Geraldine była niczym kameleon. Kiedy wypadało potrafiła zadbać o siebie i wyglądać nawet przyzwoicie, oczywiście nie sprawiało jej to szczególnej przyjemności, bo zdecydowanie lepiej czuła się w skórzanych spodniach na tyłku i rozciągniętej koszuli, ale lubiła zaskakiwać. Lubiła wzbudzać zainteresowanie, zazwyczaj udawało jej się to osiągać tą chwilową przemianą, która następowała, gdy pojawiała się na wydarzeniach jak to. Ważne dla niej było to, aby godnie reprezentować swoją rodzinę, śmieszne, bo kilka lat temu nie przejmowała się niczym. Wiele się zmieniło w momencie w którym jej ojciec spadł z konia, a brat został wampirem. Czuła większą odpowiedzialność na swoich własnych barkach, a kiedyś upierała się mocno, że nie będzie się w to wszystko specjalnie angażować. Widać wszystko zależy od punktu widzenia, od momentu w życiu.
- No to nie ma się nad czym zastanawiać, znikniemy stąd tak, że nikt nie zauważy naszej nieobecności. - Oczywiście, że zachęcała go do opuszczenia pracy. Miała wrażenie, że nic tu po nim, zresztą kto normalny liczył kelnerów? Nie sądziła, żeby ktokolwiek miał na to czas, szczególnie, że impreza trwała w najlepsze i większość osób była już całkiem mocno podchmielona. Ona potrzebowała towarzystwa, a wiedziała, że z Billym może być dosyć zabawnie, w końcu chlali już razem nieraz, może nie w takich okolicznościach, ale przecież to niczego nie zmieniało. Jej było obojętne, czy piła w jakiejś obskurnej knajpie, czy na spędzie dla bogaczy, liczyło się przede wszystkim towarzystwo.
- Wynieś do domu nawet i dwie, oni nie zbiednieją. - Może nie powinna zachęcać Fletchera do kradzieży, no ale nieszczególnie przejmowała się tym, co wypada. Niech młody korzysta. Nie będzie musiał pić szczyn przez najbliższy miesiąc, jeśli odpowiednio się zakręci.
Zauważyła, że mierzył ją wzrokiem. Póki co tego nie skomentowała, wiedziała, że ta sukienka jest dosyć wyzywająca i prosiła się o podobne zachowania. Sama była sobie winna, a raczej panna Rosier była temu winna, bo to ona zaprojektowała tę suknię. Właściwie to nawet jej to nie przeszkadzało tak do końca, Yaxley raczej nie miewała wstydu, mogłaby świecić i gołym tyłkiem, gdyby przegrała jakiś zakład, nie spodziewała się jednak, że Młody będzie próbował ją poderwać. Cóż, nigdy nie zna się dnia, ani godziny, jak widać. Jedna sukienka może zmienić sposób patrzenia na człowieka.
- Nigdzie się nie wybieram. - Rzuciła mu tylko, kiedy zniknął w pomieszczeniu z alkoholem. Odprowadziła go wzrokiem i czekała, aż wróci. Obserwowała przy tym parkiet i tych wszystkich podchmielonych ludzi, nie widziała żadnej kapibary, może ktoś już zrobił porządek z tymi dziwnymi drinkami, które doprowadzały gości do dziwnego stanu.
Nie czekała długo, Billy wrócił, a co najważniejsze odniósł sukces, bo był zaopatrzony w alkohol. Wspaniale, będą mogli zniknąć i się uchlać, tego potrzebowała, liczyła na to, że uda jej się z niego wyciągnąć informacje na temat tego, kto był odpowiedzialny za magiczne drinki. Chciała zaspokoić swoją ciekawość, bo zastanawiała się wcześniej nad tym, kto powinien ponieść za to konsekwencje.
W końcu znaleźli się w ogrodzie. Sierpniowe powietrze było przyjemne, niezbyt chłodne, aczkolwiek przynosiło ulgę, można było odetchnąć z dala od tłumu. Dokładnie tego potrzebowała, nikt nie będzie widział jej ewentualnego upadku, co było dość istotne. Ostatnio i tak o niej plotkowali, wolała uniknąć kolejnego gadania na swój temat. Znaleźli ustronne miejsce, usiadła na ławce obok chłopaka. Obserwowała go kiedy odkorkowywał butelkę, po chwili jednak wsadziła rękę pod swoją suknię, chwilę trwało nim udało jej się wyciągnąć papierośnicę. Wyciągnęła ze środka jedną fajkę i wsadziła sobie w usta, odpaliła ją mugolską zapalniczką, zaciągnęła się dymem. Poczuła ulgę. Jakoś udało jej się przetrwać ten ślub. Położyła papierośnicę między nimi na ławce, gdyby i on miał chęć zapalić szluga.
- Ludzie są dziwni, sami sobie urządzają taką katorgę. Na szczęście my nie musimy tak wyglądać na co dzień. - Bardzo dobrze rozumiała jego podejście do tych oficjalnych wdzianek, bo sama ich nienawidziła. Gdyby miała tak chodzić na co dzień... cóż na pewno byłaby zirytowana. - Daj. - Wyciągnęła rękę w jego stronę, żeby sprawdzić, czy trunek faktycznie jest taki dobry jak mówił.