Zawsze będą spotykać się dopiero po znalezieniu się na dnie? Przynajmniej nie było z nimi tak źle jak ostatnio... Ostatnio nawet nie miał siły płakać, a teraz kilka łez stoczyło mu się po policzkach. Niby nie powinien być dumny z beczenia, ale wydawało mu się, że było jakimś tam świadectwem walki. Jakby jego duszy jeszcze na tym świecie zależało.
- Wracasz do domu? - Zapytał, zadzierając głowę do góry. Chciał napić się z kieliszka, kiedy tylko weźmie od niego papierosa, ale nie było mu to dane - bo ta tajemnicza nieznajoma (najwyraźniej coraz mniej nieznajoma - czyżby była kimś z tych kręgów?) przytuliła go do swojego brzucha.
Ten gest wywołał falę wspomnień.
- Ja też - przyznał, a później zaśmiał się cicho. - Ośmieszyłem się strasznie, przychodząc tutaj. Głównie to przed samym sobą.
Przyszedł tutaj dla Perseusa Blacka. Ostatecznie nie porozmawiał z nim wcale. Chciał do niego podejść, ale zobaczył go z Prewettem i stchórzył już ostatecznie. To nie było miejsce dla niego. Nie wiedział, dlaczego w ogóle się oszukiwał - komu on chciał sprawić przyjemność, postępując wbrew swojej naturze? Wyglądał w tej fryzurze i stroju jak skończony idiota. No i czuł się źle. Wolałby teraz leżeć na kanapie z paczką cukierków i oglądać cokolwiek co leciało w telewizji. Ewidentnie rozstanie lata temu wyszło ich dwójce na dobre. Połączenie tych światów na nowo było błędem. Zazdrość? Po takim czasie? Nie... on nie chciał do tego wracać, chciał się wreszcie wyleczyć z bycia obrzydliwym, nieznośnym sobą.
Jej dotyk wciąż był przyjemny, chociaż... nauczył się już chyba odczuwać pewne rzeczy inaczej. Ostatnie doświadczenia zmieniły to, w jaki sposób postrzegał świat i innych ludzi. Zastanawiał się, czy to mogło być permanentne? Czy potrafił ograniczyć zadawanie innym cierpienia, czy mógłby... naprawić jakoś rzeczy, które zrobił i być wreszcie szczęśliwym?
- Tak szczerze to tobie też. - Było jej lepiej w dłuższych włosach. - Ale z krótkimi też wyglądałaś ładnie. - Bo miała ładną twarz. W ogóle była ładna. Nie czuł potrzeby komplementowania jej w kółko, nie chciał jednak sprawić wrażenia, jakby ją wtedy okłamał. Mówił całkowitą prawdę i dzisiaj mógł to całkowicie szczerze powtórzyć. - Masz bardzo łatwe do spełnienia marzenia. Wystarczy złapać mnie za rękę i poprosić. - Londyn był na tyle daleko, aby mógł teleportować ich tam jednym mrugnięciem. - Ubrałaś się, jakbyś szła na czyjeś wesele - zażartował - wyglądałabyś bajecznie w jakimś The Loft, wśród tych wszystkich dziewczyn w przykrótkich sukienkach, z natapirowanymi włosami. - Ton jego głosu wskazywał na to, że całkiem nieźle bawił się tym wyobrażeniem. Ustawiał ją właśnie w wyobraźni, tańczącą tam pośród mugoli, niczym zagubioną, czarodziejską księżniczkę.
Zamilkł.
- Aż tak po mnie widać, że nienawidzę takich miejsc?
Tym razem naprawdę próbował udawać. W imię starych, dobrych czasów. No i skończył z siniakiem na gębie.
- Wracasz do domu? - Zapytał, zadzierając głowę do góry. Chciał napić się z kieliszka, kiedy tylko weźmie od niego papierosa, ale nie było mu to dane - bo ta tajemnicza nieznajoma (najwyraźniej coraz mniej nieznajoma - czyżby była kimś z tych kręgów?) przytuliła go do swojego brzucha.
Ten gest wywołał falę wspomnień.
- Ja też - przyznał, a później zaśmiał się cicho. - Ośmieszyłem się strasznie, przychodząc tutaj. Głównie to przed samym sobą.
Przyszedł tutaj dla Perseusa Blacka. Ostatecznie nie porozmawiał z nim wcale. Chciał do niego podejść, ale zobaczył go z Prewettem i stchórzył już ostatecznie. To nie było miejsce dla niego. Nie wiedział, dlaczego w ogóle się oszukiwał - komu on chciał sprawić przyjemność, postępując wbrew swojej naturze? Wyglądał w tej fryzurze i stroju jak skończony idiota. No i czuł się źle. Wolałby teraz leżeć na kanapie z paczką cukierków i oglądać cokolwiek co leciało w telewizji. Ewidentnie rozstanie lata temu wyszło ich dwójce na dobre. Połączenie tych światów na nowo było błędem. Zazdrość? Po takim czasie? Nie... on nie chciał do tego wracać, chciał się wreszcie wyleczyć z bycia obrzydliwym, nieznośnym sobą.
Jej dotyk wciąż był przyjemny, chociaż... nauczył się już chyba odczuwać pewne rzeczy inaczej. Ostatnie doświadczenia zmieniły to, w jaki sposób postrzegał świat i innych ludzi. Zastanawiał się, czy to mogło być permanentne? Czy potrafił ograniczyć zadawanie innym cierpienia, czy mógłby... naprawić jakoś rzeczy, które zrobił i być wreszcie szczęśliwym?
- Tak szczerze to tobie też. - Było jej lepiej w dłuższych włosach. - Ale z krótkimi też wyglądałaś ładnie. - Bo miała ładną twarz. W ogóle była ładna. Nie czuł potrzeby komplementowania jej w kółko, nie chciał jednak sprawić wrażenia, jakby ją wtedy okłamał. Mówił całkowitą prawdę i dzisiaj mógł to całkowicie szczerze powtórzyć. - Masz bardzo łatwe do spełnienia marzenia. Wystarczy złapać mnie za rękę i poprosić. - Londyn był na tyle daleko, aby mógł teleportować ich tam jednym mrugnięciem. - Ubrałaś się, jakbyś szła na czyjeś wesele - zażartował - wyglądałabyś bajecznie w jakimś The Loft, wśród tych wszystkich dziewczyn w przykrótkich sukienkach, z natapirowanymi włosami. - Ton jego głosu wskazywał na to, że całkiem nieźle bawił się tym wyobrażeniem. Ustawiał ją właśnie w wyobraźni, tańczącą tam pośród mugoli, niczym zagubioną, czarodziejską księżniczkę.
Zamilkł.
- Aż tak po mnie widać, że nienawidzę takich miejsc?
Tym razem naprawdę próbował udawać. W imię starych, dobrych czasów. No i skończył z siniakiem na gębie.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.