06.01.2023, 16:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.01.2023, 16:19 przez Theodore Lovegood.)
- Już wolę, żeby mój pałkarz uderzał słabiej, niż martwić się przez cały mecz, czy nie zdarzy mu się wpadka i przypadkiem znokautuje sędziego – Miał zupełnie inną filozofię niż ona. Według niego najważniejszym było odpowiednie zmotywowanie swoich kolegów i sprawienie, by uwierzyli w siebie. Takimi szczegółami jak naprawianie słabości, poprawianie taktyki i szukanie dziury w całym zajmowali się inni. Podczas wyjaśnień miał zamiar trochę gestykulować, ale to tylko wzmagało ból głowy, więc opuścił dłonie i zastygł niczym posąg.
Za to ku swojemu zaskoczeniu nie usłyszał odpowiedzi na zarzut o śmierdzącym problemie. Żałował, że nie znał lepiej Mackenzie i nie mógł domyśleć się powodów jej milczenia. Nie odezwała się, bo uważała, że tego typu oskarżenia były poniżej jej godności? A może było w tym ziarnko prawdy, może przez zupełny przypadek trafił w samo sedno? Czyżby rzeczywiście szukająca gryfonów ukrywała wstydliwy, skarpetkowy sekret? Mocno żałował, że musiał pozostawić to w sferze rozważań. Miał za mało twardych dowodów, by móc z czystym sumieniem rozpuścić plotki, które mogłyby obniżyć morale Gryffindoru.
- Ale chyba nie rzucasz kafla nosem, ani nie trzymasz się za jego pomocą miotły, prawda? To nie jest takie proste. Jedno złamanie nie jest równe drugiemu – szedł w zaparte mimo tego, że miał blade pojęcie o tym, co mówi. Głównie dlatego, ponieważ chciałby, żeby się myliła. Nie życzył Greengrass źle, ale nie miałby nic przeciwko, gdyby musiała przez rękę trochę odpocząć i jej forma opadła do poziomu pozostałych graczy w szkole. Byłoby bardziej sprawiedliwie.
- Takich rzeczy się nie zapomina. Gdybym dostał szansę to na pewno zdobyłbym kilka punktów - powiedział nad wyraz, sam sobie nie do końca wierząc. Blondynka powtarzała, że nic jej nie jest, że jej złamanie to nic poważnego, że po naprostowaniu złamania mogłaby się zebrać do gry w kilka minut... Nie chciał wyjść na gorszego.
Nie przyznał się, że póki nie powiedziała, że jest gryfonką, był przekonany, że tego dnia grali przeciwko Ravenclawowi.
Musiał wyrwać się ze swojego nieruchomego stanu z powodu pielęgniarki. Podniósł się odkrywając, że tym razem nie było łatwiej niż wcześniej, a może nawet zrobiło się jeszcze trudniej. Wbrew jej zaleceniom trochę poruszał głową, a nawet złapał się za nią dłonią i rozmasował ją po najbardziej bolącym miejscu. Eliksiry smakowały okropnie, miał wrażenie, że w środku było wymieszane wszystko czego nie lubił, jakby ktoś wynalazł przeciwieństwo amortencji. Wypił oba i skrzywił się niemiłosiernie. Z miną jakby ktoś go torturował, z wyrzutem zerkając na pielęgniarkę, ułożył się na łóżku.
Gdy wspomniała ile czasu spędzą w łóżkach, dokładnie w tym samym momencie przypomniało mu się, że jutro miał oddać zadanie domowe z historii magii, którego jeszcze nie dokończył. Theodore miał problemy z dodawaniem, więc mógł się pomylić przy tak skomplikowanej operacji jaką było odtworzenie z pamięci planu lekcji, ale i tak wizja opuszczenia meczu i ominięcia kilku zajęć nagle stała się bardzo kusząca.
- A czy, skoro już tu utkwimy, dałoby się przedłużyć mój pobyt o jeden dzień? - zaproponował udawanym, zmęczonym tonem, mimo że jeszcze niedawno zarzekał się, że nic mu nie było i w ogóle chwalił się, ile by to punktów nie zdobył, gdyby tylko grał. Gdyby się zgodziła, to oprócz zadania domowego ominąłby go również test z zaklęć. Byłoby pięknie – jakby zdobył dwie bramki po jednym rzucie.
- Zobaczymy pojutrze w jakim będziecie stanie. Panno Greengrass, proszę powiedzieć, jeśli zacznie odczuwać panna ból w ręku - odparła profesor skupiona na procesie leczenia. Zerknął na to, co się działo na sąsiednim łóżku i zrobiło mu się nie dobrze. Nie był pewien, czy to nadal jego oczy płatały mu figla, ale mógłby przysiąc, że kości w ręce dziewczyny zaczęły się przemieszczać pod skórą i znajdują drogę na właściwe miejsce. Odwrócił wzrok nie mogąc patrzeć na te okropieństwa.
- Quidditch to nie tylko połamane ręce i guzy na głowie. Ma też swoje piękne strony - zgodził się z Greengrass.
"Takie, jak dni wolne od zajęć po wypadku" - dodał już w myślach.
@Mackenzie Greengrass
Za to ku swojemu zaskoczeniu nie usłyszał odpowiedzi na zarzut o śmierdzącym problemie. Żałował, że nie znał lepiej Mackenzie i nie mógł domyśleć się powodów jej milczenia. Nie odezwała się, bo uważała, że tego typu oskarżenia były poniżej jej godności? A może było w tym ziarnko prawdy, może przez zupełny przypadek trafił w samo sedno? Czyżby rzeczywiście szukająca gryfonów ukrywała wstydliwy, skarpetkowy sekret? Mocno żałował, że musiał pozostawić to w sferze rozważań. Miał za mało twardych dowodów, by móc z czystym sumieniem rozpuścić plotki, które mogłyby obniżyć morale Gryffindoru.
- Ale chyba nie rzucasz kafla nosem, ani nie trzymasz się za jego pomocą miotły, prawda? To nie jest takie proste. Jedno złamanie nie jest równe drugiemu – szedł w zaparte mimo tego, że miał blade pojęcie o tym, co mówi. Głównie dlatego, ponieważ chciałby, żeby się myliła. Nie życzył Greengrass źle, ale nie miałby nic przeciwko, gdyby musiała przez rękę trochę odpocząć i jej forma opadła do poziomu pozostałych graczy w szkole. Byłoby bardziej sprawiedliwie.
- Takich rzeczy się nie zapomina. Gdybym dostał szansę to na pewno zdobyłbym kilka punktów - powiedział nad wyraz, sam sobie nie do końca wierząc. Blondynka powtarzała, że nic jej nie jest, że jej złamanie to nic poważnego, że po naprostowaniu złamania mogłaby się zebrać do gry w kilka minut... Nie chciał wyjść na gorszego.
Nie przyznał się, że póki nie powiedziała, że jest gryfonką, był przekonany, że tego dnia grali przeciwko Ravenclawowi.
Musiał wyrwać się ze swojego nieruchomego stanu z powodu pielęgniarki. Podniósł się odkrywając, że tym razem nie było łatwiej niż wcześniej, a może nawet zrobiło się jeszcze trudniej. Wbrew jej zaleceniom trochę poruszał głową, a nawet złapał się za nią dłonią i rozmasował ją po najbardziej bolącym miejscu. Eliksiry smakowały okropnie, miał wrażenie, że w środku było wymieszane wszystko czego nie lubił, jakby ktoś wynalazł przeciwieństwo amortencji. Wypił oba i skrzywił się niemiłosiernie. Z miną jakby ktoś go torturował, z wyrzutem zerkając na pielęgniarkę, ułożył się na łóżku.
Gdy wspomniała ile czasu spędzą w łóżkach, dokładnie w tym samym momencie przypomniało mu się, że jutro miał oddać zadanie domowe z historii magii, którego jeszcze nie dokończył. Theodore miał problemy z dodawaniem, więc mógł się pomylić przy tak skomplikowanej operacji jaką było odtworzenie z pamięci planu lekcji, ale i tak wizja opuszczenia meczu i ominięcia kilku zajęć nagle stała się bardzo kusząca.
- A czy, skoro już tu utkwimy, dałoby się przedłużyć mój pobyt o jeden dzień? - zaproponował udawanym, zmęczonym tonem, mimo że jeszcze niedawno zarzekał się, że nic mu nie było i w ogóle chwalił się, ile by to punktów nie zdobył, gdyby tylko grał. Gdyby się zgodziła, to oprócz zadania domowego ominąłby go również test z zaklęć. Byłoby pięknie – jakby zdobył dwie bramki po jednym rzucie.
- Zobaczymy pojutrze w jakim będziecie stanie. Panno Greengrass, proszę powiedzieć, jeśli zacznie odczuwać panna ból w ręku - odparła profesor skupiona na procesie leczenia. Zerknął na to, co się działo na sąsiednim łóżku i zrobiło mu się nie dobrze. Nie był pewien, czy to nadal jego oczy płatały mu figla, ale mógłby przysiąc, że kości w ręce dziewczyny zaczęły się przemieszczać pod skórą i znajdują drogę na właściwe miejsce. Odwrócił wzrok nie mogąc patrzeć na te okropieństwa.
- Quidditch to nie tylko połamane ręce i guzy na głowie. Ma też swoje piękne strony - zgodził się z Greengrass.
"Takie, jak dni wolne od zajęć po wypadku" - dodał już w myślach.
@Mackenzie Greengrass