21.06.2024, 18:44 ✶
Podróż taksówka była koszmarna. I twierdził to Erik, któremu jak do tej pory wydawało się, że całkiem nieźle sobie radzi z mugolskimi pojazdami. Bądź co bądź, zdarzyło mu się parę razy przejechać Błędnym Rycerzem, który w ostatecznym rozrachunku nie był żadnym transmutowanym rydwanem czy karocą, a niemagicznym autobusem, w którym pogrzebał jakiś znawca teorii magii ze smykałką do technologii mugoli.
A jednak... Żaden kurs Błędnego nie przygotował go na te, jak mu się wydawało, agresywne pokrzykiwania i dyskusję Ginny z kierowcą. Najgorsze w tym wszystkim było to, że prawdopodobnie jako jedyny w tym gronie, nie wiedział dokładnie, o co chodzi. Klątwa niewiedzy była jednak potwornym przekleństwem.
— Mam wrażenie, że nie przypadliśmy mu za bardzo do gustu — skomentował niepewnie, gdy wygramolili się z taksówki.
Tabliczka z nazwą muzyką okazała się dla Erika niemożliwą do odcyfrowania, toteż pogodził się z myślą, że na czas tej wycieczki będzie zmuszony zaklasyfikować budynek w kategorii ''zwykłego muzeum''. A w przyszłości, ilekroć ktoś nawiążę do jego delegacji w Egipcie, za każdym razem będzie wspominał ''o tym jednym muzeum w Kairze'', nie potrafiąc sobie przypomnieć nawet pierwszych kilku literek jego pełnej nazwy. Eh, w takich chwilach zastanawiał się, czy faktycznie był takim dobrym kandydatem na ochroniarza Anthony'ego.
Ucieszył się, kiedy znajomy panny McGonagall poprowadził ich w stronę kafeterii dla pracowników. Cokolwiek, żeby tylko zejść z tego słońca, pomyślał, ścierając kilka kropel z czoła. A kiedy przyszło do przedstawienia się... Longbottom cofnął rękę na sygnał Ginny, kiwając głową z przepraszającym uśmiechem na ustach. Wprawdzie ledwo zdążył wykonać jakikolwiek ruch, ale sam fakt, że zapomniał się chwilę po ostrzeżeniu ze strony kustosza, nieco go zbiła z tropu. Eh, zdecydowanie powinien bardziej się skupić. Co by nie mówić, to nie są wakacje, pomyślał z przekąsem, ganiąc się bezgłośnie kilkoma niecenzuralnymi słowami.
— Będę obok. W sprawach merytorycznych chyba i tak wam się zbytnio na tym etapie nie przydam — poinformował, wodząc wzrokiem pomiędzy dwójką swych towarzyszy.
Nie bardzo wiedząc, jaką rolę powinien przyjąć w trakcie tego spotkania, a wiedząc, że dalej obowiązuje go pełnienie funkcji bodyguarda Anthony'ego, przesunął się pod pobliskie okno, opierając się plecami o parapet. Wystarczająco blisko stolika, przy którym być może zasiądzie pozostała trójka, ale wystarczająco daleko, aby potencjalnie dać znać, że sam nie ma zbyt wiele do gadania w kwestiach historycznych. Tylko by się popisał brakiem wiedzy, a to nie byłoby mu w smak. Miał uważać na Shafiqa i przyjaciółkę, to będzie ich strzegł.
A jednak... Żaden kurs Błędnego nie przygotował go na te, jak mu się wydawało, agresywne pokrzykiwania i dyskusję Ginny z kierowcą. Najgorsze w tym wszystkim było to, że prawdopodobnie jako jedyny w tym gronie, nie wiedział dokładnie, o co chodzi. Klątwa niewiedzy była jednak potwornym przekleństwem.
— Mam wrażenie, że nie przypadliśmy mu za bardzo do gustu — skomentował niepewnie, gdy wygramolili się z taksówki.
Tabliczka z nazwą muzyką okazała się dla Erika niemożliwą do odcyfrowania, toteż pogodził się z myślą, że na czas tej wycieczki będzie zmuszony zaklasyfikować budynek w kategorii ''zwykłego muzeum''. A w przyszłości, ilekroć ktoś nawiążę do jego delegacji w Egipcie, za każdym razem będzie wspominał ''o tym jednym muzeum w Kairze'', nie potrafiąc sobie przypomnieć nawet pierwszych kilku literek jego pełnej nazwy. Eh, w takich chwilach zastanawiał się, czy faktycznie był takim dobrym kandydatem na ochroniarza Anthony'ego.
Ucieszył się, kiedy znajomy panny McGonagall poprowadził ich w stronę kafeterii dla pracowników. Cokolwiek, żeby tylko zejść z tego słońca, pomyślał, ścierając kilka kropel z czoła. A kiedy przyszło do przedstawienia się... Longbottom cofnął rękę na sygnał Ginny, kiwając głową z przepraszającym uśmiechem na ustach. Wprawdzie ledwo zdążył wykonać jakikolwiek ruch, ale sam fakt, że zapomniał się chwilę po ostrzeżeniu ze strony kustosza, nieco go zbiła z tropu. Eh, zdecydowanie powinien bardziej się skupić. Co by nie mówić, to nie są wakacje, pomyślał z przekąsem, ganiąc się bezgłośnie kilkoma niecenzuralnymi słowami.
— Będę obok. W sprawach merytorycznych chyba i tak wam się zbytnio na tym etapie nie przydam — poinformował, wodząc wzrokiem pomiędzy dwójką swych towarzyszy.
Nie bardzo wiedząc, jaką rolę powinien przyjąć w trakcie tego spotkania, a wiedząc, że dalej obowiązuje go pełnienie funkcji bodyguarda Anthony'ego, przesunął się pod pobliskie okno, opierając się plecami o parapet. Wystarczająco blisko stolika, przy którym być może zasiądzie pozostała trójka, ale wystarczająco daleko, aby potencjalnie dać znać, że sam nie ma zbyt wiele do gadania w kwestiach historycznych. Tylko by się popisał brakiem wiedzy, a to nie byłoby mu w smak. Miał uważać na Shafiqa i przyjaciółkę, to będzie ich strzegł.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞