22.06.2024, 11:41 ✶
– To świetna mikstura, ale zdecydowanie nie powinnaś podchodzić z nią do morderczej, zmutowanej rośliny z bardzo, bardzo ostrymi kolcami – powiedziała Brenna. Było w tym sporo hipokryzji, uświadomionej bądź nie, bo sama by do tej rośliny podeszła, gdyby uznała to za konieczne, za to za żadne skarby nie pozwoliłaby na to Olivii Quirke. A może tylko jednak wbite do głowy rozróżnienie na cywili i nie cywili – bo chociaż w innym towarzystwie też wolałaby zrobić to sama, to już gdyby narażał się tak auror albo bumowiec, musiałaby to zaakceptować.
*
Brenna nawykła do wysiłku: biegała, gdy tylko miała na to czas, trenowała z bratem szermierkę i dopóki Mavelle nie opuściła niedawno Anglii, regularnie ćwiczyła z nią walkę wręcz. Uważała się za sprawną fizycznie, ale okazało się, że wymachiwanie łopatą jest dużo bardziej męczące niż mogłaby podejrzewać, a musiały sprawdzić całkiem spory obszar. Brenna zaś miała za sobą dość długi dzień, spędzony głównie na pracy. Ona pod koniec tej roboty też więc zmachała się podobnie jak Quirke i wiedziała, że przed kolejnym tej nocy spotkaniem będzie musiała wziąć szybki prysznic i koniecznie zmienić te ubrudzone ziemią ciuchy.
– Być może… – mruknęła, odrzucając łopatę. – Odsuńmy się na wszelki wypadek, dobrze? – poprosiła, samej odchodząc nieco od dziury i wyciągając różdżkę. Może i niektórzy uważali, że miała życzenie śmierci, ale tak naprawdę wolała żyć i nie chciała żadnej z nich narażać na niebezpieczeństwo. Nie miała zamiaru skończyć jak Dylan czy Jasemine i nie planowała pozwolić, aby spotkało to Olivię. Dlatego resztę ziemi usunęła za pomocą zaklęcia, a potem ostrożnie wylewitowała płócienny, poszarpany worek, w którym musiała znajdować się jakaś skrzyneczka.
Przypatrywała się jej przez chwilę, a potem… znów umieściła ją w dziurze.
– Myślę, że przyślę tutaj klątwołamacza, zapłacę komuś albo poproszę o przysługę – stwierdziła, zaklęciem z powrotem zrzucając ziemię. – Nie chciałabym, żebyśmy coś wybuchły, wiesz, siebie na przykład, nie za bardzo umiem się z takimi przedmiotami obchodzić… – dodała, posyłając Olivii uśmiech, trochę zmęczony, ale pełen satysfakcji.
Bo ostatecznie nawet jeśli to nie był ten sam naszyjnik, to coś osiągnęły, a sytuacja zdawała się dotąd beznadziejna. I chociaż musiał pojawić się tutaj jeszcze klątwołamacz, to… można było powiedzieć, że odwaliły kawał dobrej roboty i na razie mogły się stąd zbierać.
*
Brenna nawykła do wysiłku: biegała, gdy tylko miała na to czas, trenowała z bratem szermierkę i dopóki Mavelle nie opuściła niedawno Anglii, regularnie ćwiczyła z nią walkę wręcz. Uważała się za sprawną fizycznie, ale okazało się, że wymachiwanie łopatą jest dużo bardziej męczące niż mogłaby podejrzewać, a musiały sprawdzić całkiem spory obszar. Brenna zaś miała za sobą dość długi dzień, spędzony głównie na pracy. Ona pod koniec tej roboty też więc zmachała się podobnie jak Quirke i wiedziała, że przed kolejnym tej nocy spotkaniem będzie musiała wziąć szybki prysznic i koniecznie zmienić te ubrudzone ziemią ciuchy.
– Być może… – mruknęła, odrzucając łopatę. – Odsuńmy się na wszelki wypadek, dobrze? – poprosiła, samej odchodząc nieco od dziury i wyciągając różdżkę. Może i niektórzy uważali, że miała życzenie śmierci, ale tak naprawdę wolała żyć i nie chciała żadnej z nich narażać na niebezpieczeństwo. Nie miała zamiaru skończyć jak Dylan czy Jasemine i nie planowała pozwolić, aby spotkało to Olivię. Dlatego resztę ziemi usunęła za pomocą zaklęcia, a potem ostrożnie wylewitowała płócienny, poszarpany worek, w którym musiała znajdować się jakaś skrzyneczka.
Przypatrywała się jej przez chwilę, a potem… znów umieściła ją w dziurze.
– Myślę, że przyślę tutaj klątwołamacza, zapłacę komuś albo poproszę o przysługę – stwierdziła, zaklęciem z powrotem zrzucając ziemię. – Nie chciałabym, żebyśmy coś wybuchły, wiesz, siebie na przykład, nie za bardzo umiem się z takimi przedmiotami obchodzić… – dodała, posyłając Olivii uśmiech, trochę zmęczony, ale pełen satysfakcji.
Bo ostatecznie nawet jeśli to nie był ten sam naszyjnik, to coś osiągnęły, a sytuacja zdawała się dotąd beznadziejna. I chociaż musiał pojawić się tutaj jeszcze klątwołamacz, to… można było powiedzieć, że odwaliły kawał dobrej roboty i na razie mogły się stąd zbierać.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.