Jaki był wyznacznik zadowolenia człowieka? Jego szczęścia czy radości? Laurentowi podobało się to, co widzi i podobało mu się to spojrzenie. Przycięte włosy rozlewające się wokół delikatnych rysów twarzy i ciemniejsze plamki jego oczu. Podobałoby mu się to, że jegomość zapomina o byciu miłym, a jednak wydaje się najmilszą osobą, jaką możesz spotkać w tym zapyziałym miejscu. Zadowolenie rośnie. Powinno rosnąć rozluźnienie. To nie miało miejsce. Zgubione między pękniętymi szczelinami między kostką brukową ulicy Nokturnu było daleko za tymi drzwiami i nie znajdowało się teraz już nawet we własnym domu. To kadzidła i opium czyniły ten dom teraz domem. Bo gdzie serce? Już tylko gdzieś w snach. Ten słodki uśmiech nieznajomego i każdy jego łagodny gest mógł być fałszem najbardziej sprawnych aktorów. Wymienią tu uprzejmości, a później ostrzyć będą nóż niezgody. Nikt nie chciał chodzić z rękojeścią ostrza wystającą z pleców.
Z tym, że Charles tworzył wrażenie, jakby to nie była nawet opcja tej powieści. Jakby wszystko musiało skończyć się po prostu dobrze. Czyli tak, jak nie kończyła się żadna historia w życiu Laurenta Prewetta.
- To nie jest pies - Wyjaśnił usłużnie. - To jarczuk. Magiczne stworzenie. - Żadna to była tajemnica, a jegomość zdawał się zaciekawiony. Błogosławieni ci, którzy widzieć chcieli i pytać się nie bali. Przeklęci ci, którzy chcieli wiedzieć za długo - i spać nie mogli wcale. - Jest dobrze wytresowany. Pana... Wuj, jeśli dobrze rozumiem, chyba może poręczyć. - Nie powiedzieć, że wyrażał zgodę na przebywanie tu stworzenia, ale nie komentował nawet słowem. - Herbaty... Czarna, bez cukru. Dziękuję. - Trochę zaskoczony nakazał jarczukowi warować - stworzenie położyło się grzecznie w kącie, kiedy Laurent przeszedł do przodu, zostawiając smycz przy nim. Spojrzał na świece i wystawione tu kadzidła że wszystkimi dodatkami, jakie tylko to miejsce miało do zaoferowania.
- Przygotowania do Lammas wygoniły stąd pana Mulcibera? - Zagaił trochę z ciekawości, ale bardziej z uprzejmości. Widział kto herbatę u Anglika bez żadnego small talk? - Zamówienie leży już pewnie jakiś czas. Powinienem odebrać je wcześniej. - Tylko w tej wielkiej kabale życia zabrakło na to czasu.