21.06.2024, 00:54 ✶
Owen przytaknął odruchowo.
- To na pewno – zgodził się z Penny. Teraz nie pamiętał wszystkich informacji, które naniósł na mapę, ale był więcej niż pewien, że istniał, mniej więcej, stały teren, który był całkowicie omijany przez różnego rodzaju nieszczęścia. I na pewno był on ściśle powiązany ze wskazanymi przez niego punktami. – Widziałem selkie parę razy, kiedy przychodziłem wieczorem na molo. To jeden z niewielu momentów w nocy, kiedy można tam w ciszy posiedzieć i popatrzeć na wodę.
Ilekroć stał tam z papierosem w ręku, tylekroć właściwie go spotkał. Czasem tylko w formie pluskającej w pobliżu wody, czasem znajdując utkwione w sobie focze oczy a czasem dostrzegając wyłaniającą się na brzeg całą fokę.
Później, kiedy Penny, Millie, Isaac i Basilius naradzali się i ugadywali nad tym, jak sforsować ścianę, po prostu słuchał, spoglądając na zieleniejącą w ciemnościach ścianę z pewnym niedowierzaniem. W jego oczach wyglądała jak wzorcowy przykład anomalii magicznej.
Westchnął, gdy jego kuzyn wyczarował jeszcze większą kulę światła a ta jeszcze lepiej ukazała im miejsce, w którym się znaleźli. Znajdujące się u sklepienia korzenie przypominały wielkie robaki. Wiły się w różne strony, poruszały reagując na magię.
- Pomogę wam – wtrącił, dołączając do Penny i Basiliusa, przy próbie utworzenia za pomocą transmutacji wyłomu w ścianie. Pozostało im mieć tylko nadzieję, że tarcza Millie wystarczy, by powstrzymać potencjalny atak korzeni.
Początkowo nic się nie stało. Ściana zieleni zaczęła się delikatnie wycofywać, formować w wyłom, najpierw malutki, maciupki, potem większy, sporo większy, wreszcie na tyle duży by przeciskając się mogli przedostać się na drugą stronę, znowu w… ścianę zieleni? Ale wystarczyła drobna próba formowania dalej, ledwie prześwietlenie na długość łokcia, by natura przestała być tak spolegliwa.
Znajdujący się najbliżej tworzonego przejścia Penny i Basilius jako pierwsi dostrzegli wpadające do środka światło promieni słonecznych. Dostrzegli komnatę skąpaną w kwiatach z katafalkiem i wreszcie Morpheusa Longbottoma, Ambrosię MacKinnon i Alexandra Mulcibera. Mulciber właśnie splatał jakiś czar. Ambrosia stała. Kilka kroków przed Morpheusem znajdował się żywy trup.
Millie dla odmiany, jako pierwsza pojęła, że natura nie podda się tak łatwo. Z początku transmutacji ściany w przejście, korzenie tylko lizały wyczarowaną przez nią tarczę, badały ją, jakby z zaciekawieniem. Nie wydawały się agresywne i będąc zupełnie szczerym, mogła być z siebie dumna, bo wyczarowała naprawdę solidną ochronę. To poruszenie kolejnej ściany zieleni, krok za daleko, sprawił że postanowiły zaatakować.
I już nie były ciekawe. Nie były badające. Naparły na tarczę z niezrównaną siłą wielu, w pierwszej sekundzie tylko ją naruszając, w kolejnej Millie poczuła jak zasłona drży. Nie mieli czasu, trzeba było jak najszybciej rzucać się do uformowanego przejścia i liczyć na to, że zdąży się przejść zanim pochwycą ich korzenie.
Pierwszym, który miał paść ich łupem okazał się Isaac, wystrzeliły ku niemu, z miejsca oplatając się wokół jego nóg.
- Nie stój tak, szybko! – krzyknął Owen, machnięciem różdżki przecinając je i uwalniając kuzyna. Złapał go też za rękę i pociągnął ku sobie, by za moment popchnąć dalej, ku uformowanemu przejściu.
@Isaac Bagshot @Penny Weasley @Millie Moody @Basilius Prewett
/w tej turze odpisujecie jeszcze tutaj. Jeśli wszystko się powiedzie, w następnej dołączycie do Morpheusa/Alexandra i Ambrosii.
rzuty kośćmi
- To na pewno – zgodził się z Penny. Teraz nie pamiętał wszystkich informacji, które naniósł na mapę, ale był więcej niż pewien, że istniał, mniej więcej, stały teren, który był całkowicie omijany przez różnego rodzaju nieszczęścia. I na pewno był on ściśle powiązany ze wskazanymi przez niego punktami. – Widziałem selkie parę razy, kiedy przychodziłem wieczorem na molo. To jeden z niewielu momentów w nocy, kiedy można tam w ciszy posiedzieć i popatrzeć na wodę.
Ilekroć stał tam z papierosem w ręku, tylekroć właściwie go spotkał. Czasem tylko w formie pluskającej w pobliżu wody, czasem znajdując utkwione w sobie focze oczy a czasem dostrzegając wyłaniającą się na brzeg całą fokę.
Później, kiedy Penny, Millie, Isaac i Basilius naradzali się i ugadywali nad tym, jak sforsować ścianę, po prostu słuchał, spoglądając na zieleniejącą w ciemnościach ścianę z pewnym niedowierzaniem. W jego oczach wyglądała jak wzorcowy przykład anomalii magicznej.
Westchnął, gdy jego kuzyn wyczarował jeszcze większą kulę światła a ta jeszcze lepiej ukazała im miejsce, w którym się znaleźli. Znajdujące się u sklepienia korzenie przypominały wielkie robaki. Wiły się w różne strony, poruszały reagując na magię.
- Pomogę wam – wtrącił, dołączając do Penny i Basiliusa, przy próbie utworzenia za pomocą transmutacji wyłomu w ścianie. Pozostało im mieć tylko nadzieję, że tarcza Millie wystarczy, by powstrzymać potencjalny atak korzeni.
Początkowo nic się nie stało. Ściana zieleni zaczęła się delikatnie wycofywać, formować w wyłom, najpierw malutki, maciupki, potem większy, sporo większy, wreszcie na tyle duży by przeciskając się mogli przedostać się na drugą stronę, znowu w… ścianę zieleni? Ale wystarczyła drobna próba formowania dalej, ledwie prześwietlenie na długość łokcia, by natura przestała być tak spolegliwa.
Znajdujący się najbliżej tworzonego przejścia Penny i Basilius jako pierwsi dostrzegli wpadające do środka światło promieni słonecznych. Dostrzegli komnatę skąpaną w kwiatach z katafalkiem i wreszcie Morpheusa Longbottoma, Ambrosię MacKinnon i Alexandra Mulcibera. Mulciber właśnie splatał jakiś czar. Ambrosia stała. Kilka kroków przed Morpheusem znajdował się żywy trup.
Millie dla odmiany, jako pierwsza pojęła, że natura nie podda się tak łatwo. Z początku transmutacji ściany w przejście, korzenie tylko lizały wyczarowaną przez nią tarczę, badały ją, jakby z zaciekawieniem. Nie wydawały się agresywne i będąc zupełnie szczerym, mogła być z siebie dumna, bo wyczarowała naprawdę solidną ochronę. To poruszenie kolejnej ściany zieleni, krok za daleko, sprawił że postanowiły zaatakować.
I już nie były ciekawe. Nie były badające. Naparły na tarczę z niezrównaną siłą wielu, w pierwszej sekundzie tylko ją naruszając, w kolejnej Millie poczuła jak zasłona drży. Nie mieli czasu, trzeba było jak najszybciej rzucać się do uformowanego przejścia i liczyć na to, że zdąży się przejść zanim pochwycą ich korzenie.
Pierwszym, który miał paść ich łupem okazał się Isaac, wystrzeliły ku niemu, z miejsca oplatając się wokół jego nóg.
- Nie stój tak, szybko! – krzyknął Owen, machnięciem różdżki przecinając je i uwalniając kuzyna. Złapał go też za rękę i pociągnął ku sobie, by za moment popchnąć dalej, ku uformowanemu przejściu.
@Isaac Bagshot @Penny Weasley @Millie Moody @Basilius Prewett
Czas na odpis do 23.06, godz. 21.00
/w tej turze odpisujecie jeszcze tutaj. Jeśli wszystko się powiedzie, w następnej dołączycie do Morpheusa/Alexandra i Ambrosii.
rzuty kośćmi