22.06.2024, 01:41 ✶
Atreus trochę chciał, żeby był to jeden wielki żart, bo kiedy wypowiadał na głos te słowa cała ta sytuacja wyglądała na jeden wielki absurd. Nie wspomniał nawet o tym, że Robert próbował zablokować całą świeczkową sprzedaż i że w związku z tym jak na komendę zaczęły się po nie zgłaszać kolejne osoby. Ba, sam kupił przecież całą skrzynkę i jeszcze nie zdecydował co takiego z tym zrobi, bo żarty żartami, ale na co mu to? Mógł co najwyżej wysłać Hadesowi, żeby obił Mulciberowi mordę kutasem, skoro był taki na niego cięty.
- Oj tam, jestem pewien, że Ted nie miałby nic przeciwko - wyprostował się nieco, zaciągając papierosem. Zmarłym raczej było wszystko jedno, a osoby które pracowały przy takich miejscach? Połowę pewnie już dopadła znieczulica. Ale z pewnym zafascynowaniem i delikatnym uśmiechem obserwował wykwit wesołości na jej aurze, kiedy próbowała nie chichotać.
- Szczerze? Niezbyt zajmował mi głowę do tej pory. Nawet niespecjalnie mnie interesowała ta cała afera z honorowym pojedynkiem, bo może i z chęcią robiłem za sekundanta, ale takie kotłowanie się? Serio? Gdyby Louvain przegrał z kretesem, pisemka zaraz by się rozwrzeszczały, zwyczajnie szydząc z niego i Loretty do żywego. Był remis, więc połowa była niepewna co w ogóle o tym myśleć, bo gdzie w tym honor jego bliźniaczki? Głupota - Atreus, wbrew pozorom, nie był przesadnym fanem głupiego nawalania się o panny. Przynajmniej nie, kiedy rzeczona kobieta miała coś przy tym do stracenia. Chociaż, czy reputacja Lotty mogła jeszcze bardziej ucierpieć?
- Myślę - powiedział powoli, bawiąc się papierosem między palcami. - że to nie Loretta zajmuje mi myśli, a ktoś inny. - odchrząknął. - W każdym razie, nasz drogi Philipek dostał w mordę, ponieważ skrzywdził Laurenta. Ale nie chcę o tym rozmawiać - uciął, nawet jeśli jego głos nawet na chwilę nie przybrał na szorstkości. Te sprawy były tylko Laurenta i tylko on miał prawo decydować o tym, jak wiele z tego powie innym. Stała się krzywda i tyle, aż tyle. - Chodź, chyba coś od nas chcą - rzucił jeszcze, podnosząc rękę i dając koronerowi znać, że już idą.
- Oj tam, jestem pewien, że Ted nie miałby nic przeciwko - wyprostował się nieco, zaciągając papierosem. Zmarłym raczej było wszystko jedno, a osoby które pracowały przy takich miejscach? Połowę pewnie już dopadła znieczulica. Ale z pewnym zafascynowaniem i delikatnym uśmiechem obserwował wykwit wesołości na jej aurze, kiedy próbowała nie chichotać.
- Szczerze? Niezbyt zajmował mi głowę do tej pory. Nawet niespecjalnie mnie interesowała ta cała afera z honorowym pojedynkiem, bo może i z chęcią robiłem za sekundanta, ale takie kotłowanie się? Serio? Gdyby Louvain przegrał z kretesem, pisemka zaraz by się rozwrzeszczały, zwyczajnie szydząc z niego i Loretty do żywego. Był remis, więc połowa była niepewna co w ogóle o tym myśleć, bo gdzie w tym honor jego bliźniaczki? Głupota - Atreus, wbrew pozorom, nie był przesadnym fanem głupiego nawalania się o panny. Przynajmniej nie, kiedy rzeczona kobieta miała coś przy tym do stracenia. Chociaż, czy reputacja Lotty mogła jeszcze bardziej ucierpieć?
- Myślę - powiedział powoli, bawiąc się papierosem między palcami. - że to nie Loretta zajmuje mi myśli, a ktoś inny. - odchrząknął. - W każdym razie, nasz drogi Philipek dostał w mordę, ponieważ skrzywdził Laurenta. Ale nie chcę o tym rozmawiać - uciął, nawet jeśli jego głos nawet na chwilę nie przybrał na szorstkości. Te sprawy były tylko Laurenta i tylko on miał prawo decydować o tym, jak wiele z tego powie innym. Stała się krzywda i tyle, aż tyle. - Chodź, chyba coś od nas chcą - rzucił jeszcze, podnosząc rękę i dając koronerowi znać, że już idą.
Koniec sesji