21.06.2024, 15:42 ✶
- Jak większość większych czy średnich rodów "czystej krwi" - zauważyła, marszcząc nieco nos w zastanowieniu. - Nie chcę brzmieć nietolerancyjnie, ale z reguły większość rodów, które są "czyste" ma tendencję do... przytłaczania.
Dodała, wzruszając ramionami. Miała to szczęście, że jej ojciec taki nie był - że odciął pępowinę, że zaczął nowe życie, podobnie jak matka. Stworzyli coś nowego, lepszego w ich mniemaniu. Bardziej tolerancyjnego, a jednocześnie nie tak napompowanego, jak wielkie rody hurr durr czystej krwi. Nienawidziła tego określenia tak swoją drogą, dlatego wyczuwalne w jej głosie były cudzysłowy, gdy posługiwała się nim.
To, co działo się na scenie, było tak zaskakujące, że aż zakrztusiła się piwem. Z jej niebieskich oczy poleciały łzy a policzki na powrót stały się czerwone, gdy starała się złapać oddech.
- Jasna... Widzisz go? - wskazała głową na Atreusa. - To nie ten przyrzeczony twojej kuzynce fagas? Myślisz, że chce pobić tego na scenie? Ach, szczęściara, dwóch amantów w tak młodym wieku. Jak klacz wystawowa.
Olivia naprawdę współczuła Sophie. Dla niej to wyglądało tak, jakby była przyrzeczona Atreusowi, ten zobaczył swojego rywala i wybrankę na scenie i postanowił komuś przyłożyć. Prosta sprawa. Jednocześnie Olivia bardzo nie lubiła takich sytuacji, bo uważała, że kobiety powinny mieć wybór i same wybierać swoich partnerów. A Sophie była młodziutka, wyglądała na przytłoczoną i nieco zażenowaną? Najpierw ojciec robi jej siarę, a teraz jakiś dupek psuje jej widowisko. No kurde.
- Jak się zaraz stąd nie ruszy, to sama go z niej ściągnę. Jeszcze tej małej się przypadkiem oberwie - powiedziała do Charlesa, odruchowo sięgając po różdżkę, w razie gdyby Atreus postanowił siać rozpierdol przy biednej rudowłosej Mulciberównie.