22.06.2024, 22:28 ✶
Oczekiwał wszystkiego, jednak zdecydowanie nie pozytywnej reakcji, nie objęcia i poklepania po plecach. Nie znali się w końcu za bardzo, do tego obaj byli mężczyznami i do tego w miejscu publicznym. Jeśli nic między nimi nie ma ponad zwykłą znajomość i takie przytulenie nie odkryje żadnej prawdy, to czemu i tak się bał, że może jednak jakaś kosmata prawda w kropki i łaty wyjdzie.
Pokiwał głową na pytanie. Nie tyle bał się Briana, co samo aresztowanie, zniszczenie czyjejś rzeczy, winda, niepewność co dalej, skoro zbliża się pełnia, do tego alkohol mu szumiał w głowie.
Nie spodziewał się też tylu propozycji rozwiązania problemu. Isaac nic nie wiedział, chyba, trudno to powiedzieć... Mimo tego jednak niewiedza nie przeszkadzała mu w niesieniu pomocy, chaotycznej, bo po omacku, ale jednak tak bardzo gotowej na szybkie spersonalizowanie jej. Był zaskoczony i jednocześnie był pod wrażeniem, był zachwycony i jeszcze bardziej przygnębiony, że nie miał w życiu więcej takich osób, jak Bagshot. Jak dobrze, że mężczyzna chodzi po tym świecie.
Zmarszczył brwi i powoli rozluźnił uścisk, odsuwając się pół kroku, nadal jednak nie puszczał go całkowicie, miętosząc w pięści jego rękaw. Pokiwał głową.
- Nie mam różdżki, ukradli mi ją i jeszcze nowej sobie nie kupiłem. -nie spojrzał na niego, bo sytuacja z różdżką była głupia. Mógłby sobie zrobić dziesięć różdżek od momentu kradzieży, miał też pieniądze, ale chciał specjalny rdzeń taki jak wcześniej był w jego różdżce.- Więc może mnie Pan wysuszyć... I siebie też, bo zmoczyłem Panu ubranie. -mówiąc to spróbował strzepać wilgoć z jego ubrania, ale tylko wtarł ją jeszcze bardziej.- Właściwie na drod… W drodze myślałem że aresztowanie jest mi na rękę, skoro jutro i tak muszę się do aresztu zgłosić. -zaśmiał się cicho, podnosząc na niego wzrok, wyłapując kątem oka swoją dłoń.- Mogę tak Pana potrzymać? -trochę mu się świat chwiał, no i nie chciał, żeby nagle Bagshot zniknął, zostawanie samemu w ministerstwie gdy są takie pustki brzmiało jak początek horroru.
Pokiwał głową na pytanie. Nie tyle bał się Briana, co samo aresztowanie, zniszczenie czyjejś rzeczy, winda, niepewność co dalej, skoro zbliża się pełnia, do tego alkohol mu szumiał w głowie.
Nie spodziewał się też tylu propozycji rozwiązania problemu. Isaac nic nie wiedział, chyba, trudno to powiedzieć... Mimo tego jednak niewiedza nie przeszkadzała mu w niesieniu pomocy, chaotycznej, bo po omacku, ale jednak tak bardzo gotowej na szybkie spersonalizowanie jej. Był zaskoczony i jednocześnie był pod wrażeniem, był zachwycony i jeszcze bardziej przygnębiony, że nie miał w życiu więcej takich osób, jak Bagshot. Jak dobrze, że mężczyzna chodzi po tym świecie.
Zmarszczył brwi i powoli rozluźnił uścisk, odsuwając się pół kroku, nadal jednak nie puszczał go całkowicie, miętosząc w pięści jego rękaw. Pokiwał głową.
- Nie mam różdżki, ukradli mi ją i jeszcze nowej sobie nie kupiłem. -nie spojrzał na niego, bo sytuacja z różdżką była głupia. Mógłby sobie zrobić dziesięć różdżek od momentu kradzieży, miał też pieniądze, ale chciał specjalny rdzeń taki jak wcześniej był w jego różdżce.- Więc może mnie Pan wysuszyć... I siebie też, bo zmoczyłem Panu ubranie. -mówiąc to spróbował strzepać wilgoć z jego ubrania, ale tylko wtarł ją jeszcze bardziej.- Właściwie na drod… W drodze myślałem że aresztowanie jest mi na rękę, skoro jutro i tak muszę się do aresztu zgłosić. -zaśmiał się cicho, podnosząc na niego wzrok, wyłapując kątem oka swoją dłoń.- Mogę tak Pana potrzymać? -trochę mu się świat chwiał, no i nie chciał, żeby nagle Bagshot zniknął, zostawanie samemu w ministerstwie gdy są takie pustki brzmiało jak początek horroru.