22.06.2024, 23:43 ✶
ciekawa odmiana, ponieważ ci, którzy go znali, zgodnie uznaliby, że śmiech nie jest czymś, co występuje u niego często. Uśmieszki bardziej lub mniej szczere tu i tam, ale śmiech? ...Śmiech sfałszować było o wiele trudniej niż uśmiech. Szybko odchrząknął więc, aby ukryć nadmiar rozbawienia.
- Przepraszam... To było niezamierzone. Nieczęsto spotykam się z osobami równie otwartymi. Środowiska, w których dorastaliśmy, muszą się potężnie różnić.
Że o wzorcach nie wspominając. W jego jednak przypadku to chyba śmierć matki wywarła największy wpływ na późniejsze zamknięcie się przed innymi oraz niechęć do dzielenia się faktycznymi emocjami.
- Jestem uzdrowicielem - odpowiedział bez większych zahamowań. - A moją specjalizacją zatrucia eliksirami.
Był raczej dumny ze swojego stanowiska. Nie tyle z pomocy innym, ile z możliwości rozwijania swoich umiejętności na konkretnych przypadkach. I tego też z reguły nie wypadało mu mówić na głos.
Lewy kącik ust Leonarda drgnął minimalnie. Geraldine albo lubiła drążyć, albo była po prostu spostrzegawcza.
- Dobrze założyłaś - zgodził się powoli. - Powiedzmy, że znalazł się ktoś... Kto od dłuższego czasu przyprawiał mnie o znaczy ból głowy. Uniemożliwiał normalne, spokojne życie.
Uh, teraz kiedy powiedział to na głos, brzmiało to niemalże żałośnie. Napił się więc ponownie, opróżniając tym samym szklankę i również prosząc o dolewkę.
- Nie jestem damskim bokserem, więc nie za bardzo wiedziałem, jak rozwiązać ten problem. Oddaliłem go więc od siebie, wyjeżdżając.
Huh. Zabawne. Nie był w stanie powiedzieć tego nikomu z rodziny. Ani bratu, ani tym bardziej ojcu. Teraz jednak spokojnie wyrzucał to z siebie przed ledwie poznaną kobietą. Może właśnie zresztą dlatego to robił? Było to na pewno o wiele łatwiejsze.
Oczy nieco mu zabłyszczały, kiedy bezpośrednio został zapytany o składniki.
- Korzenie asfodelusa sopophorusa, ot choćby. Ah, rogi dwurożca i smocze serca również nie należą do najłatwiej pozyskiwanych w Skandynawii... - westchnął z żalem.
- Przepraszam... To było niezamierzone. Nieczęsto spotykam się z osobami równie otwartymi. Środowiska, w których dorastaliśmy, muszą się potężnie różnić.
Że o wzorcach nie wspominając. W jego jednak przypadku to chyba śmierć matki wywarła największy wpływ na późniejsze zamknięcie się przed innymi oraz niechęć do dzielenia się faktycznymi emocjami.
- Jestem uzdrowicielem - odpowiedział bez większych zahamowań. - A moją specjalizacją zatrucia eliksirami.
Był raczej dumny ze swojego stanowiska. Nie tyle z pomocy innym, ile z możliwości rozwijania swoich umiejętności na konkretnych przypadkach. I tego też z reguły nie wypadało mu mówić na głos.
Lewy kącik ust Leonarda drgnął minimalnie. Geraldine albo lubiła drążyć, albo była po prostu spostrzegawcza.
- Dobrze założyłaś - zgodził się powoli. - Powiedzmy, że znalazł się ktoś... Kto od dłuższego czasu przyprawiał mnie o znaczy ból głowy. Uniemożliwiał normalne, spokojne życie.
Uh, teraz kiedy powiedział to na głos, brzmiało to niemalże żałośnie. Napił się więc ponownie, opróżniając tym samym szklankę i również prosząc o dolewkę.
- Nie jestem damskim bokserem, więc nie za bardzo wiedziałem, jak rozwiązać ten problem. Oddaliłem go więc od siebie, wyjeżdżając.
Huh. Zabawne. Nie był w stanie powiedzieć tego nikomu z rodziny. Ani bratu, ani tym bardziej ojcu. Teraz jednak spokojnie wyrzucał to z siebie przed ledwie poznaną kobietą. Może właśnie zresztą dlatego to robił? Było to na pewno o wiele łatwiejsze.
Oczy nieco mu zabłyszczały, kiedy bezpośrednio został zapytany o składniki.
- Korzenie asfodelusa sopophorusa, ot choćby. Ah, rogi dwurożca i smocze serca również nie należą do najłatwiej pozyskiwanych w Skandynawii... - westchnął z żalem.