To nie tak, że Gerry skreślała Thomasa przez to, że miał pretensje o działania jej brata i dlatego nie chciała jego pomocy, ona ogólnie miała z tym problem. Nie lubiła pokazywać swoich słabości, prosić o wsparcie, wolała stawiać na samowystarczalność. W przypadku Thorana i tak zaczęła przekraczać swoje granice, bo wielu znajomych pomogło jej już swoją wiedzą w rozwiązaniu tej zagadki. Dzięki nim wiedziała, z czym ma do czynienia, a nie chciała nadużywać ich wsparcia.
- Jasne, to zrozumiałe. - Uśmiechnęła się przy tym ledwie widocznie, kącikiem ust. Nie widziała nic złego w tym, że Thomas jasno postawił sprawę. Nie była dla niego nikim ważnym, ot jakaś baba, której brat nieco uprzykrzył życie jemu i jego siostrze.
Mogła walczyć z potworami, jasne nie było w niej strachu kiedy mierzyła się z najróżniejszymi, niebezpiecznymi potworami. Sytuacja zmieniała się jednak, gdy chodziło o ludzi. Panna Yaxley nie była świetnym mówcom, nie potrafiła przekonywać do siebie ludzi, nie należała do osób, które się kochało. Wzbudzała raczej mieszane i dość kontrowersyjne emocje. Często mówili, że jest mordercą, bo nie kryła się z tym, czym się zajmuje, w jaki sposób zarabia na życie. Kto wiedział, jak odbiorą ją matki brytyjki, które na pewno były już dość negatywnie nastawione do ich rodziny. Nie umiała też zbytnio trzymać emocji na wodzy, była bezpośrednia, co zapewne nie ułatwi tych negocjacji, chociaż miała gdzieś z tyłu głowy myśl, że musi być opanowana, żeby wypić to piwo, którego nawarzył jej nieistniejący brat.
- Dzięki, średnio radzę sobie z ludźmi. - Dorzuciła jeszcze krótkie wyjaśnienie, lubiła stawiać sprawy jasno. Chciała, żeby Thomas wiedział na czym stoją. Na całe szczęście nie miał zamiaru zostawić jej z tym samej.
- Możesz mieć rację, lepiej mieć to już za sobą. - Nie było sensu zwlekać. Dopiła jednym haustem zawartość swojego kubka, szkoda było tej kawy, chociaż nie był to może najlepszy napój, jaki piła w swoim życiu.
- Teraz jestem gotowa. Chodźmy, one urzędują w jakimś przedszkolu, czy gdzie? - Nie do końca zdawała sobie sprawę, jak działają takie dziecięce spędy, bo sama w ogóle nie znała się na dzieciach, były to kolejne potwory których się bała.