21.06.2024, 12:09 ✶
Skinął głową na jej odpowiedź, to całkiem zrozumiałe, że nie zamierzała ot tak akceptować pomocy od kogoś kto przyszedł z pretensjami za zachowanie jej brata - było to dość ironiczne zresztą.
- Oczywiście jeżeli tylko nie będę zajęty innymi ważnymi zobowiązaniami to będę do twojej dyspozycji - kiedy próbował stawiać granice to jednak nadal to nadal nie potrafił pozbyć się swojego kompleksu bohatera - zawsze to musiał wyciągnąć rękę do kogoś w potrzebie. O ile ten ktoś nie był w potrzebie bo próbował skrzywdzić kogoś mu bliskiego - ale to zupełnie inna para trzewików.
Przyjrzał się jej uważnie po komentarzu odnośnie efektu, jaki może na niej wywrzeć to spotkanie z Matkami Brytyjkami. I choć do tej pory od postaci Geraldine biła pewność siebie i siła, to jednak teraz ten nieskazitelny wizerunek pełen mocy zdawał się mieć dość wielką rysę. Przekrzywił nieco głowę jakby nad czymś się zastanawiając zanim odezwał się.
- Spokojnie, to nie jest tak, że rzucę cię im na pożarcie - nie potrafił przejść obojętnie jęli widział, że ktoś potrzebował pomocy. - Chcę jedynie wyjaśnić te sytuację, a nie patrzeć jak linczują cię przy pręgierzu za zachowanie twego brata - nie wiedział czy to podniesie ją na duchu, ale faktycznie nie zamierzał jej tam rzucać na pożarcie - nie był bezdusznym skurwysynem, Thoran to co innego, jednak nie uważał, aby ona musiała odpowiadać za czyny brata. Próbować załagodzić ich efekt owszem, ale nie zbierać za niego cięgi.
- Myślę, ze im szybciej tym lepiej, jak ze zrywaniem plastra - dodał faktycznie wierząc w to, że im dłużej będą zwlekać tym te babsztyle będą rozgoryczone i podburzone. Zupełnie jak z pożarem, lepiej tłumić go w zarodku niż jak się rozprzestrzeni na całą knieję. - Także jeśli jesteś gotowa to możemy ruszać - ostateczna decyzja i tak należała do Geraldine, nie zamierzał jej do niczego zmuszać przecież.
- Oczywiście jeżeli tylko nie będę zajęty innymi ważnymi zobowiązaniami to będę do twojej dyspozycji - kiedy próbował stawiać granice to jednak nadal to nadal nie potrafił pozbyć się swojego kompleksu bohatera - zawsze to musiał wyciągnąć rękę do kogoś w potrzebie. O ile ten ktoś nie był w potrzebie bo próbował skrzywdzić kogoś mu bliskiego - ale to zupełnie inna para trzewików.
Przyjrzał się jej uważnie po komentarzu odnośnie efektu, jaki może na niej wywrzeć to spotkanie z Matkami Brytyjkami. I choć do tej pory od postaci Geraldine biła pewność siebie i siła, to jednak teraz ten nieskazitelny wizerunek pełen mocy zdawał się mieć dość wielką rysę. Przekrzywił nieco głowę jakby nad czymś się zastanawiając zanim odezwał się.
- Spokojnie, to nie jest tak, że rzucę cię im na pożarcie - nie potrafił przejść obojętnie jęli widział, że ktoś potrzebował pomocy. - Chcę jedynie wyjaśnić te sytuację, a nie patrzeć jak linczują cię przy pręgierzu za zachowanie twego brata - nie wiedział czy to podniesie ją na duchu, ale faktycznie nie zamierzał jej tam rzucać na pożarcie - nie był bezdusznym skurwysynem, Thoran to co innego, jednak nie uważał, aby ona musiała odpowiadać za czyny brata. Próbować załagodzić ich efekt owszem, ale nie zbierać za niego cięgi.
- Myślę, ze im szybciej tym lepiej, jak ze zrywaniem plastra - dodał faktycznie wierząc w to, że im dłużej będą zwlekać tym te babsztyle będą rozgoryczone i podburzone. Zupełnie jak z pożarem, lepiej tłumić go w zarodku niż jak się rozprzestrzeni na całą knieję. - Także jeśli jesteś gotowa to możemy ruszać - ostateczna decyzja i tak należała do Geraldine, nie zamierzał jej do niczego zmuszać przecież.