21.06.2024, 11:55 ✶
Była damą, a przynajmniej za taką się uważała. Dorastała pod opiekuńczymi skrzydłami ojca, łagodnego człowieka, i wychowywały ją Pokątna, nie ciemność Nokturnu oraz Hogwart, gdzie dnie spędzała w błękitno brązowym pokoju wspólnym Krukonów, zawsze pełnym książek. Może to przez te książki, nie zawsze przecież traktujące o zaklęciach, eliksirach i różdżkarstwie, w głębi ducha pragnęła czegoś więcej: odrobiny ekscytacji, przygód i, do czego nie przyznawała się nawet sama przed sobą, romansów, w których ten zły chłopiec zawsze okazywał się w istocie spadkobiercą księstwa, łagodniejącym w dodatku przy swojej wybrance. Może nie współpracowała z Fountain od dziś ani od wczoraj, ale miała dopiero dwadzieścia dwa lata i na razie nie poznała jeszcze dobrze świata poza tymi bezpiecznymi granicami. Rdzenie były ważne, trudne do zdobycia, mogły nie tylko pomóc w realizacji ambicji i stworzeniu czegoś niezwykłego, prawie jak ta różdżka śmierci z historii Beedle’a, ale i w zarobieniu dostatecznie wiele, by wybrać się w podróże, o których śniła jako mała dziewczynka. Przede wszystkim jednak liczyło się wyrwanie z domu i robienie czegoś, czego te nudne dziewczynki z dobrych domów nie robiły. Nie chciała być nudną dziewczynką.
Chyba nie brała pod uwagę, że ten zwykły oprych mógłby zrobić jej krzywdę. Trochę nim pogardzała, a trochę ją intrygował. I weszła do tego pubu chyba głównie po to, by udowodnić, że może – że odnajdzie się w takim miejscu, że wcale nie musi tkwić w tych nudnych kawiarniach, w których szukał ją w pierwszej kolejności.
Kiedy się pojawił, zaczynała właśnie trzecie piwo. Było gorzkie, zupełnie inne niż znane jej słodkie wina popijane czasem do kolacji, niż kremowe piwo, zapamiętane z wypadów do Hogsmeade, czy to z sokiem, które zamawiała podczas wyjść z przyjacielem. I właściwie nie smakowało jej ani trochę, ale jakoś to miejsce, tak daleko od Londynu, w którym nikt jej nie znał, sprawiało, że miała ochotę pokazać sama sobie, że Septima Ollivander jest kimś, kto może popijać takie piwo w podłym pubie. Że potrafi być kimś innym niż sprzedawczynią zza zakurzonej lady.
Walizka, z Don Kichotem wciśniętym pomiędzy inne rzeczy, wciąż leżała u jej stóp, a przed chwilą dosiadł się do niej jakiś mężczyzna, odziany całkiem podobnie do Crowa – i Septima sama nie była pewna, czy pochlebia jej to, czy powinno niepokoić. Ale smak piwa i lekki szum w głowie (nie była jeszcze pijana, ale gdyby wypiła to trzecie piwo, to pewnie już znalazłaby się na samej granicy tego stanu) przytłumiały niepokój.
– Cześć – powiedziała, uśmiechając się do Edge’a znad kufla, a potem wyprostowała się, nagle przypominając sobie, co właściwie poszedł zrobić. – Eee… wszystko gotowe? Chcesz piwa? Jest doskonałe – skłamała.
– Jesteś z nim? – spytał mężczyzna siedzący obok, mierząc najpierw Crowa, później ją oceniającym spojrzeniem. Jakby zastanawiał się, czy w ogóle warto wdawać się w jakieś przepychanki.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Chyba nie brała pod uwagę, że ten zwykły oprych mógłby zrobić jej krzywdę. Trochę nim pogardzała, a trochę ją intrygował. I weszła do tego pubu chyba głównie po to, by udowodnić, że może – że odnajdzie się w takim miejscu, że wcale nie musi tkwić w tych nudnych kawiarniach, w których szukał ją w pierwszej kolejności.
Kiedy się pojawił, zaczynała właśnie trzecie piwo. Było gorzkie, zupełnie inne niż znane jej słodkie wina popijane czasem do kolacji, niż kremowe piwo, zapamiętane z wypadów do Hogsmeade, czy to z sokiem, które zamawiała podczas wyjść z przyjacielem. I właściwie nie smakowało jej ani trochę, ale jakoś to miejsce, tak daleko od Londynu, w którym nikt jej nie znał, sprawiało, że miała ochotę pokazać sama sobie, że Septima Ollivander jest kimś, kto może popijać takie piwo w podłym pubie. Że potrafi być kimś innym niż sprzedawczynią zza zakurzonej lady.
Walizka, z Don Kichotem wciśniętym pomiędzy inne rzeczy, wciąż leżała u jej stóp, a przed chwilą dosiadł się do niej jakiś mężczyzna, odziany całkiem podobnie do Crowa – i Septima sama nie była pewna, czy pochlebia jej to, czy powinno niepokoić. Ale smak piwa i lekki szum w głowie (nie była jeszcze pijana, ale gdyby wypiła to trzecie piwo, to pewnie już znalazłaby się na samej granicy tego stanu) przytłumiały niepokój.
– Cześć – powiedziała, uśmiechając się do Edge’a znad kufla, a potem wyprostowała się, nagle przypominając sobie, co właściwie poszedł zrobić. – Eee… wszystko gotowe? Chcesz piwa? Jest doskonałe – skłamała.
– Jesteś z nim? – spytał mężczyzna siedzący obok, mierząc najpierw Crowa, później ją oceniającym spojrzeniem. Jakby zastanawiał się, czy w ogóle warto wdawać się w jakieś przepychanki.
Za zgodą graczki, która zrezygnowała z postaci, bardem wkracza Brenna.