22.06.2024, 03:33 ✶
Teoretycznie w domu nigdy nie groziło mu nic złego, ale chyba był już nauczony własnym doświadczeniem, że cokolwiek nie robił, to tak jakby był łapany na gorącym uczynku. Teraz, kiedy Orion zamajaczył na krawędzi widzenia, to był zwyczajny odruch. A kiedy tylko sobie uświadomił że ma do czynienia z bratem, skrzywił się nieznacznie.
- Niespodziewana interwencja - powiedział krótko, jakby licząc na to że to wyjaśni wszystko. Bo co miał mu powiedzieć? Najmocniej przepraszam, ale kurwa nie wiem, bo sobie kichnąłem i mnie teleportowało na Podziemne Ścieżki?
Orion to nie była Florence. Z jakiegoś powodu Atreus to jej o wiele chętniej wykładał co też takiego się popsuło w pracy, albo jak stała mu się krzywda. Po części była to kwestia tego, że to siostra właśnie, kiedy byli dzieciakami, zajmowała się młodszym rodzeństwem i krewnymi na rodzinnych spędach. Ale co ważniejsze - pewne aspekty pracy aurora jej umykały. Atreus szczerze nie chciał wspominać o tych drobnych rzezimieszkach, z bardzo prostego powodu - musiałby wspomnieć o Brennie. I tym, że teleportował się praktycznie przed nią. Nie miał zamiaru tego robić nie tylko dlatego, jak niepewnie czuł się po zerwaniu z nią więzi, ale też z prostego powodu że nie wiedział o co w ogóle chodziło w tej całej utarczce.
A przecież dodatkowo Longbottom prosiła, żeby to zostało między nimi.
- Nie martw się, żadna sprawa. Zwykły wypad do monopolowego za paczką papierosów. Ale ręce, to ty trzymaj przy sobie. Nic mi nie jest, a jak się umyję to nic nie będzie nawet widać - jak na zawołanie, sięgnął znowu po butelkę z ognistą, ale nie wlał jej sobie do szklanki. Zamiast tego złapał za serwetkę czy inną narzutkę na stół i zmoczył ją, zaraz biorąc się za oczyszczanie twarzy. Jakkolwiek doraźne to nie było, jako tako działało, zbierając rozmazaną, nieco skrzepniętą krew z twarzy.
- Żadne przynajmniej kilka dni. Jutro Lammas, potem powiem Florence żeby zrobiła swoją magię i dała mi coś na siniaki, albo założyła ładne zaklęcie ukrywające.
Nie było niczego nadzwyczajnego w tym, że nie chciał iść do siostry. Bo zawsze, kiedy ktoś mu kazał zobaczyć medyka, to wzbraniał się nogami i rękami, póki sam nie uznał za stosowne że to już czas przestać dramatyzować i poprosić o naklejkę dzielnego pacjenta.
- Eee... nie. - zamrugał, nieco zbity z tropu tym pytaniem. Bo poza faktem, że czasem o nim napisali w gazetach to niby nic nadzwyczajnego.
- Niespodziewana interwencja - powiedział krótko, jakby licząc na to że to wyjaśni wszystko. Bo co miał mu powiedzieć? Najmocniej przepraszam, ale kurwa nie wiem, bo sobie kichnąłem i mnie teleportowało na Podziemne Ścieżki?
Orion to nie była Florence. Z jakiegoś powodu Atreus to jej o wiele chętniej wykładał co też takiego się popsuło w pracy, albo jak stała mu się krzywda. Po części była to kwestia tego, że to siostra właśnie, kiedy byli dzieciakami, zajmowała się młodszym rodzeństwem i krewnymi na rodzinnych spędach. Ale co ważniejsze - pewne aspekty pracy aurora jej umykały. Atreus szczerze nie chciał wspominać o tych drobnych rzezimieszkach, z bardzo prostego powodu - musiałby wspomnieć o Brennie. I tym, że teleportował się praktycznie przed nią. Nie miał zamiaru tego robić nie tylko dlatego, jak niepewnie czuł się po zerwaniu z nią więzi, ale też z prostego powodu że nie wiedział o co w ogóle chodziło w tej całej utarczce.
A przecież dodatkowo Longbottom prosiła, żeby to zostało między nimi.
- Nie martw się, żadna sprawa. Zwykły wypad do monopolowego za paczką papierosów. Ale ręce, to ty trzymaj przy sobie. Nic mi nie jest, a jak się umyję to nic nie będzie nawet widać - jak na zawołanie, sięgnął znowu po butelkę z ognistą, ale nie wlał jej sobie do szklanki. Zamiast tego złapał za serwetkę czy inną narzutkę na stół i zmoczył ją, zaraz biorąc się za oczyszczanie twarzy. Jakkolwiek doraźne to nie było, jako tako działało, zbierając rozmazaną, nieco skrzepniętą krew z twarzy.
- Żadne przynajmniej kilka dni. Jutro Lammas, potem powiem Florence żeby zrobiła swoją magię i dała mi coś na siniaki, albo założyła ładne zaklęcie ukrywające.
Nie było niczego nadzwyczajnego w tym, że nie chciał iść do siostry. Bo zawsze, kiedy ktoś mu kazał zobaczyć medyka, to wzbraniał się nogami i rękami, póki sam nie uznał za stosowne że to już czas przestać dramatyzować i poprosić o naklejkę dzielnego pacjenta.
- Eee... nie. - zamrugał, nieco zbity z tropu tym pytaniem. Bo poza faktem, że czasem o nim napisali w gazetach to niby nic nadzwyczajnego.