23.06.2024, 05:39 ✶
Timmy spojrzał na niego groźnie. Bardzo groźnie nawet, bo brat zwyczajnie pierdolił jak zwykle. Zamiast narzekać to przyłożyłby się do roboty, a nie jeszcze tutaj w jakieś dyskusje z nim wchodził. To miała być prosta dwudziestominutowa przygoda. Wchodzą i wychodzą, a nie kłapią o głupotach.
Już miał mu powiedzieć, żeby dupę sobie rozświetlił, ale oparł się nierówno o kamienny piedestał i stracił równowagę.
- Nadgodziny? Wyrównanie? A co tobie mało, że tutaj fant proszę ja ciebie patrz jaki dobry? Wygląda na pierwszy rzut oka na autentyczny, a nie jakiś wyciągnięty ze śmietnika - trochę co prawda śmierdział dymem, ale nie on pierwszy, nie ostatni co go Timmy trzymał w rękach. Nie dawał jakoś bardzo, więc co najwyżej była na nim jakaś mini klątewka, a może zwyczajnie tylko zaśmierdział od wilgoci i tylko mu się wydawało.
Zmarszczył brwi, wyraźnie niezadowolony z dalszego utyskiwania młodszego brata, ale mimo wszystko potarł zegarek o spodnie. Wyglądał odrobinę lepiej, ale mógł się poświęcić, więc jeszcze parę kółek w materiał nogawki i wyglądał jak prawie nowy. Nachuchał w niego i przetarł tarczę mankietem.
- Masz. Już bez gleby. Ładny, czysty. Jak chcesz dezynfekcję to ci zaraz różdżką machnę, ale nie wiem czy się nie zamachnę źle i nie wsadzę ci jej do nosa BO TAK TYM ŚWIATŁEM TRZĘSIESZ - obruszył się już nie na żarty.
- Czy ja ci muszę tłumaczyć jak krew mamusi działa? - zapytał zniecierpliwiony. - W chuju mam te klątwy, chcę wiedzieć czy to podróbka czy autentyk. Ja wiem że wzrok to ja mam wybitny, tak samo jak i ekspertyzę, ale nawet ja mogę się pomylić bo... - trzęsiesz tym światłem.
Tim się wyprostował, a potem wpakował ten zegarek do kieszeni, tak jakby przed chwilą sprawdzał na nim co najwyżej godzinę. Ale nie miał pojęcia która była, bo wskazówki zacięły się na szóstce i dziewiątce, pokazując za piętnaście szóstą.
- Przepraszam panów, ale może widzieli panowie gdzieś w okolicy dziewczynkę? - nastała pauza. Krótka, bo kobieta chyba zauważyła puste spojrzenie starszego z mężczyzn. - Podobna do mnie, ma na imię Fiona. Odrobinę sepleni kiedy mówi. Zgubiłam ją i strasznie się martwię...
Już miał mu powiedzieć, żeby dupę sobie rozświetlił, ale oparł się nierówno o kamienny piedestał i stracił równowagę.
- Nadgodziny? Wyrównanie? A co tobie mało, że tutaj fant proszę ja ciebie patrz jaki dobry? Wygląda na pierwszy rzut oka na autentyczny, a nie jakiś wyciągnięty ze śmietnika - trochę co prawda śmierdział dymem, ale nie on pierwszy, nie ostatni co go Timmy trzymał w rękach. Nie dawał jakoś bardzo, więc co najwyżej była na nim jakaś mini klątewka, a może zwyczajnie tylko zaśmierdział od wilgoci i tylko mu się wydawało.
Zmarszczył brwi, wyraźnie niezadowolony z dalszego utyskiwania młodszego brata, ale mimo wszystko potarł zegarek o spodnie. Wyglądał odrobinę lepiej, ale mógł się poświęcić, więc jeszcze parę kółek w materiał nogawki i wyglądał jak prawie nowy. Nachuchał w niego i przetarł tarczę mankietem.
- Masz. Już bez gleby. Ładny, czysty. Jak chcesz dezynfekcję to ci zaraz różdżką machnę, ale nie wiem czy się nie zamachnę źle i nie wsadzę ci jej do nosa BO TAK TYM ŚWIATŁEM TRZĘSIESZ - obruszył się już nie na żarty.
- Czy ja ci muszę tłumaczyć jak krew mamusi działa? - zapytał zniecierpliwiony. - W chuju mam te klątwy, chcę wiedzieć czy to podróbka czy autentyk. Ja wiem że wzrok to ja mam wybitny, tak samo jak i ekspertyzę, ale nawet ja mogę się pomylić bo... - trzęsiesz tym światłem.
Tim się wyprostował, a potem wpakował ten zegarek do kieszeni, tak jakby przed chwilą sprawdzał na nim co najwyżej godzinę. Ale nie miał pojęcia która była, bo wskazówki zacięły się na szóstce i dziewiątce, pokazując za piętnaście szóstą.
- Przepraszam panów, ale może widzieli panowie gdzieś w okolicy dziewczynkę? - nastała pauza. Krótka, bo kobieta chyba zauważyła puste spojrzenie starszego z mężczyzn. - Podobna do mnie, ma na imię Fiona. Odrobinę sepleni kiedy mówi. Zgubiłam ją i strasznie się martwię...