21.06.2024, 19:30 ✶
Jakby na to nie patrzeć, czerwiec nie był najgorszym miesiącem tego roku w życiu Erika. Na to miano jak dotąd zasługiwał tylko maj i jak dotąd lipiec nie był taki znowu zły. Na pewno był męczący z uwagi na to, że Longbottom przyjął propozycję Philipa i zgodził się, aby mu sekundować w nadchodzącym pojedynku. Zupełnie nie wiedział, czego powinien się spodziewać po starciu Nott vs Lestrange, toteż w wolnych chwilach sam intensywnie trenował, co by w razie potrzeby móc zastąpić na arenie kolegę ze Srebrnych Różdżek.
Tym razem nie wracał jednak z treningu, a był na patrolu. A właściwie, to powoli zbliżał się do jego końca, bo po parokrotnym okrążeniu ulicy Pokątnej i przejściu w okolicę Dziurawego Kotła, rozdzielił się z Brygadzistką, którą mu przydzielono w zastępstwie na ten wieczór. Dziewczyna była zmęczona, toteż pozwolił jej coś przekąsić w pubie. Ktoś musiał być ''tym dobrym'', a wątpił, aby po powrocie do Ministerstwa Magii ktokolwiek wypuścił ją na jakiś dłuższy posiłek przed następną przerwą. W tym czasie Erik postanowił rozejrzeć się po mugolskiej dzielnicy Londynu. A konkretnie jednym z placów.
Odkąd odbył krótką wycieczkę po obozie cyrkowców, nie słyszał na nich żadnych skarg, jednak... Skoro już był w okolicy, to równie dobrze mógł do nich zajrzeć. Jak porządny pracownik sił bezpieczeństwa Ministerstwa Magii. Tego, czego nie spodziewał się ujrzeć po zjawieniu się na placu była kobieta... myjąca (?) wielkiego lwa. Erik zatrzymał się w pół kroku, przez kilka sekund rozważając obrócenie się na pięcie i powrót do baru. Jako czarodziej ''widział'' trochę więcej niż mugole i naprawdę miał nadzieję, że...
— Te zaklęcia zwodzące, na które się z wami umawiałem, faktycznie działają, prawda? — rzucił z nadzieją, podnosząc nieco głos i zbliżając się ostrożnie do Bestyjki. A może bestyjek? Czy lew faktycznie był niebezpieczny? — Erik... Erik Longbottom. Biuro Brygady Uderzeniowej Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Brytyjskie Ministerstwo Magii. Dzień dobry, to jest: dobry wieczór. Rozmawiałem z pani... eee… koleżankami jakiś czas temu. Były na was skargi... Ekhm.
Wychodził z założenia, że w tak małej grupie, jaką byli cyrkowcy, wieści rozchodziły się dosyć szybko i wiadomość o tym, że Najdroższy Czarodziej Wielkiej Brytanii poszedł im na rękę, rozejdzie się po obozie lotem błyskawicy. Tylko czy faktycznie tak było?
— Ten tygrys mógłby kogoś nastraszyć — mruknął, nieświadomie myląc zwierzaki. — Zaklęcia działają, prawda?
Tym razem nie wracał jednak z treningu, a był na patrolu. A właściwie, to powoli zbliżał się do jego końca, bo po parokrotnym okrążeniu ulicy Pokątnej i przejściu w okolicę Dziurawego Kotła, rozdzielił się z Brygadzistką, którą mu przydzielono w zastępstwie na ten wieczór. Dziewczyna była zmęczona, toteż pozwolił jej coś przekąsić w pubie. Ktoś musiał być ''tym dobrym'', a wątpił, aby po powrocie do Ministerstwa Magii ktokolwiek wypuścił ją na jakiś dłuższy posiłek przed następną przerwą. W tym czasie Erik postanowił rozejrzeć się po mugolskiej dzielnicy Londynu. A konkretnie jednym z placów.
Odkąd odbył krótką wycieczkę po obozie cyrkowców, nie słyszał na nich żadnych skarg, jednak... Skoro już był w okolicy, to równie dobrze mógł do nich zajrzeć. Jak porządny pracownik sił bezpieczeństwa Ministerstwa Magii. Tego, czego nie spodziewał się ujrzeć po zjawieniu się na placu była kobieta... myjąca (?) wielkiego lwa. Erik zatrzymał się w pół kroku, przez kilka sekund rozważając obrócenie się na pięcie i powrót do baru. Jako czarodziej ''widział'' trochę więcej niż mugole i naprawdę miał nadzieję, że...
— Te zaklęcia zwodzące, na które się z wami umawiałem, faktycznie działają, prawda? — rzucił z nadzieją, podnosząc nieco głos i zbliżając się ostrożnie do Bestyjki. A może bestyjek? Czy lew faktycznie był niebezpieczny? — Erik... Erik Longbottom. Biuro Brygady Uderzeniowej Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Brytyjskie Ministerstwo Magii. Dzień dobry, to jest: dobry wieczór. Rozmawiałem z pani... eee… koleżankami jakiś czas temu. Były na was skargi... Ekhm.
Wychodził z założenia, że w tak małej grupie, jaką byli cyrkowcy, wieści rozchodziły się dosyć szybko i wiadomość o tym, że Najdroższy Czarodziej Wielkiej Brytanii poszedł im na rękę, rozejdzie się po obozie lotem błyskawicy. Tylko czy faktycznie tak było?
— Ten tygrys mógłby kogoś nastraszyć — mruknął, nieświadomie myląc zwierzaki. — Zaklęcia działają, prawda?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞