22.06.2024, 02:23 ✶
Lekko zamarł, gdy do jego uszu doszedł zapach chrapania. Z jakiegoś powodu kompletnie zapomniał, że na parterze mieszkała jeszcze jakaś kobieta. Taki brak rozpoznania był dość nierozsądne, ale na dobrą sprawę ciężko było odnaleźć w tym wszystkim chociażby nutkę profesjonalizmu. Bo przecież czynny auror zdecydowanie nie powinien się gdziekolwiek włamywać, nawet jeśli kierowały nim dobre intencje. Szczególnie jeśli nie miał takiego rozkazu. Orion działał na własną rękę. Dopiero teraz zaczynało do niego docierać to, jak bardzo nierozsądnie postąpił. Co Ty sobie myślałeś do jasnej cholery? — skarcił w głowie samego siebie, nerwowo ściskając w palcach różdżkę. Pierwszy raz działał poza granicą swoich obowiązków i nie napawało go to szczególnym optymizmem. Im dłużej o tym myślał, tym większy czuł niepokój. W żołądku pojawiła się gula, która po kilku chwilach przybrała nieprzyjemnie duże rozmiary i zaczęła mu ciążyć. Stres powoli przejmował nad nim kontrolę, nie pozwalając na chłodną kalkulację. W głowie przeliczył wszystkie przepisy, które złamał, działając w ten sposób, co nie poprawiło mu nastroju. Podświadomość niezwykle mocno namawiała go do wyjścia z budynku i zapomnienia o całej sprawie, ale wiedział, że nie może. Wizje, których doświadczył, wciąż tkwiły w jego głowie. Coś tutaj zdecydowanie było nie tak. Nie mógł zostawić znajomego w potrzebie. Nawet jeśli inni nie widzieli tego zagrożenia. Nerwowo zaciągnął kilka kosmyków za ucho, po czym rozejrzał się po pomieszczeniu. Wdech, wydech. Dasz radę.
Pierwszy krok, drugi. Powoli wracała do niego pewność siebie. Wciąż nie czuł się za dobrze z łamaniem prawa, ale wiedział, że nie może tego tak zostawić. Byłoby to równe zostawieniu kogoś na pastwę losu, potencjalnie nawet na śmierć. Oświetlając sobie drogę różdżką, dość szybko znalazł schody, po których udał się na piętro. To właśnie tam znajdowało się mieszkanie Basila.
Gdy dotarł pod odpowiednie drzwi, zatrzymał się na chwilę, próbując zebrać myśli. Wyrzuty sumienia mieszały się ze stresem, a wszystko to podbijała faktyczna troska o znajomego. Jeśli wizje były prawdziwe... Potrząsnął lekko głową, chcąc odrzucić nieprzyjemne myśli, po czym nacisnął klamkę, powoli wchodząc do pomieszczenia. Światło z jego różdżki powoli rozświetliło pokój, ukazując mu chaos, o którym wcześniej słyszał. Pochłonęło go to na tyle, że dopiero po sekundzie dotarło do niego, że w oknie widzi ludzką sylwetkę. Mimowolnie spiął swoje ciało, wycelowując różdżkę, ale nim zdążył zrobić cokolwiek więcej, usłyszał znajomy głos. Co do cholery robiła tutaj Brenna Longbottom i dlaczego stała na parapecie?
Mimo sporego zaskoczenia lekko się uśmiechnął, po czym zamarł, widząc skierowaną w siebie różdżkę. Było to dla niego na tyle nienaturalne, że mimowolnie poczuł się zagrożony. Tym razem nie pozwolił jednak wygrać natrętnym myślom. Znał ją zbyt długo, żeby teraz się na tym przejechać. Prawda?
— Mógłbym ci zadać to samo pytanie — rzucił w końcu, po czym powoli opuścił różdżkę, wciąż utrzymując zaklęcie. Dlaczego stała na tym parapecie? — Przyszedłem się rozejrzeć. Wiem, że Brygada już tutaj była, ale Basil to mój znajomy, a poza tym... miałem wizję. Coś się stało i nie było to nic dobrego — dokończył, powoli artykułując ostatnie słowa. Naprawdę miał nadzieję, że nie przejdzie się na tym kredycie zaufania.
— Uważam, że coś mu się stało — dodał jeszcze, zerkając nerwowo w stronę kobiety.
Pierwszy krok, drugi. Powoli wracała do niego pewność siebie. Wciąż nie czuł się za dobrze z łamaniem prawa, ale wiedział, że nie może tego tak zostawić. Byłoby to równe zostawieniu kogoś na pastwę losu, potencjalnie nawet na śmierć. Oświetlając sobie drogę różdżką, dość szybko znalazł schody, po których udał się na piętro. To właśnie tam znajdowało się mieszkanie Basila.
Gdy dotarł pod odpowiednie drzwi, zatrzymał się na chwilę, próbując zebrać myśli. Wyrzuty sumienia mieszały się ze stresem, a wszystko to podbijała faktyczna troska o znajomego. Jeśli wizje były prawdziwe... Potrząsnął lekko głową, chcąc odrzucić nieprzyjemne myśli, po czym nacisnął klamkę, powoli wchodząc do pomieszczenia. Światło z jego różdżki powoli rozświetliło pokój, ukazując mu chaos, o którym wcześniej słyszał. Pochłonęło go to na tyle, że dopiero po sekundzie dotarło do niego, że w oknie widzi ludzką sylwetkę. Mimowolnie spiął swoje ciało, wycelowując różdżkę, ale nim zdążył zrobić cokolwiek więcej, usłyszał znajomy głos. Co do cholery robiła tutaj Brenna Longbottom i dlaczego stała na parapecie?
Mimo sporego zaskoczenia lekko się uśmiechnął, po czym zamarł, widząc skierowaną w siebie różdżkę. Było to dla niego na tyle nienaturalne, że mimowolnie poczuł się zagrożony. Tym razem nie pozwolił jednak wygrać natrętnym myślom. Znał ją zbyt długo, żeby teraz się na tym przejechać. Prawda?
— Mógłbym ci zadać to samo pytanie — rzucił w końcu, po czym powoli opuścił różdżkę, wciąż utrzymując zaklęcie. Dlaczego stała na tym parapecie? — Przyszedłem się rozejrzeć. Wiem, że Brygada już tutaj była, ale Basil to mój znajomy, a poza tym... miałem wizję. Coś się stało i nie było to nic dobrego — dokończył, powoli artykułując ostatnie słowa. Naprawdę miał nadzieję, że nie przejdzie się na tym kredycie zaufania.
— Uważam, że coś mu się stało — dodał jeszcze, zerkając nerwowo w stronę kobiety.