Bestyjka siedziała sobie wśród swoich. Humor niezmiennie jej dopisywał, jak zawsze kiedy znajdowała się w towarzystwie swoich braci. Zmieniło się to jednak w momencie, w którym dostrzegła funkcjonariusza w mundurze. Nie wiedzieć czemu zawsze tak na nich reagowała, nawet kiedy nie miała nic na sumieniu. Może to przez te kleptomańskie ciągoty, jej historię, kto tam wie, co jeszcze mogło wpływać na takie podejście.
Nie robiła jednak nic złego, dlatego też nie zaczęła panikować, mimo, że czuła się nieco nieswojo z racji na to, że policjant pojawił się na ich podwórku. Wydawało jej się, że te kontrole ostatnio się wzmogły i coraz więcej funkcjonariuszy kręciło się po ich domu. Nikt nie lubił obcych na własnym terenie, szczególnie kiedy ci obcy mogli szukać jakichś problemów i przyczepiać się do szczegółów strasząc przy tym mandatem.
Uniosła głowę w stronę mężczyzny, który pojawił się obok. Lwy wydawały się w ogóle nie reagować na jego obecność. Theo słodko mruczał, bo Fiery nie przestawała go smyrać za uszkiem. Leo siedział przed kobietą z przymkniętymi oczami, bo skończyła już czesanko. Wyglądały trochę jak dwa duże pluszaki, tyle, że oddychały i wydawały dźwięki, no i wydawały się być bardzo realistyczne, bo w końcu były to prawdziwe lwy.
- Daa, działają, działają, jak widać. - Tyle, że teraz w sumie tego nie było widać, ale to tylko drobny szczegół. Fiery starała się jak najmniej ingerować w życie swoich braci, chociaż tyle mogła im dać po tym wszystkim, co ich spotkało. Miała coraz mniej nadziei na to, że uda jej się kiedyś zdjąć urok, jaki rzuciła na nich wredna wiedźma. Robiła więc co mogła, aby uprzyjemnić im życie w takiej formie.
- Fiery Bell cyrkowiec. - Przedstawiła się, chociaż nie czuła, żeby sytuacja w ogóle tego wymagała. Na pewno był na tyle bystry, by domyśleć się, że była członkiem cyrkowej rodziny. Raczej trudno było ich pomylić z kimkolwiek innym.
- Dalej się na nas skarżą? - Nie dało się nie zauważyć, że Bestia miała bardzo ciężki, rosyjski akcent. Zdecydowanie angielski nie był jej pierwszym językiem.
Oczy jej się rozszerzyły, kiedy Longbottom wspomniał o tygrysie. Wyprostowała się też gwałtownie, jak mógł być aż takim ignorantem. - To są lwy. - Rzuciła bardzo chłodnym tonem głosu. - Lwy, a nie tygrysy. - Jakby to było najważniejsze w ich konwersacji. - Mogliby kogoś nastraszyć, gdybym ich o to poprosiła, ale raczej nie mam w zwyczaju takich zachcianek. - Wolała zobrazować jak wygląda sytuacja. - Leo i Theo spędzają większość dnia w klatce, chyba, że jestem w pobliżu, nie wyprowadzam ich też na spacery między mugoli. - Nie zamierzała się jakoś specjalnie tłumaczyć z braku tych zaklęć, na pewno nie w tej chwili, kiedy mieli czas dla siebie.