Geraldine ufała Florence. Mimo tego, że były tak bardzo różne, że każda z nich żyła w zupełnie inny sposób. Bulstrode nigdy jej nie karciła, nie mówiła, w jaki sposób powinna żyć. Fakt, czasem potrafiła usadzić ją na trochę w domu, po różnych ekscesach, w których ryzykowała swoim zdrowiem, ale Yaxley uważała to za słuszne. Ona potrzebowała kogoś, kto będzie jej kotwicą, kto będzie ją zatrzymywał, gdy znajdzie się za blisko granicy, gdy ryzyko stanie się zbyt duże, bo jej samej brakowało czasem rozsądku. Chciała żyć zbyt mocno, tańczyć ze śmiercią, bo potrzebowała tego, by faktycznie coś poczuć.
Florence była pierwszą osobą, której opowiedziała dokładnie o wszystkim. Niedawno udało jej się złożyć całą historię, połączyć fakty, dojść do tego, co musi zrobić. Wiedziała, że jej opowieść może brzmieć abstrakcyjnie, jednak nie wydawało jej się, że Florence będzie osobą, która będzie wątpiła w to czym się z nią podzieliła. Zresztą, czy jej brat nie zaliczył wycieczki do Limbo? Takie historie przytrafiały się ludziom, nie było w tym nic nadzwyczajnego, że ktoś postanowił zabić Geraldine. Naraziła się przecież wielu istotom przez swój całkiem krótki, aczkolwiek intensywny żywot na tym świecie.
- Widzisz, to dzięki mnie dowiedziałaś się czegoś nowego. - Uśmiechnęła się przy tym delikatnie. Nie chciała, żeby przyjaciółka się o nią martwiła w jakikolwiek sposób. Chciała jej dać znać, że oswoiła się z tą myślą, że pogodziła się z tym, że coś na nią poluje. Może z początku nie było to wcale takie proste, bo przecież zazwyczaj to ona była drapieżnikiem polującym na zwierzynę, a tym razem role się odwróciły, jednak miała czas, mogła przeanalizować sytuację, przygotować się na to ostateczne starcie, które musiało się wydarzyć.
- Tak, wydaje mi się, że to przez to. Zapewne nie jestem też pierwszą osobą, której życie chciał przejąć. - Nadal nie do końca wiedziała, w jaki sposób te stworzenia żyją, jednak nie sądziła, żeby była pierwszą ofiarą, którą zamierzał pożreć.
Przygasiła papierosa w popielniczce, która stała na parapecie. Ostatnie pytanie, cóż niby tak oczywiste, jednak nie dla niej. Nie był to sposób jej działania, Yaxley nie udałaby się po pomoc do ministerstwa - nigdy. - Znasz mój stosunek do tej instytucji, zresztą mają na głowie Voldemorta, wolę zająć się wszystkim sama. - Miała nadzieję, że Bulstrode zrozumie dlaczego podjęła taką decyzję. - W końcu jestem łowcą potworów, chyba ta istota nie mogła gorzej trafić z wyborem swojego celu. - Próbowała nieco podbudować swoje ego, może i się bała, jednak nie chciała, żeby ktokolwiek widział jej strach.