21.06.2024, 17:37 ✶
Teoretycznie, to co połączyło ich na Polanie Ognisk, mogło zbliżyć ich do siebie. Rytuał odarł ich z prywatności związanej z dosyć poważnymi dziedzinami życia: niebezpieczeństwem i miłością. Może gdyby wiedli normalne życia, w pełni odizolowane od toczącego się w kraju konfliktu i stresującej pracy, to może nawet coś by na tym ugrali, dzieląc się ze sobą opowieściami o tym, co właściwie skłoniło ich do podjęcia takich, a nie innych decyzji.
W tym przypadku zaś rytuał zadziałał, jak system wczesnego ostrzegania, który na dodatek wzmagał jeszcze strach i irytację. Przynosił niepotrzebne spory, nie dając im na dobrą sprawę chwili wytchnienia. Owszem, byli trochę sami sobie winni. Trzeba było znaleźć magimedyka, gdy w Proroku Codziennym zaczęły się pojawiać artykuły na temat magii miłości i sami wyczuli, że coś było nie w porządku. I jeszcze wplątaliśmy w to Elliota, pomyślał przelotnie, wzdychając cicho. Jednego był jednak pewien: nie potrzebowali rytuału, żeby obdarzyć siebie nawzajem zaufaniem.
Longbottom podniósł się z miejsca z szerokim uśmiechem i objął mocno blondynkę. Poklepał ją krótko na plecach i wrócił na miejsce, taksując ją uważnym spojrzeniem, jakby chciał sprawdzić, czy na pierwszy rzut oka wszystko było z nią w porządku. Jak dotąd nie doświadczył żadnych skutków ubocznych zerwania więzi, nie otrzymał także listu od Nory czy Elliotta, więc wszystko wskazywało na to, że..
— Chyba nam się upiekło — stwierdził z nutką zadowolenia w głosie— Myślałem, że po tym, jak nasz rytuał okazał się ewenementem na skalę krajową, to skończy się to dla nas jakimś większym problemem, ale... Jak dotąd nic nie wyczułem. Od żadnego z was.
Bądź co bądź, dopóki nie skonsultowali się w Szpitalu św. Munga z wykwalifikowaną klątwołamaczką, to na dobrą sprawę nie wiedzieli nawet, że byli jedynym takim znanym przypadkiem. Najwyraźniej nikt przed nimi nie wpadł na to, aby dodać swoje trzy sykle do rytualnej magii kowenu. Pokręcił powoli głową. Dalej nie dowierzał, że padło akurat na nich. W dewizie Alastora Moody'ego chyba jednak tkwiła jakaś mądrość. Powinni być bardziej czujni.
— A ty? Wyczułaś jakieś zmiany? Wahania nastroju? Skutki uboczne? — Przesunął ku dziewczynie kartę drinków.
Jeśli tak, to Samuel musiał mieć bardzo ciekawy czas, dodał w myślach. Nora zdążyła poinformować go o dosyć... niespodziewanych... oświadczynach ze strojny majstra z Kniei. Ta wiadomość go zaskoczyła, ale też bardzo ucieszyła. Bądź co bądź, sam zachęcał dziewczynę do tego, aby nie uciekać od chłopaka, a zamiast tego na poważnie z nim porozmawiać. Po prostu nie spodziewał się, że będzie im się aż tak dobrze gawędzić. I dziękował wszystkim bóstwom tego świata, że nie musiał zwijać się z bólu za każdym razem, jak okazywali sobie uczucia.
— Jak tam Sam? — dopytał, nie potrafiąc ukryć zaciekawienia.
W tym przypadku zaś rytuał zadziałał, jak system wczesnego ostrzegania, który na dodatek wzmagał jeszcze strach i irytację. Przynosił niepotrzebne spory, nie dając im na dobrą sprawę chwili wytchnienia. Owszem, byli trochę sami sobie winni. Trzeba było znaleźć magimedyka, gdy w Proroku Codziennym zaczęły się pojawiać artykuły na temat magii miłości i sami wyczuli, że coś było nie w porządku. I jeszcze wplątaliśmy w to Elliota, pomyślał przelotnie, wzdychając cicho. Jednego był jednak pewien: nie potrzebowali rytuału, żeby obdarzyć siebie nawzajem zaufaniem.
Longbottom podniósł się z miejsca z szerokim uśmiechem i objął mocno blondynkę. Poklepał ją krótko na plecach i wrócił na miejsce, taksując ją uważnym spojrzeniem, jakby chciał sprawdzić, czy na pierwszy rzut oka wszystko było z nią w porządku. Jak dotąd nie doświadczył żadnych skutków ubocznych zerwania więzi, nie otrzymał także listu od Nory czy Elliotta, więc wszystko wskazywało na to, że..
— Chyba nam się upiekło — stwierdził z nutką zadowolenia w głosie— Myślałem, że po tym, jak nasz rytuał okazał się ewenementem na skalę krajową, to skończy się to dla nas jakimś większym problemem, ale... Jak dotąd nic nie wyczułem. Od żadnego z was.
Bądź co bądź, dopóki nie skonsultowali się w Szpitalu św. Munga z wykwalifikowaną klątwołamaczką, to na dobrą sprawę nie wiedzieli nawet, że byli jedynym takim znanym przypadkiem. Najwyraźniej nikt przed nimi nie wpadł na to, aby dodać swoje trzy sykle do rytualnej magii kowenu. Pokręcił powoli głową. Dalej nie dowierzał, że padło akurat na nich. W dewizie Alastora Moody'ego chyba jednak tkwiła jakaś mądrość. Powinni być bardziej czujni.
— A ty? Wyczułaś jakieś zmiany? Wahania nastroju? Skutki uboczne? — Przesunął ku dziewczynie kartę drinków.
Jeśli tak, to Samuel musiał mieć bardzo ciekawy czas, dodał w myślach. Nora zdążyła poinformować go o dosyć... niespodziewanych... oświadczynach ze strojny majstra z Kniei. Ta wiadomość go zaskoczyła, ale też bardzo ucieszyła. Bądź co bądź, sam zachęcał dziewczynę do tego, aby nie uciekać od chłopaka, a zamiast tego na poważnie z nim porozmawiać. Po prostu nie spodziewał się, że będzie im się aż tak dobrze gawędzić. I dziękował wszystkim bóstwom tego świata, że nie musiał zwijać się z bólu za każdym razem, jak okazywali sobie uczucia.
— Jak tam Sam? — dopytał, nie potrafiąc ukryć zaciekawienia.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞