23.06.2024, 12:05 ✶
- Sebastianie Macmillan, ta sprawa była prowadzona przez ministerstwo i jako taka poufna – powiedziała Brenna. Sebastian nie złościł jej, gdy ją obrażał albo marudził, natomiast teraz owszem, zdołał ją rozgniewać: nie tyleż słowami, a tym, że obawiała się, że każde wypowiedziane tutaj słowo, trafi do Vakela Dołohova, a kto wie, co z nimi ten zrobi. Nie przejmowała się jego pretensjami, które dotknęły Patricka, ale już miała sporo obaw odnośnie tego, że rozejdą się opowieści i ktoś uzupełni w nich luki. Voldemort naprowadzony na trop na pewno wiedziałby, co zrobić dalej.– Może opowiesz jeszcze przedstawicielom prasy, co dokładnie trzeba zrobić, aby zyskać więcej mocy za pomocą nekromancji i mordowania ludzi? Życzysz sobie więcej takich przypadków? Voldemorta, próbującego powtórzyć tę sztuczkę?
W jej oczach Sebastian opowiadając o tym przy kimś, kto nie musiał trzymać gęby na kłódkę – a on jako przedstawiciel Ministerstwa z powinien – mógł sprawić, że wieści się rozpowszechnią i ktoś inny poskłada fakty i spróbuje podobnych eksperymentów. Zabicie odpowiedniej ilości osób, uwięzienie dusz, umieszczenie tego wszystkiego w miejscu mocy, to były już dostateczne wskazówki. A naprawdę teraz była wytrącona z równowagi: bała się o ludzi na kempingu i była zła na siebie, że ostatecznie nie spróbowała przebić się z powrotem.
- Byłam z Prewettem. Las oddzielił nas od niego i Bagshota... to znaczy Isaaca Bagshota, nie Owena. Rośliny reagowały agresywnie na rzucanie w nie zaklęć. Są tam też Morpheus, mój brat i Millie, i jakaś Weasleyówna, ale chyba żadne z nich nie zna fal.
Nie była pewna, kto jeszcze przebywał obecnie w ośrodku, mogło dojść do jakichś przetasowań, a i skupiona na sprawdzaniu okolic lasu i potem Carlise, nie miała okazji przekonać się, jaki dokładnie skład posłało Ministerstwo. Wiedziała głównie, kto z Zakonu kręcił się w pobliżu i to, że tam byli, martwiło ją tylko jeszcze mocniej.
Mimo to zawahała się, kiedy Patrick powiedział, że pójdą do Ministerstwa. Przypatrywała się przez chwilę to jemu, to Atreusowi, bo słowa Stewarda uświadomiły jej, ile czasu musieli tu spędzić – i że czaszka oraz czerń miały na ludzi wpływ, którego nie mogła się spodziewać, gdy została dotknięta jedynie przez fiolet. Tak, chciała biec do ośrodka, najlepiej natychmiast. Ale nie była wcale pewna, czy na cokolwiek się tam przyda, a wolałaby aby nie skończyło się tak, że ona pobiegnie na kemping, a tymczasem aurorzy skończą rozszczepieni albo opętani. Może to były tylko słowa rozbrzmiewające w głowie, ale podszyte czarną magią mogły namącić w głowie. Musiały namącić im w głowach, skoro Patrick w ogóle przyznawał, o czym szeptały.
Chciałaby zapewnić, że to nie była prawda, ale to nie był na to ani czas, ani miejsce.
– Na pewno czujecie się na siłach? – zapytała, a potem rozejrzała się po tym cholernym kościele. Po ruinach, wzniesionych przez biskupa, zapewne miejscu mocy. – Wyjdźmy stąd, przede wszystkim – zaproponowała. Nawet jeżeli czerń opadała, wciąż czuła się tutaj nieswojo, a Patrick i Atreus po tylu godzinach szeptów, powinni opuścić to miejsce jak najszybciej. – Jeśli aportować się do Ministerstwa albo nakładać runy, to nie w tym miejscu.
I tak, też odnotowała, że Patrick Steward nie ma koszulki, ale to akurat było najmniej ważne.
W jej oczach Sebastian opowiadając o tym przy kimś, kto nie musiał trzymać gęby na kłódkę – a on jako przedstawiciel Ministerstwa z powinien – mógł sprawić, że wieści się rozpowszechnią i ktoś inny poskłada fakty i spróbuje podobnych eksperymentów. Zabicie odpowiedniej ilości osób, uwięzienie dusz, umieszczenie tego wszystkiego w miejscu mocy, to były już dostateczne wskazówki. A naprawdę teraz była wytrącona z równowagi: bała się o ludzi na kempingu i była zła na siebie, że ostatecznie nie spróbowała przebić się z powrotem.
- Byłam z Prewettem. Las oddzielił nas od niego i Bagshota... to znaczy Isaaca Bagshota, nie Owena. Rośliny reagowały agresywnie na rzucanie w nie zaklęć. Są tam też Morpheus, mój brat i Millie, i jakaś Weasleyówna, ale chyba żadne z nich nie zna fal.
Nie była pewna, kto jeszcze przebywał obecnie w ośrodku, mogło dojść do jakichś przetasowań, a i skupiona na sprawdzaniu okolic lasu i potem Carlise, nie miała okazji przekonać się, jaki dokładnie skład posłało Ministerstwo. Wiedziała głównie, kto z Zakonu kręcił się w pobliżu i to, że tam byli, martwiło ją tylko jeszcze mocniej.
Mimo to zawahała się, kiedy Patrick powiedział, że pójdą do Ministerstwa. Przypatrywała się przez chwilę to jemu, to Atreusowi, bo słowa Stewarda uświadomiły jej, ile czasu musieli tu spędzić – i że czaszka oraz czerń miały na ludzi wpływ, którego nie mogła się spodziewać, gdy została dotknięta jedynie przez fiolet. Tak, chciała biec do ośrodka, najlepiej natychmiast. Ale nie była wcale pewna, czy na cokolwiek się tam przyda, a wolałaby aby nie skończyło się tak, że ona pobiegnie na kemping, a tymczasem aurorzy skończą rozszczepieni albo opętani. Może to były tylko słowa rozbrzmiewające w głowie, ale podszyte czarną magią mogły namącić w głowie. Musiały namącić im w głowach, skoro Patrick w ogóle przyznawał, o czym szeptały.
Chciałaby zapewnić, że to nie była prawda, ale to nie był na to ani czas, ani miejsce.
– Na pewno czujecie się na siłach? – zapytała, a potem rozejrzała się po tym cholernym kościele. Po ruinach, wzniesionych przez biskupa, zapewne miejscu mocy. – Wyjdźmy stąd, przede wszystkim – zaproponowała. Nawet jeżeli czerń opadała, wciąż czuła się tutaj nieswojo, a Patrick i Atreus po tylu godzinach szeptów, powinni opuścić to miejsce jak najszybciej. – Jeśli aportować się do Ministerstwa albo nakładać runy, to nie w tym miejscu.
I tak, też odnotowała, że Patrick Steward nie ma koszulki, ale to akurat było najmniej ważne.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.