21.06.2024, 18:12 ✶
Nie dało się ukryć, że podczas Lammas wykonali dosyć spory krok do przodu w kwestii przeniesienie ich relacji na nieco bardziej naturalne tory. Jakby samo to, że dali się zobaczyć razem publicznie w kraju i to na dodatek w samym centrum dzielnicy czarodziejów, to jeszcze dzięki boskiej interwencji Jonathana wylądowali razem na scenie podczas wystąpienia Geraldine Yaxley. Erik cieszył się, że udało im się pokonać tę pierwszą przeszkodę, biorąc pod uwagę, jak duże obawy względem tego mieli na początku swojej znajomości całe lata temu.
Teraz mogło być już tylko prościej. Zwłaszcza że małymi krokami zbliżało się ich wspólne wyjście do teatru. Miał nadzieję, że wówczas Shafiq nie będzie za bardzo spięty. Gdyby umiejscowić te dwa wydarzenia - kameralne wyjście na przedstawienie i wspólny wypad na kiermasz - od mniej stresującego do bardziej stresującego, to sabat zdecydowanie wygrywał. A tak? Mieli już to za sobą. Uśmiechnął się na widok swetra, jak i reszty ubioru. Zdecydowanie mniej oficjalnie. A im mniej oficjalnie, tym lepiej. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że niedługo mieli się znaleźć w zakurzonej i brudnej chacie.
— Tobie tylko jedno w głowie — rzucił sucho, jak gdyby ten żart w ogóle nie przypadł mu do gustu, jednak po chwili uśmiechnął się lekko do mężczyzny. — Chyba masz za mało spotkań dyplomatycznych w grafiku, że pozwalasz sobie na takie fantazje. — Zacmokał cicho, akurat, gdy Anthony sięgnął ku jego torbie. Spojrzenie Erika przesunęło się wzdłuż dłoni czarodzieja, wślizgując się po ramieniu na jego bark, mijając szyję, usta, aby spocząć na jego oczach. — Eh, gdyby tylko wiedzieli...
Nie dokończył myśli, tylko pochylił głowę ku ziemi, co by ukryć szeroki uśmiech, który wpełzł na jego wargi. Korciło go, aby flirtem odpowiedzieć na flirt, jednak obawiał się, że w pewnym momencie nawet jemu zabraknie samokontroli. Gdyby nie okoliczności jego wizyty w Little Hangleton, możliwe, że już wtedy nie potrafiłby się powstrzymać, jednak nadmiar emocji zmógł wówczas zarówno jego, jak i Shafiqa.
A mimo to Erik wolał zachować dystans. Przynajmniej do czasu, aż nie rozwiąże się kwestia rytuału z Polany Ognisk, którym był związany z Norą i Elliotem. Nie chciał kolejnych problemów. Westchnął ciężko i poprowadził Anthony'ego przez pustą ulicę, co by wylądowali na pastwisku. Aby w ogóle przejść w odpowiedni rejon lasu, musieli najpierw przejść przez pole, które na co dzień było zarezerwowane dla zwierząt właścicieli gospodarstw z okolicy.
— Chata jest w rodzinie od lat. Stawiam, że wykupił ją Godryk jakoś po ślubie z babcią — wyjaśnił, bo sam konkretnie się nie orientował, kiedy budynek wylądował w rękach Longbottomów. — A może był już wcześniej, ale nie używany? W każdym razie, co jakiś czas była wykorzystywana na zimowiska podczas ferii świątecznych. Chyba nawet urządziliśmy tu Yule w mniejszym gronie raz czy dwa razy. — Szedł stosunkowo powolnym krokiem, nie chcąc narzucać szybkiego tempa. Chociaż może z uwagi na chęć poprawienia swojej kondycji przez Anthony'ego, powinien był to zrobić. — Chyba po pewnym czasie bardziej opłacalne zrobiło się po prostu spędzanie zimy w Warowni. Większy metraż, a więc i więcej miejsca dla gości, więc nie było zbytnio powodu, żeby tu przyjeżdżać. Szkockie wyżyny to nie do końca góry skandynawskie.
Zaśmiał się krótko na uwagę Anthony'ego. Co racja to racja... Natura ich dotychczasowej relacji poniekąd wręcz zakładała, że to od Shafiqa zawsze będzie wychodzić inicjatywa kolejnego spotkania. Erik ze stopniem marnego detektywa nie bardzo miał okazję ku temu, aby usprawiedliwić obecność starszego czarodzieja podczas wyjazdów służbowych. Miał wątpliwości, żeby Anthony sprawdził się za dobrze w roli niezależnego specjalisty dla Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
— Jestem pewien, że zapamiętasz to po wsze czasy — odparł, zerkając na niego z dwuznacznym uśmiechem. — Twoje mięśnie zresztą też. Droga do Jeleniej nie jest najłatwiejsza. Zwłaszcza, że sam nie do końca pamiętam wszystkie skróty. — Nachmurzył się lekko. To... Nie nastrajało pozytywnie... Czyż nie?
Teraz mogło być już tylko prościej. Zwłaszcza że małymi krokami zbliżało się ich wspólne wyjście do teatru. Miał nadzieję, że wówczas Shafiq nie będzie za bardzo spięty. Gdyby umiejscowić te dwa wydarzenia - kameralne wyjście na przedstawienie i wspólny wypad na kiermasz - od mniej stresującego do bardziej stresującego, to sabat zdecydowanie wygrywał. A tak? Mieli już to za sobą. Uśmiechnął się na widok swetra, jak i reszty ubioru. Zdecydowanie mniej oficjalnie. A im mniej oficjalnie, tym lepiej. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że niedługo mieli się znaleźć w zakurzonej i brudnej chacie.
— Tobie tylko jedno w głowie — rzucił sucho, jak gdyby ten żart w ogóle nie przypadł mu do gustu, jednak po chwili uśmiechnął się lekko do mężczyzny. — Chyba masz za mało spotkań dyplomatycznych w grafiku, że pozwalasz sobie na takie fantazje. — Zacmokał cicho, akurat, gdy Anthony sięgnął ku jego torbie. Spojrzenie Erika przesunęło się wzdłuż dłoni czarodzieja, wślizgując się po ramieniu na jego bark, mijając szyję, usta, aby spocząć na jego oczach. — Eh, gdyby tylko wiedzieli...
Nie dokończył myśli, tylko pochylił głowę ku ziemi, co by ukryć szeroki uśmiech, który wpełzł na jego wargi. Korciło go, aby flirtem odpowiedzieć na flirt, jednak obawiał się, że w pewnym momencie nawet jemu zabraknie samokontroli. Gdyby nie okoliczności jego wizyty w Little Hangleton, możliwe, że już wtedy nie potrafiłby się powstrzymać, jednak nadmiar emocji zmógł wówczas zarówno jego, jak i Shafiqa.
A mimo to Erik wolał zachować dystans. Przynajmniej do czasu, aż nie rozwiąże się kwestia rytuału z Polany Ognisk, którym był związany z Norą i Elliotem. Nie chciał kolejnych problemów. Westchnął ciężko i poprowadził Anthony'ego przez pustą ulicę, co by wylądowali na pastwisku. Aby w ogóle przejść w odpowiedni rejon lasu, musieli najpierw przejść przez pole, które na co dzień było zarezerwowane dla zwierząt właścicieli gospodarstw z okolicy.
— Chata jest w rodzinie od lat. Stawiam, że wykupił ją Godryk jakoś po ślubie z babcią — wyjaśnił, bo sam konkretnie się nie orientował, kiedy budynek wylądował w rękach Longbottomów. — A może był już wcześniej, ale nie używany? W każdym razie, co jakiś czas była wykorzystywana na zimowiska podczas ferii świątecznych. Chyba nawet urządziliśmy tu Yule w mniejszym gronie raz czy dwa razy. — Szedł stosunkowo powolnym krokiem, nie chcąc narzucać szybkiego tempa. Chociaż może z uwagi na chęć poprawienia swojej kondycji przez Anthony'ego, powinien był to zrobić. — Chyba po pewnym czasie bardziej opłacalne zrobiło się po prostu spędzanie zimy w Warowni. Większy metraż, a więc i więcej miejsca dla gości, więc nie było zbytnio powodu, żeby tu przyjeżdżać. Szkockie wyżyny to nie do końca góry skandynawskie.
Zaśmiał się krótko na uwagę Anthony'ego. Co racja to racja... Natura ich dotychczasowej relacji poniekąd wręcz zakładała, że to od Shafiqa zawsze będzie wychodzić inicjatywa kolejnego spotkania. Erik ze stopniem marnego detektywa nie bardzo miał okazję ku temu, aby usprawiedliwić obecność starszego czarodzieja podczas wyjazdów służbowych. Miał wątpliwości, żeby Anthony sprawdził się za dobrze w roli niezależnego specjalisty dla Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
— Jestem pewien, że zapamiętasz to po wsze czasy — odparł, zerkając na niego z dwuznacznym uśmiechem. — Twoje mięśnie zresztą też. Droga do Jeleniej nie jest najłatwiejsza. Zwłaszcza, że sam nie do końca pamiętam wszystkie skróty. — Nachmurzył się lekko. To... Nie nastrajało pozytywnie... Czyż nie?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞