22.06.2024, 13:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.06.2024, 15:17 przez Brenna Longbottom.)
Brenna powstrzymała jakimś cudem odruch poproszenia Millie, by się przypadkiem nie oddalała, nie wylatywała za wysoko ponad drzewa i może jeszcze spytania, czy na pewno nie jest za lekko ubrana na takie loty, powtarzając sobie w duchu, że Moody jest dorosła, starsza od niej i ogólnie to owszem, czasem trzeba przypilnować, by się przypadkiem nie zabiła, ale nie można traktować jej jak małego dziecka. Kiwnęła więc tylko głową, kiedy Thomas zamienił się w owczarka, a Miles wskoczyła na miotłę i odbiła się od ziemi. Nie skomentowała i jej morderczych planów wobec Lydii, bo sama nie miała pojęcia, co właściwie powinni zrobić. Postąpienie zgodnie z procedurami oznaczało potencjalne ryzyko wydania kryjówki, ale przecież nie mogli ot tak, po prostu, zabić czy uwięzić kobiety na własną rękę – zwłaszcza że nie byli wcale pewni, czy historia, którą poskładali z fragmentów, była tą prawdziwą.
Niewinna, póki nie udowodni się jej winy. Brenna mogła podejrzewać, ale była daleka od wydawania wyroków.
Zmysły Thomasa zmieniły się wraz z nim. W nozdrza uderzyły zapachy, do tej pory niewyczuwalne wcale albo ledwo. Czuł woń drzew i ziemi, wilgotnej po tym, jak nad ranem przez chwilę padało. Zapach kosmetyków używanych przez Thomasa, szamponu Brenny, papierosów, których woń przeżarła ubranie uzależnionej od tytoniu Mildred. A także coś jeszcze: dym, nie papierosowy, a raczej łatwy przez Brygadzistę do powiązania z czarną magią i jakby… smród zgnilizny.
Jeden trop, choć rozgałęział się, najsilniej wiódł gdzieś w bok, pomiędzy drzewa.
Drugi – do przodu, w stronę wody, ścieżką, którą wczoraj przeszli. Tam gdzie odleciała Mildred. Ciężko było pozostać cały czas w zasięgu wzroku, ze względu na to, że staw otoczony był przez drzewa, których gałęzie ograniczały widoczność, zwłaszcza z dołu, nie dostrzegali więc siebie teraz nawzajem, ale skoro Moody nie chciała się oddalać nadmiernie, wciąż byli w zasięgu swojego głosu.
I z góry Millie, po wysforowaniu trochę na przód, mogła dostrzec postać, stojącą pomiędzy krzewami nad wodą. Czy jednak była to Lydia? Pośród cieni nadchodzącego zmierzchu nie widziała jej wyraźnie, zwłaszcza, że ta osoba była odwrócona do niej tyłem.
Jonathanowi mignął zaś jakiś ruch, gdzieś pośród drzew, kilkanaście metrów od nich, z boku ścieżki, którą szli razem z Brenną, zamykając pochód. Zwierzę? Człowiek?
Tura do godziny 20, 26.06.
Niewinna, póki nie udowodni się jej winy. Brenna mogła podejrzewać, ale była daleka od wydawania wyroków.
Zmysły Thomasa zmieniły się wraz z nim. W nozdrza uderzyły zapachy, do tej pory niewyczuwalne wcale albo ledwo. Czuł woń drzew i ziemi, wilgotnej po tym, jak nad ranem przez chwilę padało. Zapach kosmetyków używanych przez Thomasa, szamponu Brenny, papierosów, których woń przeżarła ubranie uzależnionej od tytoniu Mildred. A także coś jeszcze: dym, nie papierosowy, a raczej łatwy przez Brygadzistę do powiązania z czarną magią i jakby… smród zgnilizny.
Jeden trop, choć rozgałęział się, najsilniej wiódł gdzieś w bok, pomiędzy drzewa.
Drugi – do przodu, w stronę wody, ścieżką, którą wczoraj przeszli. Tam gdzie odleciała Mildred. Ciężko było pozostać cały czas w zasięgu wzroku, ze względu na to, że staw otoczony był przez drzewa, których gałęzie ograniczały widoczność, zwłaszcza z dołu, nie dostrzegali więc siebie teraz nawzajem, ale skoro Moody nie chciała się oddalać nadmiernie, wciąż byli w zasięgu swojego głosu.
I z góry Millie, po wysforowaniu trochę na przód, mogła dostrzec postać, stojącą pomiędzy krzewami nad wodą. Czy jednak była to Lydia? Pośród cieni nadchodzącego zmierzchu nie widziała jej wyraźnie, zwłaszcza, że ta osoba była odwrócona do niej tyłem.
Jonathanowi mignął zaś jakiś ruch, gdzieś pośród drzew, kilkanaście metrów od nich, z boku ścieżki, którą szli razem z Brenną, zamykając pochód. Zwierzę? Człowiek?
Tura do godziny 20, 26.06.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.