23.06.2024, 02:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2024, 19:16 przez Umbriel Degenhardt.)
Obserwująca to od boku Geraldine mogła zauważyć, że chociaż pokazany Umbrielowi składnik był dokładnie tym, czego szukali Śmierciożercy, a zawołana cena nie była ani trochę wygórowana, coś w tej konwersacji było... nie tak jak powinno być. Ten mężczyzna nie chciał tego sprzedać. Dlaczego? Cóż, przyszedł tutaj, przynosząc ze sobą rzadką ingrediencję, o ile nie w jego ciele nie siedziała w rzeczywistości para bliźniaków cierpiących na rozszczepienie duszy, raczej bez sensu byłoby w ogóle podejmować się tej rozmowy, prawda? Najlogiczniejszą odpowiedzią na to, dlaczego przybrał taki, a nie inny wyraz twarzy musiał być sam Umbriel. Jego parszywa gęba nie była już kojarzona wyłącznie z graniem na fortepianie - w ostatnich dniach Pokątną obklejono listami gończymi, a on musiał wynieść z się z ulicy nieopodal. Wieści najszybciej rozeszły się po Nokturnie - tutaj go przecież wszyscy znali - odkąd Szwed wprowadził się do rudery i zaczął ją remontować za pieniądze z grania (więc w gruncie rzeczy dom pozostał ruderą na tak długo, że Degenhardt nazywał go tak do dziś). Nikt w tej okolicy nie miał problemu z handlem z przestępcami, ale widzenie się z kimś, kogo morda wisiała zaraz pod wielkim napisem POSZUKIWANY...
Mężczyzna posłał znaczące spojrzenie barmanowi, a Umbriel uśmiechnął się szerzej.
- Myślisz, że jestem durniem? - Zapytał wprost, bo durniem nie był, co najwyżej zakochanym w sobie egocentrykiem nie widzącym niczego poza czubkiem własnego nosa. - Jeżeli wezwiesz tutaj Brygadę, to choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobię przed wywiezieniem mnie do Azkabanu, wypatroszę cię żywcem. - Zniszczy go tak jak szczura, którego zadusił i przybił gwoździami do ściany ledwie pięć dni temu. Nie wiedział, czy wieści na temat jego tragicznej śmierci już się rozeszły, czy jeszcze nie... Rozważał bezpośrednie podpisanie się pod tym czynem, wciąż bowiem rozważał, po której stronie konfliktu Ścieżek powinien się opowiedzieć.
Mężczyzna mamrotał coś w odpowiedzi, zbyt cicho i niezrozumiale, aby Yaxley mogła to usłyszeć.
- Dobrze wiesz, że nie mam nic do stracenia, ty jebany idioto. Nie mam też żadnego interesu w zgłaszaniu cię komukolwiek, przymknij więc ten głupi ryj, weź te pieniądze, póki oferta jest nadal aktualna i rozejdziemy się w zgodzie.
Koleś zawahał się, ale ostatecznie... chyba pękł? Podrapał się po głowie, pokręcił głową, kiedy barman spojrzał na niego ponownie. Nie wyglądał na w pełni zadowolonego z interesu, jakiego dobijał, ale też nie widział szczególnie dobrej drogi ucieczki. Zbyt wiele oczu patrzyło na nich w tym momencie. Obserwująca ich Yaxleyówna nawet przez moment nie sprawiła wrażenia cudaka podsłuchującego cudzą rozmowę - robiły to z nią przynajmniej dwie inne osoby.
Mężczyzna posłał znaczące spojrzenie barmanowi, a Umbriel uśmiechnął się szerzej.
- Myślisz, że jestem durniem? - Zapytał wprost, bo durniem nie był, co najwyżej zakochanym w sobie egocentrykiem nie widzącym niczego poza czubkiem własnego nosa. - Jeżeli wezwiesz tutaj Brygadę, to choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobię przed wywiezieniem mnie do Azkabanu, wypatroszę cię żywcem. - Zniszczy go tak jak szczura, którego zadusił i przybił gwoździami do ściany ledwie pięć dni temu. Nie wiedział, czy wieści na temat jego tragicznej śmierci już się rozeszły, czy jeszcze nie... Rozważał bezpośrednie podpisanie się pod tym czynem, wciąż bowiem rozważał, po której stronie konfliktu Ścieżek powinien się opowiedzieć.
Mężczyzna mamrotał coś w odpowiedzi, zbyt cicho i niezrozumiale, aby Yaxley mogła to usłyszeć.
- Dobrze wiesz, że nie mam nic do stracenia, ty jebany idioto. Nie mam też żadnego interesu w zgłaszaniu cię komukolwiek, przymknij więc ten głupi ryj, weź te pieniądze, póki oferta jest nadal aktualna i rozejdziemy się w zgodzie.
Koleś zawahał się, ale ostatecznie... chyba pękł? Podrapał się po głowie, pokręcił głową, kiedy barman spojrzał na niego ponownie. Nie wyglądał na w pełni zadowolonego z interesu, jakiego dobijał, ale też nie widział szczególnie dobrej drogi ucieczki. Zbyt wiele oczu patrzyło na nich w tym momencie. Obserwująca ich Yaxleyówna nawet przez moment nie sprawiła wrażenia cudaka podsłuchującego cudzą rozmowę - robiły to z nią przynajmniej dwie inne osoby.
they should be
t e r r i f i e d
of me
t e r r i f i e d
of me