Ich ostatnie wybryki z Fiery prawdopodobnie przysporzyły Bellom nieco kłopotów w Ministerstwie Magii, a nieudolna próba opanowania Sionnah zirytowała go niemożebnie, ale... ostatecznie, to oboje wymienili się głupotami. Ona próbowała okraść Aurora, on pobił niewinnego chłopaka na oczach ich młodszej siostry. No dobra. Ona wymieniła się głupotką, on nieco większą głupotą, ale wymienili się, tak? Wszystko było między nimi okej? Flynn uśmiechnął się delikatnie, słysząc słowa, że Fiery przyjdzie go oglądać. Mimo lekkiego napięcia pomiędzy nimi, zapewne stanie się jedną z twarzy, jakich Flynn będzie wypatrywał w poszukiwaniu resztek spokoju. Pokochał tańczyć, niestety wciąż nienawidził ludzi. Bał się tego występu.
Już miał dziewczynę poprawić, kiedy do rozmowy dołączył Alexander. Mężczyzna od razu zmarszczył nos, wyraźnie oburzony zakazem. Jeszcze kilka sekund temu wahał się, czy chce palić, teraz wydawało mu się, że bez zapalenia blanta nie przeżyje dzisiejszego wieczoru.
- Co mi niby zrobisz, jak zapalę? - Rzucił od razu, chociaż coś w jego oczach mówiło, że dosyć posłusznie ustawił się w pozycji przegranego, jakaś ostatnia iskra buntu kazała mu rzucić Alexandrowi wyzwanie pokłócenia się z nim przy wszystkich. Problematyczny Flynn nie byłby przecież sobą, nie zasłużyłby na to miano, gdyby nie knuł czegoś we łbie... Bardzo chciał, żeby Alexander usiadł obok, ale on nie usiadł i... Tak, to był wystarczający powód do tego, żeby czuć się okropnie. Eh, Felek ujął to w nieco lepsze słowa. Może to dlatego on dostał wczoraj w gębę, a Felek mógł czuć się bezkarny...? Taaak, to na pewno o to chodziło...
- Ja tam bym chciał mieć fajerwerki na występie... - powiedział spokojnie, wracając do konsumowania kukurydzy. Chciał ich dzisiaj zagadać o robienie z nich lalek, bo to było jedno z takich drobnych durnoctw, co je zasłyszał gdzieś, nawet nie pamiętał gdzie i zapadło mu we łbie. Żółte, letnie lalki, tak? Nie miał pojęcia, jak wygląda żółty, ale wiedział, jakie rzeczy były żółte. Słońce. Złoto. Słoneczniki. Siano. Mocz, o ile dobrze pracowały ci nerki. - Haaa... może ten przystojny Auror z Lithy musiałby gasić scenę. Ten, co robił do ciebie takie ładne oczy - wyszczerzył się. Tak, o Patricku przypomniały mu szczyny.
Już miał dziewczynę poprawić, kiedy do rozmowy dołączył Alexander. Mężczyzna od razu zmarszczył nos, wyraźnie oburzony zakazem. Jeszcze kilka sekund temu wahał się, czy chce palić, teraz wydawało mu się, że bez zapalenia blanta nie przeżyje dzisiejszego wieczoru.
- Co mi niby zrobisz, jak zapalę? - Rzucił od razu, chociaż coś w jego oczach mówiło, że dosyć posłusznie ustawił się w pozycji przegranego, jakaś ostatnia iskra buntu kazała mu rzucić Alexandrowi wyzwanie pokłócenia się z nim przy wszystkich. Problematyczny Flynn nie byłby przecież sobą, nie zasłużyłby na to miano, gdyby nie knuł czegoś we łbie... Bardzo chciał, żeby Alexander usiadł obok, ale on nie usiadł i... Tak, to był wystarczający powód do tego, żeby czuć się okropnie. Eh, Felek ujął to w nieco lepsze słowa. Może to dlatego on dostał wczoraj w gębę, a Felek mógł czuć się bezkarny...? Taaak, to na pewno o to chodziło...
- Ja tam bym chciał mieć fajerwerki na występie... - powiedział spokojnie, wracając do konsumowania kukurydzy. Chciał ich dzisiaj zagadać o robienie z nich lalek, bo to było jedno z takich drobnych durnoctw, co je zasłyszał gdzieś, nawet nie pamiętał gdzie i zapadło mu we łbie. Żółte, letnie lalki, tak? Nie miał pojęcia, jak wygląda żółty, ale wiedział, jakie rzeczy były żółte. Słońce. Złoto. Słoneczniki. Siano. Mocz, o ile dobrze pracowały ci nerki. - Haaa... może ten przystojny Auror z Lithy musiałby gasić scenę. Ten, co robił do ciebie takie ładne oczy - wyszczerzył się. Tak, o Patricku przypomniały mu szczyny.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.