Ta interakcja była dla niego męcząca. Spinał się przed chwilą, zaraz zacznie boleć go ciało. Niby nie był aż tak koszmarny w rozmowy w cztery oczy, ale... no to nie była komfortowa rozmowa, a on wszystko przeżywał sto razy mocniej niż inni.
- Oh, a to trzeba przyjść gdzieś w tym konkretnym celu, żeby komuś dojebać? Chyba pora zajebać komuś zmieniacz czasu, bo mogłem popełnić w życiu kilka błędów.
Tylko bogowie wiedzieli, czy on naprawdę był taki durny, czy jednak go opętało. A może to po prostu uzależnienie od cukru i rozjebany cykl dnia i nocy?
- Taa, prawie takie jak stopy twojej matki - powiedział spokojnie, obserwując to jak Maeve śmieje się na całe gardło. Spokojnie? Ba, on to powiedział z grobową wręcz miną, jakby traktował ten tekst śmiertelnie poważnie. Nie wziął od niej tego popcornu, stał tak w bezruchu jak słup soli, może ktoś zapomniał wgrać mu skrypt od poruszania kończynami, wpatrywał się w nią z miną niewyrażającą żadnych emocji. Cisza. Cisza. Bardzo długa cisza i nagle nabrał powietrza w usta, jakby sobie o czymś przypomniał. - Dobra, skoro się pobrechtałaś i niczego ode mnie nie chcesz, to ja stąd spierdalam - oznajmił. No bo co miał kurwa zrobić? Usunąć jej pamięć o swojej egzystencji? Od takich trików był Bletchley, on budował pułapki i obijał ludziom gęby. W żadną pułapkę nie miała szansy wejść, gęby obić jej też nie powinien, niezależnie od tego czy kłamała na temat celu swojej wizyty w Fantasmagorii, czy nie. Mieli już kłopoty z Fontaine, nie musieli mieć bezpośredniego konfliktu z Changami. - Nie widziałaś mnie tutaj - wykonał taki teatralny gest - rozłożył ręce, jakby kończył występ na Arenie i uśmiechnął się krzywo, eksponując kiepsko wyglądające zęby i absolutny brak mimiki scenicznej. Wspaniale skakał i generalnie wybitnie poruszał się jako akrobata, ale talentu aktorskiego to ten człowiek nie miał za grosz.
Jeżeli zostawiła go w spokoju, to odszedł.
- Oh, a to trzeba przyjść gdzieś w tym konkretnym celu, żeby komuś dojebać? Chyba pora zajebać komuś zmieniacz czasu, bo mogłem popełnić w życiu kilka błędów.
Tylko bogowie wiedzieli, czy on naprawdę był taki durny, czy jednak go opętało. A może to po prostu uzależnienie od cukru i rozjebany cykl dnia i nocy?
- Taa, prawie takie jak stopy twojej matki - powiedział spokojnie, obserwując to jak Maeve śmieje się na całe gardło. Spokojnie? Ba, on to powiedział z grobową wręcz miną, jakby traktował ten tekst śmiertelnie poważnie. Nie wziął od niej tego popcornu, stał tak w bezruchu jak słup soli, może ktoś zapomniał wgrać mu skrypt od poruszania kończynami, wpatrywał się w nią z miną niewyrażającą żadnych emocji. Cisza. Cisza. Bardzo długa cisza i nagle nabrał powietrza w usta, jakby sobie o czymś przypomniał. - Dobra, skoro się pobrechtałaś i niczego ode mnie nie chcesz, to ja stąd spierdalam - oznajmił. No bo co miał kurwa zrobić? Usunąć jej pamięć o swojej egzystencji? Od takich trików był Bletchley, on budował pułapki i obijał ludziom gęby. W żadną pułapkę nie miała szansy wejść, gęby obić jej też nie powinien, niezależnie od tego czy kłamała na temat celu swojej wizyty w Fantasmagorii, czy nie. Mieli już kłopoty z Fontaine, nie musieli mieć bezpośredniego konfliktu z Changami. - Nie widziałaś mnie tutaj - wykonał taki teatralny gest - rozłożył ręce, jakby kończył występ na Arenie i uśmiechnął się krzywo, eksponując kiepsko wyglądające zęby i absolutny brak mimiki scenicznej. Wspaniale skakał i generalnie wybitnie poruszał się jako akrobata, ale talentu aktorskiego to ten człowiek nie miał za grosz.
Jeżeli zostawiła go w spokoju, to odszedł.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.