zrobiłem to wszystko dla zabawy? – Im dalej mówił, tym mówił ciszej, bardziej do Sebastiana niż do kogokolwiek innego.
Pokręcił głową. Naprawdę był tym wszystkim straszliwie zmęczony. Może to miejsce nadal na nich wpływało? Odwrócił się do Atreusa. Nie dziwił go jego pomysł. Gdyby nie to, że Patrick wiedział, co znajduje się w kryształowej czaszce, sam optowałby za tym, żeby ją zniszczyć. Zmrużył oczy, zastanawiając się nad tym, co właściwie powinni teraz zrobić. Bulstrode miał rację. Nie mieli żadnej pewności jak zareaguje magia ochronna, gdy wniosą na teren ośrodka czaszkę.
- Zajmowałem się tą sprawą z Brenną. Wydawało mi się, że to koniec sprawy, bo właściciel artefaktu nie żyje, ale… - wzruszył ramionami. Ale prawda wyglądała tak, że właściwie to nie wiedzieli ile takich czaszek rzeczywiście mogło być rozsianych i ukrytych po całej Wielkiej Brytanii. Może było tylko dwie? Albo gdzieś jeszcze skrywała się trzecia? Nie mieli szans na to, by go przesłuchać. – Po prostu szliśmy za aurami – powtórzył za Atreusem. – Nie miałem pojęcia czego szukamy. Nie w sensie fizycznym. Szukaliśmy źródła czerni. – Steward był więcej niż pewien, że znajdą żywego czarnoksiężnika. Nie spodziewał się kolejnej czaszki. Tamta sprawa była już przecież zamknięta i rozwiązana.
Zresztą, jakie to właściwie miało teraz znaczenie? Popatrzył po wszystkich, czekając do jakich konkluzji właściwie dojdą. W zasadzie, mogli się nawet rozdzielić. Brenna poleci na teren ośrodka windermere, on z Atreusem poszukają punktu aportacyjnego by przenieść artefakt do Ministerstwa Magii. Albo w jakieś inne miejsce, gdzie byłby bezpieczny do czasu, aż będzie można go wyegzorcyzmować.
- Brenno, możesz wrócić do ośrodka. Każdy z was kto chce tam wrócić, może to zrobić. Ja – popatrzył na Atreusa pytająco – My? Odstawimy czaszkę do Ministerstwa. Zabezpieczymy. Potem wrócę do ośrodka – opisał co zamierzał zrobić. – Wy – popatrzył na Sebastiana i Peregrinusa. – Dziękuję wam za pomoc. Mogę poprosić byście zachowali informacje o znalezisku w tajemnicy?
Co do sprawy zabezpieczania czaszki i tak dalej, nie zamierzał się wtrącać. Sebastian był tutaj specjalistą.
Znajdując się w pobliżu czaszki Sebastian czuł właściwie to samo, co w przypadku tej pierwszej, którą zajmował się w piwnicach Ministerstwa Magii. Była rodzajem naczynia, w którym czarnoksiężnik umieścił dusze, by w chwili potrzeby wzmacniać się nią. Sama w sobie nie wydawała się groźna, choć uwięzione w niej dusze, widoczne w formie mętnych obłoczków, poruszały się niespokojnie.
Posłał Sebastianowi rozbawione, choć bardzo zmęczone spojrzenie.
- Naprawdę sądzisz, że którekolwiek z nas robi to celowo? – zapytał tylko. To pewnie przez ogarniające go zmęczenie, ale nawet nie poczuł się tak zirytowany, jak właściwie powinien. Było mu raczej przykro. Ostatnie kilka godzin było na tyle okropnych, że najchętniej wróciłby do ośrodka, zamknął się w jednym z domków letniskowych, wziął szybki prysznic a potem runął na łóżko i przespał kilka godzin. Jeśli Sebastian naprawdę sądził, że wlazł do ogarniętych czernią ruin kościoła, bo lubił adrenalinę, to chyba ich znajomość była jednak dużo bardziej pobieżna, niż się Patrickowi wydawało. – Miałem fatalne ostatnie pół doby. Najpierw wpływała na mnie czerń wydobywająca się z tej przeklętej czaszki. Byłem przekonany, że ktoś kogo bardzo cenię i szanuję, chce mi wbić nóż w plecy. Potem razem z Atreusem przedzierałem się przez las, kopałem w ziemi, wysłuchiwałem szeptów o tym jaki jestem beznadziejny i jak bardzo wszystkim by ulżyło, gdybym nie wyszedł z Limbo. A teraz, kiedy szepty ucichły i udało nam się wyciągnąć tę przeklętą czaszkę z ziemi i być może przerwać to szaleństwo, zjawiasz się ty i najpierw każesz mi się umyć a teraz sugerujesz, że zrobiłem to wszystko dla zabawy? – Im dalej mówił, tym mówił ciszej, bardziej do Sebastiana niż do kogokolwiek innego.
Pokręcił głową. Naprawdę był tym wszystkim straszliwie zmęczony. Może to miejsce nadal na nich wpływało? Odwrócił się do Atreusa. Nie dziwił go jego pomysł. Gdyby nie to, że Patrick wiedział, co znajduje się w kryształowej czaszce, sam optowałby za tym, żeby ją zniszczyć. Zmrużył oczy, zastanawiając się nad tym, co właściwie powinni teraz zrobić. Bulstrode miał rację. Nie mieli żadnej pewności jak zareaguje magia ochronna, gdy wniosą na teren ośrodka czaszkę.
- Zajmowałem się tą sprawą z Brenną. Wydawało mi się, że to koniec sprawy, bo właściciel artefaktu nie żyje, ale… - wzruszył ramionami. Ale prawda wyglądała tak, że właściwie to nie wiedzieli ile takich czaszek rzeczywiście mogło być rozsianych i ukrytych po całej Wielkiej Brytanii. Może było tylko dwie? Albo gdzieś jeszcze skrywała się trzecia? Nie mieli szans na to, by go przesłuchać. – Po prostu szliśmy za aurami – powtórzył za Atreusem. – Nie miałem pojęcia czego szukamy. Nie w sensie fizycznym. Szukaliśmy źródła czerni. – Steward był więcej niż pewien, że znajdą żywego czarnoksiężnika. Nie spodziewał się kolejnej czaszki. Tamta sprawa była już przecież zamknięta i rozwiązana.
Zresztą, jakie to właściwie miało teraz znaczenie? Popatrzył po wszystkich, czekając do jakich konkluzji właściwie dojdą. W zasadzie, mogli się nawet rozdzielić. Brenna poleci na teren ośrodka windermere, on z Atreusem poszukają punktu aportacyjnego by przenieść artefakt do Ministerstwa Magii. Albo w jakieś inne miejsce, gdzie byłby bezpieczny do czasu, aż będzie można go wyegzorcyzmować.
- Brenno, możesz wrócić do ośrodka. Każdy z was kto chce tam wrócić, może to zrobić. Ja – popatrzył na Atreusa pytająco – My? Odstawimy czaszkę do Ministerstwa. Zabezpieczymy. Potem wrócę do ośrodka – opisał co zamierzał zrobić. – Wy – popatrzył na Sebastiana i Peregrinusa. – Dziękuję wam za pomoc. Mogę poprosić byście zachowali informacje o znalezisku w tajemnicy?
Co do sprawy zabezpieczania czaszki i tak dalej, nie zamierzał się wtrącać. Sebastian był tutaj specjalistą.
Sebastian
Znajdując się w pobliżu czaszki Sebastian czuł właściwie to samo, co w przypadku tej pierwszej, którą zajmował się w piwnicach Ministerstwa Magii. Była rodzajem naczynia, w którym czarnoksiężnik umieścił dusze, by w chwili potrzeby wzmacniać się nią. Sama w sobie nie wydawała się groźna, choć uwięzione w niej dusze, widoczne w formie mętnych obłoczków, poruszały się niespokojnie.