22.06.2024, 19:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.06.2024, 19:07 przez Christopher Rosier.)
wychodzę z ogrodów, postać przynajmniej póki co znika z tematu
Mimo całego swojego snobizmu, nie winił kobiety ani przez chwilę, nawet jeżeli to o nią dostał w twarz. W gniewie skłonny był najpierw zakazywać wstępu do Rosierów wszystkim Bulstrodom, planował zemstę na Blackach i niszczenie towarzyskie Rookwoodówny, chciał pozbawiać pracy ochroniarza, a potem płynnie przeszedł do myśli o ukaraniu kelnerów, rozdających drinki, ale nie obrócił tej złości wobec niej.
Pewnie byłby znacznie mniej wyrozumiały, gdyby wiedział, że po przyjściu tutaj z nim, całowała kogoś innego na środku parkietu. Mogłaby chociaż zrobić to w jakichś łazienkach, a nie rujnować mu reputacji!
– To nie twoja wina, Mildred – powiedział Christopher, spoglądając na nią uważnie, bo nie znał jej może dobrze, ale coś w wyrazie twarzy, w złocistych oczach, nie było takie, jak zwykle: nie takie, jakie miał okazję do tej pory oglądać. – Możemy zostać do północy. Albo i do rana, jeśli masz taką ochotę – dodał, uśmiechając się przy tym nieco krzywo, bo on po prawdzie stracił chęć do jakiejkolwiek zabawy, ale nie zamierzał wywlekać ją stąd siłą: nawet jeżeli nie miał pojęcia, kim był Kopciuszek (z bajek znanych mugolom nieobce były mu tylko te o zamienianiu słomy w złoto i tkania niewidzialnych szat dla króla). – Zdawało mi się, że możesz mieć dość – dorzucił jeszcze i wzruszył przy tym ramionami. Mógł zrozumieć chęć zaimponowania znajomym. Łechtało to zresztą jego ego, skoro chciała pokazać się im odmieniona dzięki projektowi, który sam stworzył.
Oczywiście, że chciała się w nim pokazać ludziom. Był głupi zakładając, że po prostu zdecyduje się stąd wyjść tak szybko.
– Jakoś to ogarnę – mruknął, unosząc dłoń do twarzy. Zimny okład wyczarowany w ogrodach może i pomógł odrobinę, i opuchlizna nie była aż tak wielka, jak być by mogła, ale bolało jak szlag, i cóż, było widoczne. Ale nic to, skoro pracownicy serowali tutaj tak idiotyczne drinki, niech znajdą mu też i maści i eliksiry. – Znajdę cię, kiedy będę mógł pokazać się ludziom – powiedział na pożegnanie.
Mimo całego swojego snobizmu, nie winił kobiety ani przez chwilę, nawet jeżeli to o nią dostał w twarz. W gniewie skłonny był najpierw zakazywać wstępu do Rosierów wszystkim Bulstrodom, planował zemstę na Blackach i niszczenie towarzyskie Rookwoodówny, chciał pozbawiać pracy ochroniarza, a potem płynnie przeszedł do myśli o ukaraniu kelnerów, rozdających drinki, ale nie obrócił tej złości wobec niej.
Pewnie byłby znacznie mniej wyrozumiały, gdyby wiedział, że po przyjściu tutaj z nim, całowała kogoś innego na środku parkietu. Mogłaby chociaż zrobić to w jakichś łazienkach, a nie rujnować mu reputacji!
– To nie twoja wina, Mildred – powiedział Christopher, spoglądając na nią uważnie, bo nie znał jej może dobrze, ale coś w wyrazie twarzy, w złocistych oczach, nie było takie, jak zwykle: nie takie, jakie miał okazję do tej pory oglądać. – Możemy zostać do północy. Albo i do rana, jeśli masz taką ochotę – dodał, uśmiechając się przy tym nieco krzywo, bo on po prawdzie stracił chęć do jakiejkolwiek zabawy, ale nie zamierzał wywlekać ją stąd siłą: nawet jeżeli nie miał pojęcia, kim był Kopciuszek (z bajek znanych mugolom nieobce były mu tylko te o zamienianiu słomy w złoto i tkania niewidzialnych szat dla króla). – Zdawało mi się, że możesz mieć dość – dorzucił jeszcze i wzruszył przy tym ramionami. Mógł zrozumieć chęć zaimponowania znajomym. Łechtało to zresztą jego ego, skoro chciała pokazać się im odmieniona dzięki projektowi, który sam stworzył.
Oczywiście, że chciała się w nim pokazać ludziom. Był głupi zakładając, że po prostu zdecyduje się stąd wyjść tak szybko.
– Jakoś to ogarnę – mruknął, unosząc dłoń do twarzy. Zimny okład wyczarowany w ogrodach może i pomógł odrobinę, i opuchlizna nie była aż tak wielka, jak być by mogła, ale bolało jak szlag, i cóż, było widoczne. Ale nic to, skoro pracownicy serowali tutaj tak idiotyczne drinki, niech znajdą mu też i maści i eliksiry. – Znajdę cię, kiedy będę mógł pokazać się ludziom – powiedział na pożegnanie.
Postać opuszcza sesję