21.06.2024, 21:13 ✶
Zerknęła na niego, zaciągając się papierosem.
Nie umieraj zbyt szybko co?
Na te słowa uśmiechnęła się lekko. Tylko Sam wiedział, jak ważne to było dla niej i jej rodziny. Sam był częścią Kniei. Jeżeli to potrwa miesiąc dłużej, rok, dwa, dekadę - to fizycznie nie umrze, ale umrze jej dusza. Nie można było ich trzymać z daleka od Kniei Godryka. Nie ją, nie jej ojca, nie matkę. Nikogo, kto na nazwisko miał Greengrass.
- Chciałabym ci odpowiedzieć jak prawdziwa dama, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy poza "tere fere" - odpowiedziała, lekko wzruszając ramionami. Odrobinę się rozchmurzyła, ale smutek wciąż gdzieś czaił się w jej oczach. Smutek i niepokój. Szła lekkim krokiem obok niego, nie podejmując więcej tego tematu. Nie podejmowała go, bo wiedziała, że on również wie. Wie, co ona czuje bo sam to czuł. Że również był częścią tego kręgu tak samo mocno, jak jej rodzina. Czasem się zastanawiała, czy przypadkiem w jego krwi nie płynęła krew jej przodków. Jakaś malutka kropelka, która sprawiała, że las go wołał, że przyciągał do siebie i kazał się bronić. Tylko... jeśli by tak było, to las powinien bronić jego, nie na odwrót, prawda?
Milczała, a gdy skończyła papierosa, kucnęła i zgasiła go o ziemię. Niedopałek jednak otoczyła magiczną bańką, a ją włożyła do torebki, do specjalnego woreczka. Nie śmieciła - szanowała przyrodę, nigdy by nie przyszło jej do głowy, żeby zostawić chociażby skrawek śmiecia za sobą.
- A gdy ty wejdziesz z innymi, by chronić Knieję, Knieja ochroni ciebie. Bo będę tuż obok - powiedziała poważnie, a jej niebieskie oczy utkwione były w ciemnej gęstwinie. Kiedyś, nie tak dawno temu, słyszała jak las ją wołał. Jak szeptał, jak kusił, nęcił, ostrzegał. A teraz nie słyszała nic poza szumem liści. Z pozoru spokojnym, lecz jednocześnie tak przerażającym, że mimowolnie wzdłuż jej kręgosłupa przeszedł nieprzyjemny dreszcz. - Drzewa mogą milczeć, lecz nie pozostaną bierne w obliczu zagrożenia.
Powiedziała z takim przekonaniem, jakby sama w to wierzyła. Być może tak było - wierzyła że cokolwiek sprawiło, że Knieja zamilkła, nie sprawiło, że straciła swoją moc.
Nie umieraj zbyt szybko co?
Na te słowa uśmiechnęła się lekko. Tylko Sam wiedział, jak ważne to było dla niej i jej rodziny. Sam był częścią Kniei. Jeżeli to potrwa miesiąc dłużej, rok, dwa, dekadę - to fizycznie nie umrze, ale umrze jej dusza. Nie można było ich trzymać z daleka od Kniei Godryka. Nie ją, nie jej ojca, nie matkę. Nikogo, kto na nazwisko miał Greengrass.
- Chciałabym ci odpowiedzieć jak prawdziwa dama, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy poza "tere fere" - odpowiedziała, lekko wzruszając ramionami. Odrobinę się rozchmurzyła, ale smutek wciąż gdzieś czaił się w jej oczach. Smutek i niepokój. Szła lekkim krokiem obok niego, nie podejmując więcej tego tematu. Nie podejmowała go, bo wiedziała, że on również wie. Wie, co ona czuje bo sam to czuł. Że również był częścią tego kręgu tak samo mocno, jak jej rodzina. Czasem się zastanawiała, czy przypadkiem w jego krwi nie płynęła krew jej przodków. Jakaś malutka kropelka, która sprawiała, że las go wołał, że przyciągał do siebie i kazał się bronić. Tylko... jeśli by tak było, to las powinien bronić jego, nie na odwrót, prawda?
Milczała, a gdy skończyła papierosa, kucnęła i zgasiła go o ziemię. Niedopałek jednak otoczyła magiczną bańką, a ją włożyła do torebki, do specjalnego woreczka. Nie śmieciła - szanowała przyrodę, nigdy by nie przyszło jej do głowy, żeby zostawić chociażby skrawek śmiecia za sobą.
- A gdy ty wejdziesz z innymi, by chronić Knieję, Knieja ochroni ciebie. Bo będę tuż obok - powiedziała poważnie, a jej niebieskie oczy utkwione były w ciemnej gęstwinie. Kiedyś, nie tak dawno temu, słyszała jak las ją wołał. Jak szeptał, jak kusił, nęcił, ostrzegał. A teraz nie słyszała nic poza szumem liści. Z pozoru spokojnym, lecz jednocześnie tak przerażającym, że mimowolnie wzdłuż jej kręgosłupa przeszedł nieprzyjemny dreszcz. - Drzewa mogą milczeć, lecz nie pozostaną bierne w obliczu zagrożenia.
Powiedziała z takim przekonaniem, jakby sama w to wierzyła. Być może tak było - wierzyła że cokolwiek sprawiło, że Knieja zamilkła, nie sprawiło, że straciła swoją moc.